
Do Saint Mało dotarliśmy koło 19.00, zwiedzanie Mont Saint Michel i dojazd zajęły trochę czasu, a nam się specjalnie nie spieszyło. W Saint Malo mieliśmy zarezerwowane dwa noclegi by spokojnie pozwiedzać miasto i skorzystać z uroków jakie daje pobliska plaża. Najstarsza, zabytkowa i najbardziej urokliwa część miasta otoczona jest murami. Tam też zarezerwowaliśmy sobie nocleg w hotelu, więc wszędzie mieliśmy blisko. Po przyjeździe do hotelu i krótkim odpoczynku udaliśmy się na kolację, a następnie na spacer uliczkami starego miasta. Z murów podziwialiśmy również zachód słońca. Cześć otoczona murami jest stosunkowo niewielka więc spokojnie przeszliśmy wszystkimi głównymi uliczkami. Przy restauracjach i barach do późnych godzin przewijali się turyści. Co ciekawe, jest tam też bardzo dużo lodziarni, a wybór lodów przyprawia o zawrót głowy. Po wieczornym spacerze, zachodzie słońca i odwiedzinach w dwóch barach wróciliśmy do hotelu gdyż kolejny dzień zapowiadał się dość intensywnie. Przez przypadek natrafiliśmy również na lokalną imprezę, która odbywała się w sklepie odzieżowym. Wyglądało to bardzo ciekawie, ale przy muzyce puszczanej przez chyba właścicielkę, wszyscy bawili się doskonale.
Następnego dnia po smacznym śniadaniu, serwowanym przez właściciela hotelu, zabraliśmy rowery i udaliśmy się na wycieczkę w kierunku plaży. Plaża ciągnie się na długości około 3 kilometrów, a wzdłuż plaży przy deptaku prowadzi ścieżka rowerowa. Była piękna pogoda więc zafundowaliśmy sobie godzinną przerwę na leżakowanie i krótką kąpiel w zimnym niestety morzu. Następnie udaliśmy się w dalszą wycieczkę w kierunku plaży du Val. Cała wycieczka zajęła około 3 godziny. Pogodę mieliśmy idealną, było aż za gorąco, gdyż przy bezchmurnym niebie słońce bezlitośnie grzało, a temperatura dochodziła do 30°C. Po południu zrobiliśmy sobie ponownie spacer po starym mieście, czyli tej części zamkniętej w murach, dotarliśmy również pod pomnik najsłynniejszego korsarza Roberta Surcouf. Nie obyło się również bez zakupów magnesów i lokalnych pamiątek.

Kolejnego dnia rozpoczęła się nasza podróż powrotna w kierunku Polski. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze uroczą malutką miejscowość Saint Suliac, którą polecił nam właściciel hotelu. Cudowne małe miasteczko, z tymi domkami z kamienia i kolorowymi okiennicami. W położonej przy plaży restauracji wypiliśmy kawę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Żegnaliśmy się już niestety z Bretanią. Na pocieszenie mieliśmy jeszcze po drodze zaplanowane dwa noclegi w Paryżu. O Paryżu pisałem już Wam we wcześniejszych wpisach z wycieczki z okazji 80-tych urodzin mojej Mamy, więc ponownie nie będę rozpisywać się o Paryżu, choć kocham to miasto i czuję się tam doskonale. Mam nadzieję, że moje opowieści o atrakcjach Normandii, pomogą Wam zaplanować własną podróż do tej cudownej krainy klifów, kamienistych plaży, uroczych miasteczek i calvadosa.


























































































































































































































