Sałatka z tofu i pieczarkami

To chyba jedna z najprostszych sałatek jakie ostatnio przygotowywałem, a chyba jedna i z najsmaczniejszych jakie jadłem. Zawsze robiłem taką sałatkę z kurczakiem, ale tym razem chciałem pójść w vege i postawiłem na pieczarki. Do tej sałatki potrzeba jednego opakowania mieszanki umytych sałat, małe opakowanie oliwek bez pestek, jedną paprykę czerwoną, jednego świeżego ogórka, pół cebuli czerwonej, tak z piętnaście pomidorków koktajlowych, około pół kilograma pieczarek, opakowanie wędzonego tofu, sos sojowy, sos ranch.

Zaczynamy od pieczarek i tofu. Pieczarki obieramy i kroimy w grubą kostkę, zarówno kapelusze, jak i ogony. Tofu kroimy w kostkę o boku jednego centymetra. Zarówno tofu, jak i pieczarki marynujemy około 2 godzin w sosie sojowym ciemnym.  Następnie pieczarki i tofu przesmażamy na patelni. Pieczarki przesmażamy szybko na dużym ogniu z odrobiną oliwy, tak by zbytnio nie wyschły i zachowały swoją soczystość, lekko mogą się pojedyncze kawałki zrumienić. Tofu podsmażamy powoli na małym ogniu obracając pojedyncze kostki z każdej strony by nabrały złotego koloru. Podczas smażenia pieczarek i tofu możemy zużyć sos sojowy, w którym się marynowały, nabiorą jeszcze głębszego smaku.  Pieczarki i tofu muszą przestygnąć przed połączeniem z resztą warzyw by te nie zwiędły od ciepła. Ogórka kroimy w grubą kostkę, paprykę podobnie, cebulę kroimy w pióra, pomidorki przekrawamy na połówki, oliwki możemy pozostawić w całości lub też poprzekrawać na połówki.

Najpierw mieszamy ogórki, paprykę, cebulę, oliwki, tofu i pieczarki, dodajemy trochę sosu ranch by wszystko się połączyło. Nie dawajmy za dużo sosu, bo całość nie może pływać w cieczy tylko się połączyć. Ja prawdę mówiąc użyłem takiego sosu ranch gotowego, który kupiłem podczas pobytu w USA. Do tak zmieszanych warzyw na końcu dodajemy sałatę i pokrojone pomidorki, jeszcze trochę sosu i ponownie wszystko delikatnie mieszamy. Sałatka jest po prostu pyszna, a smak tak wciągający, że można jeść niemal bez końca. Właśnie popatrzyłem w internecie, że można samemu przygotować taki sos rancherski z maślanki, majonezu i kwaśnej śmietany, które dajemy w równych proporcjach, z dodatkiem sproszkowanego czosnku, łyżki posiekanego świeżego szczypiorku, koperku i natki pietruszki oraz octu winnego. Oto cały sekret tej przepysznej sałatki. Widziałem w sklepach gotowy sos cesar, muszę z nim spróbować przygotować taką sałatkę następnym razem, czy efekt będzie taki sam lub samemu zrobić taki sos ranczerski. Spróbujcie, smak wciąga na maxa. Sałatkę podajemy z grzankami czosnkowymi, które możemy sami zrobić z bagietki pokrojonej na talarki, posmarowanej masłem czosnkowym i zrumienionej pod grillem w piekarniku.

Śledzie z cebulką i jabłkiem w śmietanie

Takie śledzie kupimy praktycznie w każdym sklepie spożywczym, czy to na wagę, czy zapakowane. Jednak nie ma to jak śledzie własnej domowej roboty. Są mniej octowe, bez polepszaczy smaku więc o wiele zdrowsze. Do mojego przepisu potrzeba jedno opakowanie śledzi, polecam śledzie a’la Matias z Lisnera są chyba najlepsze, ja kupuję duże opakowanie 750 g, jeśli dobrze pamiętam, wychodzą wtedy dwa słoiki litrowe, 3 duże cebule i dwa jabłka, duży kubek śmietany 18%, u mnie tradycyjnie z Piatnicy i kilka łyżek majonezu Kieleckiego. 

Cebulę obieramy, kroimy w piórka i następnie sparzamy. Są dwa sposoby, można przelać na sitku wrzącą wodą, albo wrzucić ją na około pół minuty do wrzącej wody, oczywiście po zdjęciu z palnika by dalej się nie gotowała, następnie odcedzić i pozostawić na sitku do wystudzenia. Stosując drugi sposób cebula będzie miększa i delikatniejsza w smaku, ja osobiście wolę wrzucić na wrzątek. Jabłka obieramy i kroimy w drobną kostkę. Teraz pora na śledzia, niektórzy moczą w mleku lub płuczą by był mniej słony. Mnie osobiście taki smak bardzo odpowiada więc tylko pozbywam się nadmiaru oleju. Śledzia kroimy w paski szerokości 2 centymetrów. Mamy przygotowane wszystkie składniki, no oczywiście jeszcze musimy wymieszać śmietanę z dwoma łyżkami majonezu. Tak przygotowane składniki wkładamy warstwami do słoików i przelewamy masą śmietanowo majonezową, czyli śledź, cebulka, jabłka, śmietana i tak to wyczerpania składników, zakończyć musimy śmietaną. Tak jak napisałem na początku, z tych proporcji wyjdą dwa słoiki litrowe bez problemu, może nawet ciut więcej. 

Przygotowane słoiki zakręcamy i wstawiamy do lodówki, po kilku godzinach musimy je przemieszać, aby śmietana z majonezem dotarły do każdego zakamarka słoika. By smaki dobrze przeszły wzajemnie polecam przygotowanie śledzi minimum jeden dzień przed planowanym podaniem, mogą być również dwa dni. Tak przygotowane śledzie poleżą w lodówce spokojnie około 5 do 6 dni. Proste, smaczne, sprawdzą się na każdym przyjęciu, na imprezach ostatkowych, ale również i w Wielkim Poście, do którego coraz bliżej, kiedy chcemy trochę ograniczyć smakołyki. Choć muszę przyznać, że dla mnie te śledzie są smakołykiem 🙂

Krem z pomidorów i pieczonej papryki

Sezon na pomidory w pełni, paprykę też, zaraz będą już tylko sprzedawane warzywa pędzone  sztucznie, które zupełnie smaku nie posiadają więc jeszcze możemy skorzystać z tych ostatnich dobrodziejstw jesieni. Do mojej wersji zupy potrzeba 1,5 kilograma dojrzałych pomidorów, 5 czerwonych papryk, sól, pieprz i cukier do smaku, trochę świeżej bazylii. Pomidory obieramy ze skórki, kroimy na ćwiartki i wykrawamy tylko ten twardy białawy środek. Paprykę pieczemy w piekarniku w temperaturze 180°C około pół godziny. Po upieczeniu paprykę przykrywamy folią tak na 15 minut. Zabieg ten sprawi, że skórka będzie łatwo odchodziła przy obieraniu, pod wpływem pary wodnej która zgromadzi się pod folią.

Po tym czasie paprykę obieramy ze skórki i usuwamy gniazda nasienne. Uważajmy, bo płyn który zgromadził się w środku, będzie dość gorący. Pokrojone warzywa gotujemy na wolnym ogniu około 40 minut, tak by pomidory rozmiękły. Możemy dodać odrobinę wody, ale nie za dużo gdyż pomidory puszczą sok. Ugotowane warzywa po lekkim przestudzeniu miksujemy i nasz krem jest już gotowy. Przed miksowaniem możemy dodać kilka listków świeżej bazylii, dodadzą lekko ziołowego aromatu. Doprawiamy solą, pieprzem i cukrem do smaku, jeśli krem wyszedł za gęsty możemy dodać jeszcze odrobinę wody. Według uznania można też dodać ze dwie łyżki śmietanki 30%, ale niekoniecznie. Szybka, prosta i bardzo zdrowa zupa, pomidory są wielkim źródłem potasu, a papryka witaminy C. 

Sałata z tuńczykiem i awokado

Na bazie gotowych, pakowanych umytych mixów sałat możemy sami zrobić pyszną sałatę w domu, nawet jeśli nie posiadamy specjalnych zdolności kulinarnych. Składniki na tę sałatę dobierałem od tak, na zasadzie co z czym może pasować i smakować inaczej niż zwykle. Jakiś czas już krążyło za mną awokado i to też było przyczynkiem do takiej, a nie innej kompozycji. Do sałaty potrzeba jednego opakowania mixu sałat, najlepiej kolorowych z radicchio, będzie wyglądać ciekawiej, jednej czerwonej cebuli, dwóch awokado o średniej miękkości, jednego surowego ogórka, dwie gruszki, po łyżce ziaren dyni i słonecznika, sok z połowy limonki, cztery ugotowane na twardo jaja, dwie puszki tuńczyka w kawałkach w oleju, kilku łyżek oliwy z oliwek.

Awokado i gruszki kroimy na w miarę grubą kostkę i zalewamy sokiem z połowy limonki by nie sczerniały. Pamiętajcie, jeśli awokado i owoców nie polejecie sokiem z limonki stracą kolory i zrobią się bure, przez co i sałatka sporo straci na wyglądzie. Ugotowane wystudzone jaja też siekamy w grubą kostkę, podobnie obranego ogórka i cebulę. Z tuńczyka odlewamy nadmiar oleju i rozrywamy widelcem na mniejsze kawałki. Ziarna słonecznika i dyni prażymy na suchej patelni, zyskają wtedy głębszy smak. Wszystkie pokrojone składniki mieszamy w dużej misce z dodatkiem oliwy. Jeśli stwierdzimy, że słabo wyczuwamy limonkę możemy jeszcze wycisnąć trochę soku z drugiej połówki. Gdy wszystkie składniki są wymieszane dodajemy sałatę, sól i pieprz do smaku i ponownie mieszamy. Jeśli dodamy na początku sałatę, po prostu pod ciężarem pozostałych składników delikatne listki nam zwiędną i nie będą wyglądały ładnie w sałacie. Możemy jeszcze dodać odrobinę oliwy, jeśli stwierdzimy, że sałata wyszła „za sucha”. Całość z wierzchu posypujemy prażonymi nasionami dyni i słonecznika. Prosto, szybko, zdrowo i bardzo efektownie, sami zresztą widzicie na załączonym zdjęciu jak smakowicie i kolorowo się prezentuje taka sałata.

Tortilla hiszpańska

Odkąd pamiętam, mam jakiś sentyment do kuchni śródziemnomorskiej i zasadniczo kultury i klimatu tego rejonu. Nie wiem, może jest we mnie coś z Hiszpana lub Greka. A ponieważ u nas zima, choć raczej w lajtowym wydaniu, to postanowiłem przygotować coś właśnie z krajów południa. Tortillę hiszpańską można jeść na ciepło i na zimno, może być daniem samym w sobie lub tzw. hiszpańskim tapas, czyli przekąską, przystawką.

Do przygotowania tortilli na patelni o średnicy około 27 centymetrów potrzeba 6 średnich ziemniaków, 5 jaj, sól i pieprz do smaku, jedną cebulę. To są składniki na wersję podstawową, ale jako dodatków urozmaicających można użyć szpinaku, chorizzo lub  papryki. Ja do mojej wersji dodałem szpinak baby.

Ziemniaki obieramy i kroimy w średniej grubości talarki. Tortillę możemy przygotowywać z surowych lub ugotowanych ziemniaków, ja tym razem przygotowywałem z surowych. Pokrojone ziemniaki obsmażamy na patelni, z dodatkiem oliwy lub oleju, do miękkości. Ponieważ zaczęły się dość szybko rumienić, a były jeszcze surowe, smażyłem je na minimalnym ogniu.  Pod koniec smażenia dodałem pokrojoną w piórka cebulę i całość posoliłem. Surowe ziemniaki na patelni aż tak szybko nie miękną, jak nie są cienko pokrojone, przykryłem je więc pokrywką by lekko zaparowały. W ten sposób nabrały miękkości i szybko doszły w wyższej temperaturze. Gdy ziemniaki były już miękkie dodałem szpinak i jeszcze chwilę trzymałem na ogniu, już bez przykrycia, by szpinak się zblanszował. 

Jajka mieszamy z solą i pieprzem i taką mieszaniną zalewamy masę ziemniaczano szpinakową. Całość przykrywamy pokrywką i podgrzewamy na minimalnym ogniu by jaja się ścięły. Jeśli spód naszej tortilli się ściął, przewracamy tortillę na drugą stronę by ścięła się jeszcze wierzchnia warstwa. Do przewrócenia wykorzystujemy duży płaski talerz. Przykrywamy tortillę talerzem, odwracamy patelnię do góry i zsuwamy z powrotem tortillę na patelnię. Trzymamy jeszcze chwilę na małym ogniu, bez przykrywania, by doszła z drugiej strony. 

Tortillę kroimy jak tort i serwujemy na ciepło lub na zimno, w obu wydaniach jest bardzo dobra. Smacznego 🙂

Wigilijne uszka z grzybami

Barszcz czerwony z uszkami to chyba najbardziej tradycyjne i podstawowe danie na polskim, wigilijnym stole. Dziś chciałbym Wam podać przetestowany na żywo przepis na uszka z grzybami. Ameryki w tym zakresie nie odkryję, bo nasze babcie od dziesiątek lat robiły i doskonaliły ten przepis. W Internecie krążą różne wersje, z dodatkiem masła, oliwy, z jajkiem, z wodą gorącą lub zimną. Moja Mama zawsze robi ciasto na uszka z dodatkiem masła i jednego jaja, było ono dobre, ale w mojej ocenie ciut za twarde po ugotowaniu. Podając Wam ten przepis, ja sam osobiście przetestowałem przepis Magdy Gesler. Dla mnie to już zostanie poniższy przepis, jako uszka według Magdy Gesler. Skoro jednak przepis się sprawdził warto go promować i polecać innym, mniej lub bardziej doświadczonym kucharzom. 

Na przygotowanie około 170 uszek potrzeba 80 dag mąki, sól i wodę przegotowaną w temperaturze pokojowej. Sam wątpiłem w brak jajka lub jakiejkolwiek odrobiny tłuszczu, ale ciasto bez tych dodatków wyszło idealne. Do farszu potrzeba około 1 kilograma namoczonych grzybów – prawdziwków i podgrzybków, piszę namoczonych, bo suche są znacznie lżejsze więc łatwiej mi ocenić proporcje już po wadze namoczonych. Dodatkowo 1 dużą cebulę, 1 żółtko, 1/3 kostki masła, sól i pieprz do smaku.

Grzyby moczymy dzień wcześniej, a następnie gotujemy w wodzie, w której się moczyły. Wodę z gotowania możemy później wykorzystać przygotowując bigos lub kapustę z grzybami. Wystudzone, ugotowane grzyby mielimy w maszynce do mięsa lub drobno siekamy, dodajemy sól i pieprz do smaku oraz pokrojoną w drobną kostkę i zeszkloną na maśle cebulkę. Na koniec dodajemy żółtko i mieszamy do połączenia wszystkich składników. W przepisie Magdy Gesler nie ma żółtka, ale ja zawsze muszę coś po swojemu zrobić więc taka moja własna drobna inicjatywa w tym zakresie.Tak przygotowaną masę wkładamy do lodówki by się dobrze schłodziła. Łatwiej nam później będzie nakładać porcje na ciasto i dzięki temu farsz po ugotowaniu powinien zachować soczystość. 

Czas teraz na przygotowanie ciasta. Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy sól i stopniowo wodę, zarabiając ciasto do środka. Wody dajemy tyle, ile wchłonie mąka. Jest jedna zasada, ciasto nie może być za rzadkie, gdyż w przeciwnym razie będzie się nam lepiło do stolnicy i rąk, ani za twarde. Przyznam się nieskromnie, że mnie za pierwszym razem udało się uzyskać pożądaną konsystencję. Ciasto wyszło idealnie plastyczne i elastyczne. Tak przygotowane ciasto wkładamy pod nagrzany garnek i trzymamy pod nim aż do wystygnięcia garnka. Tak było w przepisie Pani Magdy, ale też zwróciłem na to uwagę i w innych przepisach podawanych w sieci. Temperatura wpływa na gluten zawarty w mące i uzyskuje się lepszą strukturę ciasta do rozwałkowywania.

Następnie ciasto dzielimy na porcje i rozwałkowujemy dość cienko, podsypując lekko mąką by ciasto nie przykleiło się nam do stolnicy, w przeciwnym razie trzeba je będzie od nowa rozwałkowywać. Ciasto kroimy w kwadraty o boku około 4 cm. Idealne są malutkie, niemal biżuteryjne uszka, ja jednak nie mam tyle cierpliwości do lepienia takich miniaturek. Na każdy kwadrat nadkładamy porcję farszu i zlepiamy najpierw w formie trójkątnego pieroga, a następnie zawijamy i sklejamy dwa końce, uzyskując kształt uszka. Tak przygotowane uszka gotujemy w osolonej wodzie około 3 do 4 minut od wypłynięcia. I oto cały sekret przepisu na idealne uszka. Jeśli przygotowujemy uszka kilka dni wcześniej przed Wigilią zamrażamy je w formie surowej bez obgotowywania.

Spokojnie polecam ten przepis, ciasto wychodzi idealnie gładkie, plastyczne o właściwej konsystencji. Jeśli by za pierwszym razem Wam nie wyszło, tzn. było za rzadkie, nie zrażajcie się, z czasem dojdziecie do ideału, mnie na szczęście udało się to za pierwszym razem. Domowe uszka z grzybami są najlepsze.

Domowy, naturalny humus

Dawno już nie dawałem nowego wpisu i przepisu, ale tak jakoś wychodziło. A to urlop, a to praca, a to inne zadania. Trzeba jednak wrócić do rozwijania swoich pasji, czyli gotowania i wymyślania nowych przepisów oraz testowania tych sprawdzonych. 

Tym razem postanowiłem wreszcie sam przygotować domowy humus. Była ku temu okazja, bo odwiedzili mnie znajomi, z którymi nie widzieliśmy się z pół roku więc jakieś przekąski musiały pojawić się na stole. W sumie to całkiem proste i nie wymaga skomplikowanych składników. Do przygotowania humusu potrzeba ciecierzycy, albo gotowanej, albo gotowej w zalewie ze słoika, pasty sezamowej tahini, soku z połówki cytryny, kuminu mielonego, oliwy, soli.

Jeśli mamy gotową ciecierzycę ze słoika odlewamy zalewę, ale nie do zlewu, tylko do kubka, przyda się potem to nadania odpowiedniej konsystencji humusu. Ciecierzycę miksujemy blenderem z dodatkiem soku z cytryny, dwóch lub trzech łyżek oliwy, trzech łyżek pasty sezamowej, kuminu oraz z odrobiną soli, do uzyskania jednolitej masy. Wodę z zalewy dodajemy stopniowo do nadania odpowiedniej konsystencji. Humus nie może być za rzadki, ale jednocześnie nie za gęsty, po kilku próbach dojdziecie do perfekcji, bez obaw. Nie przesadźmy też z ilością kuminu gdyż może zdominować cały smak humusu, a nie powinien. Oto cały sekret przygotowania domowego humusu. Jest świeży, bez konserwantów i mamy pewność, że nie zawiera żadnych niepotrzebnych dodatków. W zależności od gustu można dodać czarnuszkę lub sproszkowane chili, do nadania lekkiej ostrości. Jeśli przygotowujemy humus z suchych ziaren ciecierzycy, dzień wcześniej musimy je namoczyć w wodzie i pozostawić na noc, a następnie gotować do miękkości. Ciecierzycę odsączamy z wody, w której się gotowała, pozostawiając około kubek płynu, który podobnie jak w przypadku zalewy ze słoika wykorzystamy do nadania paście odpowiedniej konsystencji. Pozostałe czynności opisałem już powyżej. Pamiętajmy by używać dobrej jakości oliwy i pasty sezamowej, te składniki decydują o całym smaku.

Smacznego, testujcie, próbujcie, polecam…

Babeczki ziemniaczano-cukiniowe

Podpatrzyłem ten przepis w telewizji i postanowiłem go sam przetestować, gdyż wydał mi się dość ciekawy i oryginalny. Do moich babeczek na standardową formę na 12 sztuk potrzeba 5 średniej wielkości ziemniaków, jedną małą cukinię, 2 jaja (jak duże to wystarczy jedno), łyżkę czubatą mąki, pół szklanki mleka, sól i pieprz do smaku, pół cebuli (jak mała to całą).

Ziemniaki i cukinię obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Zalewamy wrzącym mlekiem i odstawiamy na 15 minut. To parzenie gorącym mlekiem właśnie wykorzystałem z tego programu telewizyjnego. Następnie cukinię i ziemniaki dobrze odcedzamy z nadmiaru płynów, dodajemy startą na grubych oczkach cebulę, łyżeczkę oregano, łyżkę mąki, dwa jaja oraz sól i pieprz do smaku. Cukinia sama w sobie jest dość neutralna w smaku więc nie musimy się obawiać użycia nadmiaru pieprzu, który nada nutę ostrości. Formę do mufinek smarujemy oliwą i wypełniamy masą ziemniaczaną. Babeczki pieczemy w temperaturze 185°C w piekarniku z włączonym termoobiegiem na złotobrązowy kolor. Mufinki ładnie wyrosły, co widać na załączonym zdjęciu i nabrały pięknego koloru.

Taki sposób podania ziemniaków jest doskonałą alternatywą dla tradycyjnego puree. Można je również zaserwować jako samodzielne danie, podane z sosem pieczarkowym, tego wariantu nie próbowałem, ale wydaje mi się, że powinno smakować doskonale.

Cukiniowe spaghetti

Jakiś czas temu kupiłem sobie taki specjalny nożyk do obierania i krojenia z różnymi końcówkami, choć z wyglądu przypomina raczej obieraczkę do warzyw niż nóż. Po kilku miesiącach leżakowania w szufladzie, przyszła pora na pierwsze i zapewne nie ostatnie, z tego co widzę, użycie tego przyboru kuchennego.

Na obiad przygotowywałem pieczone mięso od szynki więc jakiś dodatek warzywny musiał być. Zasadniczo lubię cukinię no i postanowiłem pójść w tym kierunku. Pomyślałem o tym urządzeniu i wyczarowałem spaghetti cukiniowe. Praktycznie obieraczka ta kroi cukinię od razu w nitki więc jest wygodnie. Prawdę mówiąc nie wiem jakim innym narzędziem kuchennym dałoby się taki efekt uzyskać, ale pewnie jest sporo różnych szatkownic, które kroją warzywa w podobny sposób. Problem zaczyna się gdy dochodzimy do środka z nasionami. Robiąc grillowane plastry z cukinii wykorzystamy całość warzywa. W tym przypadku niestety środek z nasionami odpada, gdyż zwyczajnie nie da się nasion pokroić. Ale z pozostałej części miąższu wyszły mi dość udane jak na pierwszy raz nitki. Cukiniowy makaron usmażyłem, tuż przed podaniem, na oliwie, dosłownie przez 3 minuty by cukinia pozostała lekko chrupka, dodałem tylko sól, pieprz i oregano. Oregano zauważyłem doskonale komponuje się ze smakiem cukinii. Cukiniowe spaghetti idealnie sprawdziło się jako dodatek do pieczonego mięsa oraz klasycznego kaszotto. Warto próbować, widząc jak prosto da się wyczarować kulinarne niespodzianki. Teraz wiem, że makaron z cukinii nie raz jeszcze zagości w podawanych przeze mnie daniach.

Tarta porowa

Tyle ile jest pomysłów na nadzienie, tyle jest rodzajów tarty. Dzisiaj przepis na tartę wytrawną, czyli z porami. Na ciasto do tarty potrzeba 250 g mąki, 140 g masła, pół szklanki wody, łyżeczkę soli. Na farsz, jednego pora (biała część) w miarę długiego, duży kubek śmietany 18%, dwie łyżki startego sera mozarella, dwa jaja, sól, pieprz i cukier.

Zaczynamy od ciasta. Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy łyżeczkę soli i siekamy ze schłodzonym, pokrojonym w kostkę masłem. Następnie szybko zagniatamy ciasto z dodatkiem około pół szklanki wody. Ciasto zawijamy w folię spożywczą i odstawiamy do lodówki na minimum 4 godziny. Pora myjemy, przekrawamy wzdłuż na pół i kroimy w pół-talarki. Pora dusimy na maśle z dodatkiem czubatej łyżeczki cukru. Następnie dodajemy sól i pieprz do smaku. Pora dusimy do miękkości, ale uważajmy by nam się nie przypalił, jakby co możemy dodać łyżkę lub dwie wody. Jaja mieszamy ze śmietaną z dodatkiem soli i pieprzu.

Nim zaczniemy przygotowywać farsz, proponuję podpiec wstępnie ciasto. Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki tak 15 minut przed rozwałkowywaniem, żeby lekko zmiękło.  Formę do tarty smarujemy miękkim masłem i wykładamy ciastem, dokładnie dociskając je do dna i boków. Brzeg wyrównujemy przejeżdżając wałkiem po górnej krawędzi formy, z resztek ciasta możemy później zrobić kratownicę na wierzchu. Ciasto nakłuwamy widelcem, na wierzchu wykładamy papierem do pieczenia i wysypujemy dla obciążenia nasiona fasoli. W ten sposób podpieczemy ciasto, a nie pofałduje się nam. Ciasto podpiekamy w temperaturze 200°C z włączonym termo obiegiem przez 10 minut. Następnie zdejmujemy papier i wykładamy na wierzch masę porową, którą zalewamy śmietaną rozmąconą z jajami i posypujemy startą mozarellą. Na wierzchu zrobiłem ozdobną kratownicę z resztek ciasta, można też pomyśleć o innym wzorku. Tartę pieczemy 20 do 25 minut w temperaturze 175°C z włączoną tylko dolną blachą, na ostatnie 8 minut możemy włączyć dodatkowo termoobieg, by tarta z wierzchu sie zarumieniła.

Pierwszy raz robiłem tartę z porami i wyszła smaczna. Ale wiem, że kolejnym razem dokonam lekkiej modyfikacji. Nie zalewałbym porów masą śmietanowo-jajeczną, tylko najpierw pory zmieszał ze śmietaną rozmąconą z jajami i dopiero całość wylał na ciasto. W tej wersji otrzymałem warstwę porów i warstwę serowo-śmietanową, a wydaje mi się, że lepszy byłby efekt jakby te składniki były przemieszane.

Próbujcie, testujcie, modyfikujcie, korzystając z własnych pomysłów i inwencji.