
Tegoroczny długi weekend majowy spędzałem z rodziną i znajomymi na Węgrzech, a dokładnie nad Balatonem. Układ dni wolnych powodował, że można było spokojnie odpocząć z dala od domu. Pierwotnie miała być Chorwacja, ale ostatecznie padło na Węgry. Na Węgry z południa Polski można dojechać w niecałe 7 godzin więc jest to całkiem przyzwoity czas, porównując powiedzmy z wyprawą nad Bałtyk do Kołobrzegu. Do tego o tej porze roku na Węgrzech już jest gwarantowana przyjemna, ciepła, wiosenna pogoda, ale jeszcze bez upałów, no i piękna zieleń. Niestety u nas z weekendem majowym bywa różnie i nie raz już były w tych dniach przymrozki, a i kwiaty wiosenne też się rozwijają ciut później w Polsce. Wyjeżdżaliśmy w sobotę rano z Krakowa, więc przyjazd na miejsce przewidywaliśmy około 15.00.

Nocowaliśmy w miasteczku Balatonfüred położonym nad samym Balatonem, na północnym brzegu. Jest to uroczy kurort turystyczny, o tej porze roku jeszcze nie w pełni tętniący życiem, z masą cudownej zieleni i kwiatów, ścieżek rowerowych i przystanią dla statków. Sam nocleg zarezerwowaliśmy w ośrodku Balatontourist Füred Camping&Bungalows. Jest to pole campingowe z domkami oraz parcelami, na których można zatrzymać się camperem, rozbić namiot i podłączyć do mediów. Ośrodek jest dość rozległy i ma bezpośredni dostęp do linii brzegowej jeziora. Domki, w których mieszkaliśmy może nie były luksusowe, ale zawierały dwie małe sypialnie, aneks kuchenny z pokojem dziennym i łazienkę. Przed domkiem był zadaszony taras, gdzie można było spędzać czas na wolnym powietrzu. Czego więcej potrzeba, gdy za oknem jest ciepło i świeci piękne słońce, a większość czasu spędza się na spacerach i wycieczkach po okolicy. Niestety przed sezonem, nie było jeszcze zamontowanych schodków do jeziora. Nad Balatonem nie ma typowej plaży i zejście z brzegu do wody na terenie ośrodka jest po schodkach montowanych na sezon letni. Na terenie ośrodka znajduje się plac zabaw, w sezonie otwarte też są mini delikatesy, a całość jest ogrodzona, samochód można zaparkować zaraz obok domku.

Balatonfüred mnie zauroczyło. Z naszego ośrodka do centrum prowadził deptak połączony ze ścieżką rowerową, obsadzony niesamowitą ilością kwiatów i różnorodnych krzewów. Podczas naszego pobytu wszędzie kwitły tulipany w setkach kolorów i inne kwiaty, których u nas raczej się nie spotyka, ze względu na zimniejszy klimat. Po około kilometrze deptak przechodzi w promenadę z restauracjami, kafejkami i sklepikami z pamiątkami. Idąc tą promenadą dojdziemy do przystani, z której odpływają statki turystyczne i prywatne łodzie. Przy przystani znajduje się pomnik kapitana promu i rybaka. Cały deptak ciągnie się jeszcze dalej do ulicy Deák Ferenc. Balatonfüred jest idealnym miejscem na wiosenny wypoczynek, gdy jeszcze nie ma tylu turystów, w sezonie bez wątpienia tysiące urlopowiczów otaczają nas z każdej strony.

Mieszkając w Balatonfüred koniecznie trzeba odwiedzić pobliskie Tihany. To cudowne, urokliwe miasteczko położone na półwyspie o tej samej nazwie. Tihany położone jest na wzniesieniu więc rozciąga się z niego widok na całą panoramę Balatonu. W mojej ocenie to taki węgierski Kazimierz Dolny. Miasteczko jest pełne wąskich uliczek, domków z cudownymi ogródkami, nad którym góruje XI wieczny klasztor benedyktynów. Żeby poczuć atmosferę Tihany trzeba poświęcić kilka godzin i dać się zagubić w tych uroczych zakątkach. Nie bójcie się to malutkie miasteczko więc łatwo się odnajdziecie. Półwysep słynie z uprawy lawendy, którą można znaleźć w każdym sklepiku, to taka węgierska Toskania. Obowiązkowym punktem wycieczki w Tihany jest dom papryki, to kamienica położona przy głównej ulicy, cała ozdobiona strąkami czerwonej papryki. W środku znajduje się sklep z lokalnymi wyrobami, niestety nie można robić zdjęć, ale mnie się jakoś ukradkiem udało. Z Tihany można przeprawić się promem na drugi brzeg Balatonu do Szántód, co też uczyniliśmy, oczywiście zabierając samochód. Do naszej bazy noclegowej w Balatonfüred wróciliśmy, robiąc sobie wycieczkę wokół jeziora. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze Siófok z charakterystyczną zabytkową wieżą ciśnień. Nic jednak interesującego nie znaleźliśmy w tej miejscowości więc wypiliśmy kawę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Dla miłośników wycieczek rowerowych dodam, że cały Balaton wkoło można objechać na rowerze.

Przedostatniego, czyli czwartego, dnia pobytu na Węgrzech pojechaliśmy jeszcze do Budapesztu i ostatni nocleg mieliśmy już tam zarezerwowany w hotelu. Do Polski wracaliśmy prosto z Budapesztu. W Budapeszcie byłem pierwszy raz podczas pandemii. Budapeszt to duże miasto położone na obu brzegach Dunaju, z przepięknym zabytkowym centrum, górującym nad miastem wzgórzem zamkowym i charakterystyczną bryłą węgierskiego parlamentu, budynku urzekającego architekturą, zwłaszcza po zmroku, kiedy jest włączona iluminacja. Z uwagi iż do dyspozycji mieliśmy tylko jedno popołudnie i wieczór, następnego dnia wracaliśmy już do Polski, nie udało się nam wiele zobaczyć. Pospacerowaliśmy trochę po centrum, doszliśmy do Bazyliki Św. Stefana i nad Dunaj, gdzie z brzegu rozciągał się widok na wzgórze zamkowe oraz Górę Gellerta. Na wieczór zarezerwowaliśmy sobie rejs statkiem wycieczkowym po Dunaju. Niestety wieczorem padał deszcz więc część rejsu spędziliśmy pod pokładem oglądając tylko z okien statku panoramę nadbrzeża. Na pokładzie grała orkiestra na żywo, w sumie specyficzny, ale ciekawy klimacik. Grali najbardziej popularne melodie z krajów, których turyści byli na pokładzie. Gdy już się ściemniło i przestało padać, wyszliśmy na pokład i mogliśmy zrobić kilka zdjęć cudownie podświetlonego zamku oraz budynku parlamentu. Tak zakończyła się nasza majowa węgierska przygoda. Zarówno Balaton, jak i Budapeszt to doskonałe destynacje z Polski na majówkowy wiosenny wypoczynek. Jeśli chcecie dokładnie zwiedzić cudowne miasto, jakim jest Budapeszt, polecam przynajmniej 3-dniowy pobyt. Jednak, by choć na chwilę oderwać się od codzienności wystarczy te kilka dni, spędzonych w tak urokliwych miejscach.

















