
Z Étretat udaliśmy się do Honfleur, gdzie mieliśmy zarezerwowany kolejny nocleg. Honfleur położone jest o godzinę jazdy samochodem od Étretat, u ujścia Sekwany do Kanału La Manche. Po drodze mijamy Le Havre i przejeżdżamy imponującym mostem Pont de Normandie, przez który przejazd jest niestety płatny. Miasto wygląda niczym wyjęte wprost ze średniowiecza z tymi cudownymi kamieniczkami i ich charakterystycznymi fasadami z drewnianymi kolorowymi belkami, typowymi dla starych normandzkich miasteczek i wsi.

Wzdłuż portowego nabrzeża również ciągną się urokliwe kamieniczki choć już murowane, z usytuowanymi w części parterowej restauracjami, barami i kawiarniami. Polecam spacer Rue Haute, Rue de l’Homme de Bois, Rue du Puits, są niesamowite. Praktycznie wszystkie uliczki w okolicy portu są bajkowe, z tymi średniowiecznymi kamieniczkami. Podczas naszego pobytu odbywał się targ w okolicach portu, przy Rue de La ville i Cr des Fosses, który praktycznie rozpoczynał się dopiero koło 18.00 i kończył w późnych godzinach wieczornych. Aż trudno było przejść ulicą wśród tłumu sprzedawców i kupujących.
Miasto jest pełne turystów, nie tylko za dnia, ale i nocą. Cała okolica portowa tętni życiem do późnych godzin nocnych. My wracaliśmy do hotelu zaraz po północy, a wkoło spacerowali jeszcze ludzie, a i w okolicznych barach było pełno. Warto też przejechać się na kole młyńskim, które znajduje się po drugiej stronie kanału portowego. Z samej góry widać całą panoramę miasta. Ciekawostką jest ruchomy most, który prowadzi do tego koła. Jest on obracany, gdy przez kanał przepływają łodzie. Honfleur jest też bardzo ukwieconym miastem. Wszędzie w centrum znajdują się klomby obsadzone przepięknie kwitnącymi kwiatami, aż nie można oderwać wzroku. Honfleur nie jest dużym miastem, można spędzić tam kilka godzin i jechać dalej, ale uważam, że warto spędzić tam przynajmniej jedną noc i spokojnie pospacerować tymi zabytkowymi uliczkami, zachwycając się miejscową architekturą za dnia, i posiedzieć w porcie po zmroku, kiedy okoliczne ulice rozbłysną światłem latarni ulicznych.

Kolejnego dnia udaliśmy się w kierunku Barfleur, ocenianego, jako jedna z najładniejszych wiosek francuskich. Po drodze odwiedziliśmy cmentarz amerykańskich żołnierzy i Omaha Beach, słynną z desantu wojsk alianckich w 1944 roku. Na plaży znajduje się pomnik poświęcony pamięci tych, którzy tam zginęli. Korzystając z rowerów, które mieliśmy ze sobą odbyliśmy wycieczkę od cmentarza do Omacha beach. Chcieliśmy wykorzystać skrót przez las, jednak to nie był dobry pomysł, gdyż chyba ze 300 metrów musieliśmy prowadzić rowery gdyż nie dało się jechać w gąszczu. Lepiej wybrać asfaltową drogę okrężną, będzie znacznie prościej i szybciej. Wracając z plaży do parkingu, również postanowiliśmy sobie skrócić drogę wracając przez wydmy, co było jeszcze gorszym pomysłem. Prawie cały czas musieliśmy prowadzić rowery w palącym słońcu, gdyż nie dało się jechać w sypkim piachu.

Zmęczeni i poirytowani do Barfleur dojechaliśmy znacznie później niż planowaliśmy. Zbliżała się już 19.00, sklepiki były już pozamykane, otwarte były tylko chyba 4 restaurację przy samym porcie. Po kolacji odbyliśmy jeszcze spokojny spacer pobliskimi uliczkami oraz wzdłuż portu. O tej porze roku w Normandii słońce zachodzi po 21.30, więc spacerując po 20.00 było jeszcze zupełnie jasno. Cisza i spokój działały odprężająco po trochę męczącej wycieczce rowerowej w ciągu dnia. Małe kamienne domki obsadzone bujną roślinnością wzbudziły we mnie zachwyt. Do tego brak tłumów na ulicach, był kojący. Po godzinnym spacerze udaliśmy się do naszej kwatery noclegowej, która znajdowała się około 7 kilometrów stąd, w zabytkowym domu, taki odpowiednik polskiej agroturystyki. Cisza i spokój wiejskiej okolicy oraz brak miejskiego zgiełku pozwoliły wypocząć i wyspać się przed trudami kolejnego dnia.






















