Przyrodnicze atrakcje Edynburga

Edynburg, to nie tylko zamek, Trakt Królewski i New Town. To miasta posiada również wiele ciekawych atrakcji przyrodniczych. Jeden dzień pobytu postanowiliśmy więc poświęcić na poznawanie Edynburga od tej strony. Oczywiście wcześniej zaplanowałem miejsca, które chcemy zobaczyć i plan dojazdu do nich. 

Ten dzień zaczęliśmy od Holyrood Park. Jest to wzgórze znajdujące się po południowo-wschodniej stronie miasta. Tak jak wspominałem we wcześniejszych wpisach mieszkaliśmy przy Clerk St, a dokładnie 10 minut spacerem od tego miejsca. Skręcając z Clerk St w lewo, na skrzyżowaniu z E Preston St, już było widać okazałe wzgórze. Z daleka wydaje się mniejsze niż w rzeczywistości. W ciągu kilku minut byliśmy już na ścieżkach spacerowych, prowadzących w różnych kierunkach. My wybraliśmy tę opisaną na mapach jako Salisbury Crags, ciągnie się ona krawędzią wzgórza od strony centrum Edynburga skąd rozciąga się cudowny widok na całą panoramę miasta. Widać stąd zamek, Calton Hill i ruiny Holyrood Abbey, opactwa, o którym pisałem we wcześniejszym wpisie. Nie odwiedziliśmy tych ruin spacerując po centrum, za to teraz mogliśmy je podziwiać z góry. Salisbury Crags ciągnie się wzdłuż niższej części  całego wzgórza. Chętni mogą wejść na wyższą część gdzie znajduje się Arthur’s Seat. Jeśli komuś nie zależy na widokach lub nie chce się wspinać, może odbyć spacer ścieżkami ciągnącymi się między dwoma wzniesieniami  Holyrood Park. Ze wzgórza zeszliśmy w kierunku Queen’s Dr, ulicy przy której rozciągają się wielkie błonia, gdzie można sobie spokojnie urządzić piknik na trawie po trudach wspinaczki na szczyt wzgórza. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w kierunku Meadowbank Sport Centrę, gdzie znajdował się przystanek autobusowy. Idąc między domkami jednorodzinnymi, można przejść przez tunel znajdujący się pod torami, niż iść aż do głównego skrzyżowania.

Kolejnym punktem tego dnia była plaża i morze. Wcześniej, oczywiście sprawdziłem linie autobusowe kursujące w kierunku plaży. Autobusem dojechaliśmy do przystanku Wakefield Avenue, skąd było 3 minuty spacerem do plaży Portobello. No niestety o tej porze roku morze było jeszcze dość zimne, zresztą Morze Północne z natury jest zimne, podobnie jak Bałtyk, ale szeroka plaża idealnie nadaje się do spacerowania. Tego dnia, podobnie, jak i poprzednich dopisywała nam cudowna pogoda. W słońcu na pewno było około 25°C.

Na plaży mogliśmy spędzić pół dnia, jednak zależało mi jednak jeszcze na odwiedzeniu Royal Botanic Garden Edinburgh, a dochodziła już 15.00. Udaliśmy się więc w kierunku przystanku autobusowego przy Portobello High St, skąd dojechaliśmy właśnie w pobliże ogrodu botanicznego. O tej porze roku cudownie kwitną rododendrony więc chciałem je zobaczyć. Niestety przez wyjątkowo ciepła wiosnę na wyspach rododendrony już prawie przekwitły, ale na szczęście udało mi się zrobić kilka zdjęć. Nie było już czasu by spokojnie pospacerować po ogrodzie, gdyż zamykany był o 17.00, a my tam dotarliśmy pół godziny wcześniej, a ogród nie działa to tak, że ci co są w środku mogą jeszcze spokojnie spacerować, tylko o 17.00 chodzi pan i trąbi na trąbce nawołując wszystkich do wyjścia. Tak czy owak atrakcja została zaliczona. Nadmieniam, że wstęp do ogrodu jest bezpłatny. Do domu wróciliśmy już uberem, gdyż całodzienna wycieczka i wyjątkowo mocno grzejące słońce dały się nam we znaki i wszyscy byli już mocno zmęczeni, a kolejnego dnia czekało jeszcze na nas New Town. 

Spędzając kilka dni w Edynburgu, warto jeden poświęcić na poznawanie przyrody tego miasta. Oprócz wspomnianych miejsc, które opisałem powyżej jest jeszcze wiele innych ciekawych, gdzie można odpoczywać na łonie natury, jak The Meadows, położone w południowej części miasta, czy znajdujące się w centrum Princes Street Gardens z fontanną Ross, skąd rozciąga się widok na wzgórze zamkowe.

Edynburg zauroczył nas. Na pewno przyczyniła się też do tego pogoda, nietypowa jak na Szkocję. Nie było deszczu, wiatru, tylko lazurowe niebo i pełne słońce towarzyszyły nam przez wszystkie dni. Architektura Edynburga zachwycą swoją magią, tych cudownych, kamiennych starych kamienic, urokliwych zakątków, krętych uliczek, a przyroda pozwala odpocząć i zrelaksować się. Bez wątpienia Edynburg należy do tych miast, które warto odwiedzić. Kończąc moje opowieści o tym mieście, mam nadzieję, że komuś może się one przydadzą i wykorzysta je planując swój pobyt w mieście Harrego Pottera i słynnej whisky.

W krainie Harrego Pottera i szkockiej whisky, czyli Edynburg na weekend

Jak pojawiły się filmy o Harrym Potterze oglądnąłem prawie wszystkie, przyznam się, że książek nie przeczytałem, ale filmy obejrzałem. Ten klimat lekkiej tajemniczości, magii Hogwardu bardzo mi się podobał. Większości chyba Edynburg kojarzy się z sagą o Harrym Potterze.

W Wielkiej Brytanii byłem już dwa razy, natomiast w Szkocji to był mój pierwszy raz. Wybraliśmy się tam ze znajomymi oraz moją mamą. Trzy pełne dni nie wliczając dnia przylotu i wylotu, to jest idealny okres czasowy by w miarę dokładnie poznać najważniejsze atrakcje Edynburga. Do Edynburga przylecieliśmy w czwartek wieczorem, więc tego dnia poszliśmy tylko na kolację do pobliskiej restauracji. Oczywiście wybór padł na fish&chips bo to chyba najpopularniejsze danie ogólnie na wyspach. No i oczywiście smakowało doskonale, do tego kufelek piwa, czego chcieć więcej po podróży. Apartament mieliśmy wynajęty na ulicy Clerk. Wielkie, na pewno ponad 100 metrowe mieszkanie w dobrej lokalizacji 20 minut piechotą od traktu królewskiego. Zwiedzanie mieliśmy przewidziane na 3 kolejne dni. Oczywiście wcześniej wszystko zaplanowałem, jak to ja. 

Na pierwszy dzień, czyli piątek poszedł tzw. trakt królewski, czyli główna ulica spacerowa Edynburga, a w zasadzie ciąg ulic Canongate, High i Lawnmarket. Planowałem zacząć spacer od Pałacu Holyrood, bo na jego terenie są okazałe ruiny starego opactwa, ale ostatecznie tam nie dotarliśmy. Oceniłem, że wstęp był za drogi by zwiedzić same ruiny, a wnętrze zamku nas nie interesowało do końca, tym bardziej, że byliśmy z małymi dziećmi, dla których muzea nie są jeszcze interesującym obiektem. Musiałem więc trochę zmienić pierwotny plan. Po śniadaniu udaliśmy się więc ulicami Clerk, Drummond, Pleasance i St Mary do Canongate. Miej więcej od skrzyżowania St Mary i Canongate cały trakt królewski zaczyna wyglądać kolorowo i ciekawie, wcześniej w stronę wspomnianego Pałacu Holyrood jest bardziej, można powiedzieć szary i zwykły, choć w przypadku Edynburga trudno jest mówić o zwykłości bo całe miasto ma w sobie coś magicznego. Na skrzyżowaniu skręciliśmy już w High St, w stronę wzgórza zamkowego, które było naszym głównym celem. Wcześniej zaplanowałem sobie, które najciekawsze zakątki musimy zobaczyć. 

Cockburn St

Pierwsza na liście była Cockburn St, magiczna zakręcona ulica z cudownymi kamieniczkami, wyglądającymi jak z bajki. Będąc w Edynburgu, nie można jej nie odwiedzić.  Zatrzymaliśmy się tam na chwilę by odpocząć przy kawie. O jednym przy okazji muszę uprzedzić, Edynburg to miasto położone na wzgórzach więc spacer po nim przypomina trochę wspinaczkę górską, raz jest pod górę, raz w dół, czasem po wysokich kilkudziesięcio stopniowych schodach. Idąc dalej Cockburn St doszliśmy do zabytkowego dworca kolejowego. Stare perony i zabytkowa hala dworcowa z niesamowitym przeszklonym dachem robią duże wrażenie. Z dworca wąskimi schodami Fleshmarket Cl wróciliśmy na trakt królewski, czyli High St i ruszyliśmy dalej w kierunku zamku. 

Przy High St znajduje się przepiękna gotycka katedra Św. Idziego, warto odwiedzić, polecam. Wzdłuż High St, a potem Lawnmarket znajdują się dziesiątki sklepików z pamiątkami, restauracji, pubów, sklepów ze sztandarową szkocką whisky. Jest tam też The Scotch Whisky Experience, dla miłośników słynnego trunku, jednak my nie odwiedziliśmy tego miejsca. Po drodze zrobiliśmy sobie jeszcze jeden przystanek na schłodzone piwo i udaliśmy się już na zamek. Polecam kupić bilety wcześniej, my dokonaliśmy zakupu jeszcze w Polsce przez Internet. 

Wejście na zamek mieliśmy o godzinie 13.00 więc udało się nam zrealizować w całości przedpołudniowy plan spaceru. Żeby wejść na mury i pooglądać z góry panoramę miasta niestety trzeba mieć wykupione bilety. My standardowo pochodziliśmy po dziedzińcach wewnętrznych, murach, obfotografowaliśmy panoramę miasta, do samego zamku do środka nie weszliśmy już. Z zamku wybrałem już inną trasą powrotną, gdyż czekały na nas kolejne ciekawe zakątki miasta. Po wyjściu za bramy zaraz skręciliśmy w małą uliczkę w prawo i doszliśmy  do Johnston Terrace, a następnie w lewo i po około 200 metrach zeszliśmy stromymi schodami do Grassmarket. To taki plac na długości dwóch przecznic ulicznych pełen pubów i restauracji, też polecam odwiedzić to miejsce. Na końcu Grassmarket skręciliśmy w lewo w W Bow i dalej Victoria St, cudowna, idąca po łuku ulica z bajecznie kolorowymi kamieniczkami. Jest to również obowiązkowy punkt odwiedzin podczas pobytu w Edynburgu. Tutaj też w restauracji Berties Prosper zjedliśmy obiad. Na zdjęciach w korytarzu możemy zobaczyć, jakie znane osobistości odwiedziły to miejsce. 

Skręcając na końcu Victoria St w prawo dojdziemy do Greyfriars Kirkyard, czyli starego zabytkowego cmentarza, gdzie znajduje się pomnik pieska Bobbyego, który przez 14 lat czuwał przy grobie swojego pana. Z tego co czytałem znajduje się tam wiele nagrobków z nazwiskami, które zainspirowały J.K Rowling to stworzenia kilku postaci w serii książek o Harrym Potterze. Stamtąd po niemal 8-godzinnym spacerze po mieście wracaliśmy już do naszego mieszkania położonego przy Clerk St, a mieliśmy jeszcze do przebycia prawie 1,5 kilometra. Kolejny dzień spędziliśmy na podziwianiu natury Edynburga i jego przyrody, a w niedzielę wróciliśmy jeszcze do centrum, ale o tym już w kolejnych wpisach.