Zbliża się lipiec, lato można powiedzieć, z uwagi na tegoroczną aurę w pełni, choć ostatnie dni dały lekki powiew chłodu, ale to bardzo dobrze. Rozpoczyna się powoli sezon na przetwory zimowe, tak, tak, trzeba zacząć już myśleć o przygotowaniach do zimy niestety. Prawdę mówiąc sezon na przetwory w tym roku rozpoczął się już ze dwa tygodnie temu. Truskawki już można było mrozić ze dwa tygodnie temu. Pojawiły się też już wiśnie, z których można już robić wiśniówkę. Ja w tym roku wiśniówki nie przygotowuję bo mam jeszcze zapas z zeszłego roku. Malin i jagód nie polecam mrozić, bo zupełnie tracą smak po zamrożeniu. Można natomiast pomyślec o ogórkach kiszonych czy konserwowych. Ja sobie już przygotowałem słoiczek ogórków małosolnych. Dziś podam Wam przepis na takie ogórki małosolne. Tak samo przygotowuje się ogórki kiszone na zimę, ale bez dodatku chleba. Na litrowy słoik potrzeba około 10 do 12 ogórków w zależności od wielkości, 3 ząbki czosnku, 2 lub trzy kawałki obranego korzenia z chrzanu, dwie gałązki kopru włoskiego, koniecznie z tym baldachimem nasiennym. Umyte ogórki układamy w słoiku, przekładając koprem, chrzanem i pokrojonymi w plasterki ząbkami czosnku. Całość zalewamy mocno osoloną letnią wodą i zamykamy słoik. Ot i gotowe, mamy przygotowany słoik pysznych ogórków kiszonych, odstawione do piwnicy po 3 miesiącach będą idealne. To jest przepis mojej Mamy i zawsze się udaje, pod warunkiem, że ogórki nie były bardzo kropione chemią lub kupowane po intensywnych deszczach. Niestety przed nieuczciwym sprzedawcą nie da się ustrzec, ale kupując zawsze możemy zwrócić uwagę na warunki pogodowe. Jeśli pozostawimy je w domu i położymy na wierzchu kromkę białego chleba, by dobrze nasiąkła wodą, po dwóch dniach będziemy się mogli cieszyć pysznymi świeżymi ogórkami małosolnymi. Roznoszący się zapach w kuchni kojarzy mi się z kuchnią u mojej mamy, gdzie przez większą część lata królują ogórki małosolne przygotowywane w wielkim kamiennym garnku. Są pyszne, idealnie smakują na kromce chleba z masłem i wędliną, czy w różnych sezonowych sałatkach.
Archiwum kategorii: Przetwory
Domowa nalewka wiśniowa
Wczoraj, po miesięcznym leżakowaniu, zlewałem nalewkę wiśniową do butelek. Pomyślałem więc, że wrzucę tutaj przepis na moją nalewkę. Znajomym smakuje, więc liczę, że Wam też powinna przypaść do gustu, jak zrobicie ją według poniższego przepisu. Do mojej wersji nalewki potrzeba 4 kg wiśni takich ciemnych sokowych, im ciemniejsze tym ładniejszy kolor nalewki uzyskamy, pół litra spirytusu 95% oraz litr wódki, aha zapomniałbym, jeszcze cukier. Wiśnie drylujemy i zasypujemy cukrem by puściły sok. Razem z wiśniami pozostawiamy około garść wydrylowanych pestek, dla nadania smaczku nalewce. Pestki zawierają jednak szkodliwy cyjanek więc nie przesadzajmy z ich ilością, choć niektórzy z tego co wiem, w ogóle nie drylują wiśni. Ja tam wolę nie ryzykować, a nalewka wychodzi wyśmienita. Cukier używamy w proporcji na dwa kilogramy wiśni, jeden kilogram cukru. Do przygotowania wiśniówki korzystam z dużych 5-litrowych słojów więc na każdy daję równo po dwa kilogramy wiśni, wtedy łatwo zachować proporcje. Słoje przykrywamy szczelnie gazą lub papierowym ręcznikiem kuchennym. By wiśnie puściły sok, zajmuje to około dwa do trzech dni, w zależności od temperatury. Przy dużych upałach, jeśli postawimy słój z wiśniami na słonecznym parapecie, cukier powinien się już rozpuścić w ciągu dwóch dni. Ja zazwyczaj zlewam sok na trzeci dzień, licząc jako pierwszy, ten w którym zasypywałem wiśnie cukrem. Oczywiście w trakcie musimy mieszać wisienki, by cukier się rozpuszczał. Ja zamykam wtedy słój pokrywką i obracam na wszystkie strony, taki zabieg powtarzam ze dwa razy dziennie. Z porcji czterech kilogramów wiśni zlewam nieco ponad litr soku, resztę zostawiam do naszej wiśniówki. Sok zagotowujemy i wlewamy do wyparzonych gorących butelek, będzie na zimę w sam raz. Teraz czas na mocne dodatki. Pół litra spirytusu rozlewam równo na dwa słoje i do każdego słoja dolewam jeszcze po pół litra wódki. Jak wiśnie mają dużo soku w sobie i są słodkie, czasem jeszcze rozlewam dodatkowo pół litra wódki na dwa takie słoje. Zalane alkoholem wiśnie szczelnie zamykamy pokrywką i odstawiamy w ciemne miejsce na miesiąc. Raz na tydzień możemy lekko potrząsnąć słojem by nalewka się wymieszała. Po miesiącu leżakowania zlewamy nalewkę do butelek. Ja zlewam nalewkę przez sitko i gazę opatrunkową, by zatrzymać powstający z owoców osad, uzyskamy wtedy piękny, klarowny, ciemnorubinowy kolor. Mnie w tym roku z podanych proporcji wyszło pięć półlitrowych butelek nalewki oraz niecałe półtora litra czystego soku. Polecam spróbujcie przygotować własną domową nalewkę, jest o niebo lepsza od tych, które możemy kupić w sklepach.
Nalewki możemy przygotować również z innych owoców takich jak maliny, truskawki, czy jeżyny. W tym sezonie przygotowywałem jeszcze nalewką malinową. Sposób przygotowania jest taki sam, czyli najpierw uzyskanie soku, potem zalewanie alkoholem pozostałych owoców i leżakowanie. Trochę inne są proporcje owoców i cukru, na około kilogram malin użyłem trochę ponad pół kilograma cukru, wszystko zależy od słodkości owoców, do tych proporcji później ćwiartka spirytusu 95% i pół litra wódki. Pozostałe po nalewce wiśnie proponuję pozostawić, z powodzeniem można je wykorzystać później do deserów lub ciast, maliny, czy jeżyny niestety nie nadają się już do wykorzystania.