Kokosanki bez mąki

Kokosanki przygotowujemy z samych białek, wiórków kokosowych i drobnego cukru. Na pełną blachę standardową ciasteczek potrzeba 4 lub 5 białek, 300 gram wiórków kokosowych i pół szklanki cukru, szczyptę soli. 

Białka ubijamy ze szczyptą soli na delikatną pianę, następnie zmniejszamy obroty i stopniowo dodajemy cukier dalej ubijając. Białka ubijamy z cukrem do uzyskania lśniącej gładkiej masy i aż się cukier rozpuści. Jak weźmiemy w palce pianę nie powinniśmy już wyczuć cukru. Do tak ubitych białek dodajemy wiórki i mieszamy już delikatnie łyżką do połączenia składników. Piekarnik nastawiamy na 160°C  z włączoną dolną blachą. Na brytfannie rozkładamy papier do pieczenia i układamy uformowane kulki wielkości orzecha włoskiego. Proponuję lekko zwilżyć ręce przed formowaniem kulek by masa się mniej lepiła.

Kokosanki pieczemy w temperaturze około 160°C około 7 minut, następnie włączamy termoobieg i dopiekamy jeszcze 2 minuty by kokosanki z góry nabrały złotobrązowego koloru. Czas pieczenia i temperaturę musimy indywidualnie dopasować do rodzaju piekarnika. W Internecie znalazłem przepisy z temperaturą pieczenia 180°C  do 20 minut. Pierwszą partię kokosanek piekłem około 12 minut w temperaturze 175°C i od spodu były całe przypalone, że musiałem zeskrobywać przypaloną warstwę. Jest to zdecydowanie zbyt długi czas i za wysoka temperatura. W mojej ocenie 10 minut całkowitego pieczenia to absolutne maksimum, przy tym czasie i tak już spód zaczyna się lekko przywierać. Tak czy owak, jak pozostaje Wam białko po przygotowaniu np. pączków możemy je wykorzystać na przygotowanie kokosanek, są na prawdę bardzo dobre i bardzo szybko znikają.

Domowe pączki

Jest końcówka karnawału więc bez wyrzutów sumienia możemy sobie pozwolić na odrobinę słodkiego szaleństwa. Jest to okres, kiedy pączki są chyba najpopularniejszym deserem i najlepiej smakują. Pierwszy raz pączki sam zrobiłem około 20 lat temu. Niestety tamte pączki nie wyszły mi, były niedopieczone i niewyrośnięte. Teraz postanowiłem spróbować po raz kolejny zmierzyć się z tym smakołykiem. Oczywiście nie wymyśliłem nowego przepisu, ale stworzyłem coś na bazie tego co poczytałem w Internecie. Do mojego przepisu na pączki potrzeba 0,5 kilograma mąki, 5 lub 6 żółtek w zależności od wielkości, 250 ml mleka, 50 gram masła, około 50 gram świeżych drożdży, 3 łyżki cukru, szczyptę soli , 2 łyżki spirytusu. 

Najpierw przygotowujemy zaczyn, wykorzystując łyżkę mąki, łyżkę cukru, 3 łyżki ciepłego mleka, całe potrzebne drożdże. Wszystkie składniki dokładnie rozcieramy na gładką masę i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 20 do 25 minut, tak żeby się mocno spieniła. 

Kiedy zaczyn rośnie możemy się zabrać za przygotowanie pozostałych składników. Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy szczyptę soli, mleko lekko podgrzewamy, masło rozpuszczamy. Mleko i masło nie mogą być gorące tylko ciepłe lub nawet letnie. Żółtka oddzielamy od białek i mieszamy z pozostałym cukrem. Kiedy zaczyn wyrośnie do mąki dodajemy żółtka utarte z cukrem, mleko, masło i otrzymany zaczyn. Wyrabiamy ręcznie ciasto, w trakcie wyrabiania dodajemy dwie łyżki spirytusu. Spirytus zapobiega nadmiernemu pochłanianiu tłuszczu przez ciasto podczas smażenia. Ciasto wyrabiamy około 10 minut. Będzie ono miało lekko kleistą konsystencję, ale to naturalne. Tak wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę. Moje ciasto rosło prawie 20 minut dłużej by było puszyste. Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy lekko na placek grubości 2 centymetrów i wycinamy  szklanką kółka na pączki. Pozostałe wycinki ponownie zarabiamy i wycinamy kolejne krążki aż do zużycia całej porcji ciasta. Wycięte z ciasta pączki umieszczamy na blacie podsypanym lekko mąką by się nie kleiły, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na kolejne pół godziny. 

Pączki smażymy na smalcu, będą smaczniejsze niż z oleju. Z tej proporcji ciasta wyszło mi około 18 pączków, a do smażenia użyłem 5 kostek smalcu. Najwygodniej pączki smaży się w szerokim płaskim rondlu. Pączki smażymy na mocno rozgrzanym smalcu. Najlepiej z resztek ciasta pozostawić sobie do testowania temperatury małą kuleczkę ciasta. Jeśli wrzucimy ją do smalcu i od razu będzie się smażyć i pienić tłuszcz, to znaczy że temperatura jest odpowiednia do smażenia naszych pączków. Pączki smażymy po około 3 minuty z każdej strony. To już jest kwestia obserwacji i wyczucia by nie były surowe w środku ani przepalone. 

Usmażone pączki wykładamy na ręcznik papierowy by odsączyć nadmiar tłuszczu. Przestudzone pączki nadziewamy konfiturą różaną, malinową, wiśniową, czy innym kremem w zależności od upodobania. Proponuję najpierw zrobić dziurę w pączku trzonkiem od małej łyżeczki i dopiero nadziewać masą ze szprycy cukierniczej. Ja od razu  wbijałem końcówkę szprycy i wciskałem nadzienie, co nie było dobrym pomysłem, bo niestety po wyjęciu szprycy nadzienie wypływało ze środka i ponownie musiałem nadziewać. Pewnie jest to kwestia wprawy i doświadczenia, ale dla początkujących lepiej jest przygotować dziurkę w pączku.

Nadziane pączki posypujemy cukrem pudrem lub możemy polukrować, ja wybrałem cukier puder, te polukrowane są za słodkie dla mnie. Muszę przyznać, że pączki wyszły bardzo smaczne, puszyste i wyrośnięte. Niestety przez problemy przy nadziewaniu niektóre miały minimalną ilość konfitury w środku, ale i tak dobrze smakowały. Warto samemu zrobić pączki w domu, jest to może trochę czasochłonne, ale nie takie trudne i daje ogromnie dużo satysfakcji. Do końca karnawału pozostało jeszcze 5 dni więc bierzcie się za przygotowanie własnych pączków. Chociaż karnawał zaraz minie to nie będzie mi to przeszkadzało w przygotowaniu własnych pączków ponownie za jakiś czas. Z pozostałych białek możecie przygotować proste kokosanki, ale o tym już w kolejnym wpisie.

Sernik baskijski

O serniku baskijskim czytałem już wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie mogłem się zabrać za jego upieczenie. Jednak na ostatnie Boże Narodzenie wreszcie postanowiłem go zrobić. W perspektywie jest Wielkanoc więc będziecie mogli wykorzystać ten przepis już na najbliższe święta. Sernik ten jest bardzo kremowy w konsystencji. Nie wymyślę tu nowego przepisu, bo tez opierałem się na tych internetowych. Do przygotowania sernika potrzeba 6 opakowań serka Philadelphia o pojemności 125 g, 250 g serka mascarpone, szklankę cukru, jedno opakowanie cukru waniliowego, 6 jaj, 400 ml śmietanki 30% (można dać trochę mniej), sok z połowy cytryny. Na spód ciasta 200 g herbatników zbożowych i pół kostki masła.

Zaczynamy od przygotowania spodu. Herbatniki miksujemy w mikserze na drobny pył, taki jak mąka, masło rozpuszczamy w rondelku i łączymy z mąką herbatnikową. Tortownicę o średnicy 26 cm wykładamy papierem do pieczenia, tak by wystawał powyżej brzegów tortownicy. Sernik sporo wyrasta podczas pieczenie więc papier musi wystawać by masa się nie przelała na blahę. Na dno tortownicy wysypujemy masę heratnikowo-maślaną i ugniatamy na płasko. Spód sernika podpiekamy w temperaturze 180°C z włączonym termoobiegiem przez około 8 minut. 

Teraz przejdźmy do przygotowania masy serowej, serki Philadelphia miksujemy z serkiem mascarpone i cukrem na gładką masą, następnie stopniowo dodajemy po jednym jaju i nadal miksujemy, już na niższych obrotach. Na koniec dodajemy śmietankę i sok z cytryny i jeszcze chwilę mieszamy. Masa będzie dość rzadka. Przygotowaną masę serową wylewamy na przestudzony spód. Sernik pieczemy około 40 minut w temperaturze około 200°C z włączonym termoobiegiem. W większości przepisów podają by piec w funkcji dolna i górna blacha bez termoobiegu w temperaturze 220°C lub 240°C. Po tym czasie sernik będzie w części środkowej nadal miał płynną konsystencję, dopiero w lodówce stężeje. Nie zdziwcie się bo jego konsystencja po schłodzeniu prawie nadaje się do smarowania, to jest cecha tego sernika, jest mega kremowy, ale daje się spokojnie kroić na kawałki, przynajmniej mój się nadawał. Mój sernik wyszedł dość spieczony z góry, następnym razem będę go chyba musiał przykryć folią aluminiową by zbytnio się nie spiekł. No cóż to był mój pierwszy raz z sernikiem baskijskim więc pewnie jeszcze wiele prób przede mną. Próbujcie sami, jest zupełnie inny od standardowych serników jakie znamy, ale na pewno wart upieczenia i posmakowania. 

Makowiec japoński

Makowiec, to jedno z moich ulubionych świątecznych ciast. Od zawsze je lubiłem, problem w tym, że ciasto drożdżowe w typowej strucli makowej dość szybko wysycha, zwłaszcza takie domowe, jak robisz bez żadnych ulepszaczy. Ten makowiec jest zupełnie inny, bo pozbawiony całkowicie ciasta, wydawałoby się niemożliwe, a jednak. Do makowca według mojego przepisu, to są proporcje na trzy foremki standardowej długości, potrzeba 1,3 kilograma maku, 30 dag miękkiego masła, 45 dag cukru, 6 do 7 soczystych winnych jabłek, około pół kilograma kaszy manny, dwie garście rodzynek, dwie garście łuskanych orzechów włoskich, 12 jaj, dwa olejki migdałowe, płaską łyżkę proszku do pieczenia.  

Mak najlepiej przygotować wieczorem dzień wcześniej. Sypki mak musimy sparzyć, ja to robię 3 razy. Mak wsypujemy do dużego garnka i zalewamy wrzątkiem na 10 minut, zlewamy powstały osad i ponownie zalewamy wrzątkiem też na 10 minut. Jeszcze raz zlewamy osad, zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy do następnego dnia. Zaparzony i odstany mak przecedzamy i pozostawiamy na sicie tak z pół godziny, by się w miarę dobrze odsączył. Po odsączeniu mak mielemy 3 razy w maszynce do mięsa razem z orzechami włoskimi.

Miękkie masło ucieramy z cukrem na puszystą masę, białka oddzielamy od żółtek, które stopniowo dodajemy do masy maślanej. Białka wykorzystamy potem do piany. Mak mieszamy z sypką kaszą manną i proszkiem do pieczenia, lepiej mieszać odrębnie suche składniki, by potem nie zrobiły się grudki z kaszy manny. Do tak przygotowanego maku dodajemy masę jajeczno maślaną i miksujemy końcówkami do wyrabiania ciasta, by wszystkie składniki się połączyły. Jabłka obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Po wymieszaniu z jajami dodajemy do masy makowej nasączone w wodzie lub alkoholu rodzynki, olejek do ciasta i starte jabłka. Wszystko dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji masy. Na koniec dodajemy pianę z ubitych białek i delikatnie mieszamy, uważając by piana nie opadła za bardzo. Przygotowaną masę wykładamy do foremek wyłożonych papierem do pieczenia. Makowiec pieczemy z termoobiegiem i włączoną dolną blachą przez 25 minut w temperaturze 170°C. Następnie zwiększamy temperaturę do 180°C i pieczemy kolejne 20 do 25 minut. Około 50 minut wystarczy by makowiec nie wyszedł potem przesuszony. Przestudzone ciasta zdobimy polewą czekoladową, możemy też wykorzystać wiórki kokosowe, w zależności od fantazji dekoratorskich. 

Uwielbiam takiego makowca, utrzymuje wilgotność przez kilka dni i jest przepyszny, sami spróbujcie.

Ciasto jogurtowe z truskawkami i kruszonką

Ciasto jogurtowe jest idealne na każdą porę roku. Przepis i przygotowanie jest tak proste, że ciasto to zagościło u mnie na stałe, a co najważniejsze baza stanowi podstawę do wielu wariacji na temat tego ciasta. Teraz w porze letniej, kiedy mamy dużo świeżych owoców naprawdę wyczarować można wiele różnych wariantów tego ciasta. Przepis na samo ciasto już Wam podawałem, ale przypomnę jeszcze raz. Do przygotowania ciasta potrzeba 1 kubek jogurtu naturalnego (ja używam marki Zott 370 g), 1 kubek oleju, ¾ kubeczka cukru, 2,5 kubka mąki, 4 jaja, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej. Do odmierzenia proporcji wykorzystujecie kubek po jogurcie. Na kruszonkę 150 gram mąki, 100 gram cukru i 100 gram masła. Tak 20 truskawek średniej wielkości, raczej mniejszych.

Zaczynamy od przygotowania kruszonki.  Mąkę mieszamy z cukrem i następnie dodajemy zimne posiekane masło, całość siekamy jeszcze nożem, a następie wyrabiamy rękami by składniki się połączyły. Powinniśmy uzyskać konsystencję kruszącego się w palcach ciasta, wtedy kruszonka jest idealna. Przygotowaną kruszonkę wkładamy do lodówki. Truskawki myjemy i pozbawiamy szypułek.

Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystamy z miksera by ciasto było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodajemy cukier i pozostałe suche składniki, czyli przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, a całość mieszamy już łyżką. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Używam standardowej, prostokątnej blachy. 

Truskawki układamy na wierzchu, wciskając lekko w ciasto. Układamy je w takich odległościach by po pokrojeniu każda kostka ciasta miała swoją truskawkę. Całość posypujemy przygotowaną wcześniej kruszonką. Ciasto piekłem w temperaturze 175°C z włączoną dolną blachą przez 25 minut, a następnie przez kolejne 20 minut w temperaturze 175°C z włączona dolną blachą i dodatkowo termoobiegiem. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone. Ciasto wyszło puszyste i wilgotne. I do tego ta kruszonka na wierzchu, idealne letnie ciasto.

Próbujcie swoje wersje ciasta jogurtowego, gorąco zachęcam i wymyślajcie własne owocowe dodatki…

Ciasto drożdżowe z rabarbarem i kruszonką

Ciasta drożdżowego nigdy jeszcze nie robiłem z uwagi na jego czasochłonność. Kiedyś jednak nadchodzi ten czas, a ponieważ więcej czasu spędzam teraz w domu postanowiłem zmierzyć się z tym ciastem. Poczytałem trochę różnych przepisów w Internecie i zrobiłem własne ciasto drożdżowe, korzystając z dostępnych przepisów i wprowadzając własne modyfikacje. 

Do przygotowania ciasta potrzeba 600 gram mąki, 5 żółtek z jaj, szczyptę soli, niepełną szklankę letniego mleka, 100 gram cukru, 150 gram masła. 

Na zaczyn 2 łyżki mąki, 4 łyżki mleka letniego i 40 gram świeżych drożdży, łyżkę cukru. 

Na kruszonkę 150 gram mąki, 100 gram cukru i 100 gram masła.  Dodatkowo 6 średniej grubości łodyg rabarbaru.

Zaczynamy od przygotowania zaczynu. Mąkę mieszamy z cukrem, dodajemy letnie mleko i rozkruszone drożdże i odstawiamy na 10 minut. Pamiętajcie jak użyjecie zbyt małego naczynia buzujące drożdże zaczną się przelewać na zewnątrz.

Teraz pora na przygotowanie ciasta. Ciasto można wyrabiać ręcznie lub w mikserze, z hakiem do wyrabiania ciasta, jeśli taki posiadacie. Ja wyrabiałem w mikserze. Do mąki dodajemy cukier, sól, żółtka jaj, szklankę letniego mleka, miękkie masło i zaczyn drożdżowy, który przez te 10 minut dwukrotnie powiększył swoją objętość. Całość wyrabiamy w mikserze na gładką konsystencję, jeśli ciasto jest zbyt rzadkie i kleiste możemy dodać jeszcze odrobinę mąki. Wyrabiamy ciasto przynajmniej 10 minut. Moje wyszło raczej lekko kleiste niż plastyczne, ale nie dodawałem mąki, po upieczeniu może wyjść zbyt zbite. Wyrobione ciasto przekładamy do większego naczynia, oprószamy mąką, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około godzinę.

W międzyczasie obieramy z włókien rabarbar i kroimy w kostkę, przygotowujemy też kruszonkę.

Mąkę mieszamy z cukrem i następnie dodajemy zimne posiekane masło, całość siekamy jeszcze nożem, a następie wyrabiamy rękami by składniki się połączyły. Powinniśmy uzyskać konsystencję kruszącego się w palcach ciasta, wtedy kruszonka jest idealna. Przygotowaną kruszonkę wkładamy do lodówki.

Piekarnik rozgrzewamy do 170°C z włączoną dolną blachą, bez termoobiegu.

Porcja ciasta wystarcza na blachę o wymiarach 40 cm x 25 cm. Formę wykładamy papierem do pieczenia. Wyrośnięte ciasto ubijamy pięścią by się odgazowało, wykładamy do wyłożonej papierem formy i odstawiamy przykryte ściereczką na 5 minut. Następnie na ciasto wykładamy równomiernie  rabarbar i posypujemy przygotowaną wcześniej kruszonką. 

Ciasto wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 50 minut, do efektu tzw. suchego patyczka. Proponuję test przeprowadzić już po 47, 48 minutach. Ja swoje ciasto piekłem około 60 minut i wyszło chyba ciut za bardzo spieczone od spodu, choć bardzo puszyste. Dlatego proponuję sprawdzić, czy jest upieczone już po 45 minutach, może już tyle wystarczy by patyczek był suchy i ciasto upieczone, a nie przepieczone. Po upieczeniu ciasto pozostawiamy jeszcze w wyłączonym piekarniku przez 15 minut do lekkiego przestygnięcia, przy uchylonych drzwiczkach. Następnie wykładamy na wierzch do całkowitego wystygnięcia. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Ciasto przykrywamy ściereczką i wkładamy do folii by zbyt szybko nie wysychało. Moje ciasto pięknie wyrosło, co widać na zdjęciach, a kruszonka na wierzchu wyszła idealnie.

Smacznego, spróbujcie sami, to ciasto nie jest trudne, choć niestety czasochłonne.

Brownie, najbardziej amerykańskie ciasto

Brownie to chyba najbardziej amerykańskie z amerykańskich ciast, o których słyszałem. Przyszedł czas, że sam postanowiłem upiec to ciasto, a że wyszło dobre chciałbym się podzielić z Wami moim przepisem. Oczywiście nie wymyśliłem nowego przepisu, ale wzorowałem się na tych dostępnych w internecie i wybrałem własną recepturę. Podstawę przepisu na brownie stanowią 3 tabliczki gorzkiej czekolady dobrej jakości z dużą ilością kakao, polecam czekoladę gorzką z Wawela, ma więcej zawartości kakao niż wedlowska. Nie używajcie czekolad mlecznych, one nie nadają się do tego ciasta. Dodatkowo potrzeba kostkę masła 200 g, 3 całe jaja,  200 g cukru, 130 g maki, szczyptę soli. W niektórych przepisach podają więcej cukru, ja uważam że 200 g w zupełności wystarczy.

Masło roztapiamy w rondelku na małym ogniu, pilnując by się nie przypaliło, do roztopionego masła dodajemy 3 tabliczki gorzkiej czekolady, mieszając doprowadzamy do roztopienia się czekolady. Musimy jednak pilnować, gdyż chwila nieuwagi i czekolada może się przypalić, dlatego nie trzymajmy cały czas rondelka na ogniu, temperatura rozgrzanego masła zrobi swoje i czekolada się rozpuści. Rozpuszczoną z masłem czekoladę odstawiamy na bok by się lekko przestudziła. Można pozostawić kilka kostek czekolady i później je dodać do zmiksowanej masy przed włożeniem do piekarnika.

W międzyczasie ubijamy mikserem na gładką masę jaja z dodatkiem cukru. W przepisach podają biały drobny cukier, ja użyłem brązowego, no skoro to amerykańskie ciasto to musiał być brązowy i po raz kolejny też takiego użyję, Wam też polecam brązowy cukier do pieczenia brownie. Następnie zmniejszamy obroty miksera, wlewamy do masy jajecznej roztopioną z masłem czekoladę i miksujemy do połączenia. Na koniec dodajemy stopniowo mąkę i szczyptę soli. Miksujemy wszystkie składniki na niskich obrotach do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji. 

Piekarnik nagrzewamy do 160°C. Do pieczenia wykorzystujemy małą kwadratową brytfankę o wymiarach około 25×25 cm, którą wykładamy papierem do pieczenia. Masę czekoladową wylewamy do brytfanny, równo rozsmarowujemy i pieczemy w temperaturze 160°C przez 30 minut z włączonym termoobiegiem. Przed włożeniem do piekarnika, tak jak wcześniej wspominałem, możemy powciskać do masy pokruszone kawałki czekolady. To już zależy od indywidualnych preferencji, czy całą czekoladę rozpuścimy, czy postawimy kilka kawałków, wtedy po upieczeniu będziemy mieli w cieście takie czekoladowe oczka. Nawet nie sprawdzałem patyczka, czy ciasto jest upieczone. Brownie musi być w środku lekko zakalcowate, to cała magia tego ciasta. Ja piekłem około 35 minut i to było ciut za dużo, po pierwszej próbie w mojej ocenie optymalny czas pieczenia to między 25 a 30 minut nie więcej. Ciasto jest przepyszne, kleiste w środku i takie czekoladowe, po prostu doskonałe. Kto nie próbował jeszcze upiec własnego brownie polecam, to na prawdę prosty przepis na smaczne ciasto. 

Mazurek makowy z czekoladowym ganache

Mazurek, to jeden ze słodkich symboli Wielkanocy. Nigdy nie piekłem tego ciasta, więc przyszła pora by sprawdzić się w tym przepisie. Wybrałem mazurek makowy z polewą czekoladową. Na kruche ciasto potrzeba 250 gram mąki, 125 gram masła, 75 gram cukru, jedno jajo, cukier waniliowy, szczyptę soli. Na masę makową 80 dag maku (może być kilogram), 2/3 szklanki cukru, pół szklanki orzechów włoskich, pół szklanki rodzynek, 6 jaj, łyżkę mąki ziemniaczanej, jedno jabłko. Na polewę dwie tabliczki czekolady gorzkiej oraz kilka łyżek śmietanki 30%.

Zaczynamy od przygotowania spodu. Mąkę, cukier, szczyptę soli siekamy ze schłodzonym masłem, następnie dodajemy jedno jajo po czym szybko zagniatamy ciasto. Kruche ciasto musi się dobrze schłodzić więc zawijamy je w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na około 4 godziny.  

Masę makową możemy przygotować sami lub skorzystać z gotowej masy z puszki. Jeśli sami przygotowujemy masę, najpierw musimy mak sparzyć we wrzątku, najlepiej zrobić to dzień wcześniej. W tym celu zalewamy mak wrzątkiem i pozostawiamy na kilka godzin. Wody powinno być znacznie więcej, gdyż w ten sposób zanieczyszczenia pozostaną nam na powierzchni, a mak opadnie na dno garnka. Wystudzony i odsączony mak mielimy w maszynce do mięsa razem z orzechami włoskimi. Żółtka ucieramy z cukrem na puszysty kogel-mogel, a z białek przygotowujemy pianę. Najpierw do zmielonego maku dodajemy mąkę (możemy też dodać kaszę mannę zamiast mąki) i mieszamy by składniki się połączyły. Następnie masę dodajemy do przygotowanego już kogla-mogla, kolejno rodzynki, starte na tarce o grubych oczkach jabłko i wszystko miksujemy na niskich obrotach. Na koniec łączymy z pianą z białek, po dodaniu piany masę już lekko mieszamy łyżką by piana bardzo nie opadła. Jeśli korzystamy z gotowej masy makowej z puszki, dodajmy mniej cukru do żółtek, bo sama masa jest już dość słodka. Mak dodajemy do ubitych z cukrem żółtek, następnie mąkę, rodzynki i starte jabłko i miksujemy na niskich obrotach mieszadłem do ciast. Na koniec dodajemy pianę i mieszamy już tylko łyżką.

Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim dno i boki brytfanny. Na wierzch kładziemy papier do pieczenia i wysypujemy ziarna fasoli, by ciasto nam nie pofalowało się podczas podpiekania. Ciasto podpiekamy w temperaturze 200°C przez 10 minut z włączonym termoobiegiem. Następnie wykładamy na ciasto masę makową i pieczemy jeszcze 45 minut w temperaturze 175°C z włączoną dolną blachą i termoobiegiem. Można oczywiście od razu na surowe ciasto wykładać masę makową, wtedy smarujemy wcześniej ciasto białkiem, wytworzy się warstwa izolująca i ciasto nie nasiąknie bardzo od masy i nie zrobi się za miękkie. Ja tym razem od razu dałem masę na ciasto bez podpiekania.

Upieczone i wystudzone ciasto pokrywamy polewą czekoladową. Czekoladę rozpuszczamy w misce na parze, do rozpuszczonej czekolady dodajemy kilka łyżek śmietanki. Tak przygotowaną masę rozsmarowujemy na wierzchu naszego mazurka. Do ozdoby możemy wykorzystać płatki migdałów i kawałki orzechów oraz wiórki kokosowe, ewentualnie inne gotowe ozdoby cukiernicze.  Pamiętajcie czekolada po dodaniu śmietanki bardzo szybko zmienia konsystencję i gęstnieje, ale wtedy można dodać więcej śmietanki, by masa wróciła do kremowej rozsmarowywalnej konsystencji. Musimy jednak dość energicznie mieszać by nie powstały czekoladowe grudki.

Andruty z kajmakiem i dżemem jagodowym

Andruty, chyba każdy pamięta z czasów dzieciństwa. W niektórych rejonach nazywane są one pischingerami. Moja Mama kiedyś robiła andruty z kremem czekoladowym. Ja zazwyczaj robię andruty przekładane masą kajmakową i dżemem.

Do mojej wersji potrzeba jednego opakowania suchych wafli, większy słoiczek dżemu najlepiej kwaskowatego, ja zwykle używam jagodowego, oraz jedną puszkę zagęszczonego mleka słodzonego. Ktoś by zadał pytanie, a co z kajmakiem. Masę kajmakową przygotowujemy właśnie z zagęszczonego mleka. Puszkę wkładamy do zimnej wody, tak by była cała przykryta wodą, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 50 minut na wolnym ogniu, w tym czasie mleko się zagęści i otrzymamy nasza masę. Wafle smarujemy od tej strony z zagłębieniami, na przemian jedną warstwę dżemem, jedną masą kajmakową, zaczynając od kajmaku. W sumie powinno wyjść nam 5 warstw. Przykrywając ostatnią warstwę waflem kładziemy go do środka wgłębieniami, by z wierzchu był płaski. Tak przygotowanego andruta lub jak kto woli pischingera należy dokładnie przycisnąć i pozostawić najlepiej na całą noc pod równomiernym kilkukilogramowym obciążeniem by blaty posklejały się ze sobą. Następnie całość kroimy w kostki i wkładamy do szczelnego opakowania. Tak przygotowane domowe wafelki możemy trzymać kilka dni, chyba że szybciej zostaną przez domowników spałaszowane. Masa kajmakowa jest dość słodka więc polecam dżem kwaśny w smaku dla zbalansowania słodyczy. Szybka i bardzo prosta słodka przekąska, a jakże lubiana przez wszystkich.

Ciasto jogurtowe z cynamonem i jabłkami

Do tej wersji ciasta jogurtowego skłoniły mnie ślimaczki cynamonowe, które ostatnio widziałem w jakiejś cukierni. Pomyślałem sobie, że do ciasta jogurtowego, na. Które podawałem już Wam przepis dodam kawałki jabłek i cynamon. Jogurtowe ciasto kubeczkowe to jedno z najprostszych ciast, z którym każdy nawet niedoświadczony kucharz może się zmierzyć. Do tej wersji potrzeba 1 kubek jogurtu naturalnego (ja używam marki Zott 370 g), 1 kubek oleju, ¾ kubeczka cukru, 2,5 kubka mąki, 4 jaja, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej i jedno opakowanie cukru waniliowego. Dodatkowo dwa jabłka i 3 łyżki cynamonu. Do odmierzenia proporcji wykorzystujecie kubek po jogurcie.

Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystamy z miksera by ciasto było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodajemy cukier, cukier waniliowy oraz kawałki jabłek. Na koniec dajemy suche składniki, czyli przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, a całość mieszamy łyżką. W międzyczasie dodajemy 3 łyżki cynamonu. Cynamon nie musi się równomiernie wymieszać, wtedy uzyskamy w cieście takie smugi brązowawe, a w przekroju ciasto nie będzie jednolicie brązowe. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Używam standardowej, prostokątnej blachy. Ciasto piekłem w temperaturze 150°C z włączoną dolną blachą i termoobiegiem przez 25 minut, a następnie przez kolejne 20 minut w temperaturze 175°C. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone. Ciasto wyszło puszyste i wilgotne.Prawda jaki prosty przepis. Spróbujcie, polecam, a zobaczycie, że nie raz upieczecie to przepyszne ciasto. Z jabłkami smakuje równie dobrze. Ehh… już mi ślinka cieknie.