
Kolejnego dnia wycieczki po mieście, podziwialiśmy piękno przyrody Edynburga, ale o tym napisałem Wam w odrębnym wpisie. W niedzielę wybraliśmy się natomiast do dzielnicy New Town. Zaczęliśmy od spaceru po Dean Village. Miejsce to zauroczyło mnie, kiedy zobaczyłem zdjęcia na street view w Internecie. Już wtedy wiedziałem, że też muszę się tam przejść. Do Dean Village dojechaliśmy z naszego mieszkania autobusem, by nie tracić czasu na godzinny spacer w jedną stronę. Od głównej ulicy, czyli Lynedoch Pl, trzeba skręcić w Bells Brae i przejść się Hawthornbank by z mostku podziwiać cudowną panoramę rzeki z ciągnącymi się wzdłuż jej brzegów kamienicami. Miejsce na żywo robi jeszcze większe wrażenia niż na zdjęciach. Po przejściu przez mostek i oczywiście obowiązkowych zdjęciach przeszliśmy ulicą Damside i przez Deans Brae Bridge udaliśmy się szlakiem spacerowym wśród zieleni nad rzeką w stronę Circus Ln.

Circus Ln, to kolejna magiczna uliczka, niczym wyjęta z bajki, zabudowana malutkimi domkami i z cudowną zielenią wkoło. Niestety bardzo trudno jest tam zrobić zdjęcie by nikogo nie było, bo jest to również bardzo popularny punkt turystyczny. Po krótkiej sesji zdjęciowej udaliśmy się w kierunku kwartału między ulicami Queen, George i Princes. To takie centrum handlowe Edynburga z butikami, popularnymi sklepami sieciowymi i restauracjami.

Przy Princess St znajduje się charakterystyczny Scott Monument, pomnik poświęcony pamięci pisarza sir Waltera Scotta, górujący nad całą okolicą. Polecam też przespacerować się wąską Rose St, chyba najciekawsza uliczka w tym kwartale New Town. Po krótkich zakupach w okolicznych sklepach, przez dworzec kolejowy udaliśmy ponownie w kierunku starego miasta i traktu królewskiego. Tam jeszcze poczyniliśmy ostatnie zakupy w sklepikach z pamiątkami i zjedliśmy nasz ostatni obiad w Edynburgu, oczywiście fish&chips. Niestety nie udało się już odwiedzić wzgórza Calton znajdującego się przy końcu Princess St, z budowlami przypominającymi ruiny greckich świątyń. Po dwóch dość forsownych dniach postanowiliśmy już w wolniejszym tempie zwiedzać miasto. Na szczęście cały czas dopisywała nam pogoda, z cudownym słońcem, błękitnym niebem i niemal letnimi temperaturami, co należy do rzadkości o tej porze roku w Edynburgu. Tego dnia też spacerem, mimo iż bardzo zmęczeni wróciliśmy do naszego mieszkania.
Mam nadzieję, że trochę przybliżyłem Wam najciekawsze atrakcje Edynburga i miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić. Dla mnie obowiązkowym „must see” Edynburga to trakt królewski z przyległymi ulicami, Dean Village i Circus Ln. Przyznam uczciwie, że oprócz Greyfriars Kirkyard, nie odwiedziliśmy innych miejsc związanych z Harrym Potterem, ale to co zobaczyliśmy pozostanie na zawsze w pamięci. Edynburg, to magiczne i bardzo przyjazne miasto z cudownymi uliczkami, wąskimi zakamarkami i tymi niesamowitymi kamienicami zbudowanymi z kamienia. Jak będę miał okazję z chęcią wybrałbym się tam ponownie za kilka lat. A Wy nie czekajcie, tylko już planujcie wycieczkę do Edynburga.















































