
Jak pojawiły się filmy o Harrym Potterze oglądnąłem prawie wszystkie, przyznam się, że książek nie przeczytałem, ale filmy obejrzałem. Ten klimat lekkiej tajemniczości, magii Hogwardu bardzo mi się podobał. Większości chyba Edynburg kojarzy się z sagą o Harrym Potterze.
W Wielkiej Brytanii byłem już dwa razy, natomiast w Szkocji to był mój pierwszy raz. Wybraliśmy się tam ze znajomymi oraz moją mamą. Trzy pełne dni nie wliczając dnia przylotu i wylotu, to jest idealny okres czasowy by w miarę dokładnie poznać najważniejsze atrakcje Edynburga. Do Edynburga przylecieliśmy w czwartek wieczorem, więc tego dnia poszliśmy tylko na kolację do pobliskiej restauracji. Oczywiście wybór padł na fish&chips bo to chyba najpopularniejsze danie ogólnie na wyspach. No i oczywiście smakowało doskonale, do tego kufelek piwa, czego chcieć więcej po podróży. Apartament mieliśmy wynajęty na ulicy Clerk. Wielkie, na pewno ponad 100 metrowe mieszkanie w dobrej lokalizacji 20 minut piechotą od traktu królewskiego. Zwiedzanie mieliśmy przewidziane na 3 kolejne dni. Oczywiście wcześniej wszystko zaplanowałem, jak to ja.

Na pierwszy dzień, czyli piątek poszedł tzw. trakt królewski, czyli główna ulica spacerowa Edynburga, a w zasadzie ciąg ulic Canongate, High i Lawnmarket. Planowałem zacząć spacer od Pałacu Holyrood, bo na jego terenie są okazałe ruiny starego opactwa, ale ostatecznie tam nie dotarliśmy. Oceniłem, że wstęp był za drogi by zwiedzić same ruiny, a wnętrze zamku nas nie interesowało do końca, tym bardziej, że byliśmy z małymi dziećmi, dla których muzea nie są jeszcze interesującym obiektem. Musiałem więc trochę zmienić pierwotny plan. Po śniadaniu udaliśmy się więc ulicami Clerk, Drummond, Pleasance i St Mary do Canongate. Miej więcej od skrzyżowania St Mary i Canongate cały trakt królewski zaczyna wyglądać kolorowo i ciekawie, wcześniej w stronę wspomnianego Pałacu Holyrood jest bardziej, można powiedzieć szary i zwykły, choć w przypadku Edynburga trudno jest mówić o zwykłości bo całe miasto ma w sobie coś magicznego. Na skrzyżowaniu skręciliśmy już w High St, w stronę wzgórza zamkowego, które było naszym głównym celem. Wcześniej zaplanowałem sobie, które najciekawsze zakątki musimy zobaczyć.

Pierwsza na liście była Cockburn St, magiczna zakręcona ulica z cudownymi kamieniczkami, wyglądającymi jak z bajki. Będąc w Edynburgu, nie można jej nie odwiedzić. Zatrzymaliśmy się tam na chwilę by odpocząć przy kawie. O jednym przy okazji muszę uprzedzić, Edynburg to miasto położone na wzgórzach więc spacer po nim przypomina trochę wspinaczkę górską, raz jest pod górę, raz w dół, czasem po wysokich kilkudziesięcio stopniowych schodach. Idąc dalej Cockburn St doszliśmy do zabytkowego dworca kolejowego. Stare perony i zabytkowa hala dworcowa z niesamowitym przeszklonym dachem robią duże wrażenie. Z dworca wąskimi schodami Fleshmarket Cl wróciliśmy na trakt królewski, czyli High St i ruszyliśmy dalej w kierunku zamku.

Przy High St znajduje się przepiękna gotycka katedra Św. Idziego, warto odwiedzić, polecam. Wzdłuż High St, a potem Lawnmarket znajdują się dziesiątki sklepików z pamiątkami, restauracji, pubów, sklepów ze sztandarową szkocką whisky. Jest tam też The Scotch Whisky Experience, dla miłośników słynnego trunku, jednak my nie odwiedziliśmy tego miejsca. Po drodze zrobiliśmy sobie jeszcze jeden przystanek na schłodzone piwo i udaliśmy się już na zamek. Polecam kupić bilety wcześniej, my dokonaliśmy zakupu jeszcze w Polsce przez Internet.
Wejście na zamek mieliśmy o godzinie 13.00 więc udało się nam zrealizować w całości przedpołudniowy plan spaceru. Żeby wejść na mury i pooglądać z góry panoramę miasta niestety trzeba mieć wykupione bilety. My standardowo pochodziliśmy po dziedzińcach wewnętrznych, murach, obfotografowaliśmy panoramę miasta, do samego zamku do środka nie weszliśmy już. Z zamku wybrałem już inną trasą powrotną, gdyż czekały na nas kolejne ciekawe zakątki miasta. Po wyjściu za bramy zaraz skręciliśmy w małą uliczkę w prawo i doszliśmy do Johnston Terrace, a następnie w lewo i po około 200 metrach zeszliśmy stromymi schodami do Grassmarket. To taki plac na długości dwóch przecznic ulicznych pełen pubów i restauracji, też polecam odwiedzić to miejsce. Na końcu Grassmarket skręciliśmy w lewo w W Bow i dalej Victoria St, cudowna, idąca po łuku ulica z bajecznie kolorowymi kamieniczkami. Jest to również obowiązkowy punkt odwiedzin podczas pobytu w Edynburgu. Tutaj też w restauracji Berties Prosper zjedliśmy obiad. Na zdjęciach w korytarzu możemy zobaczyć, jakie znane osobistości odwiedziły to miejsce.

Skręcając na końcu Victoria St w prawo dojdziemy do Greyfriars Kirkyard, czyli starego zabytkowego cmentarza, gdzie znajduje się pomnik pieska Bobbyego, który przez 14 lat czuwał przy grobie swojego pana. Z tego co czytałem znajduje się tam wiele nagrobków z nazwiskami, które zainspirowały J.K Rowling to stworzenia kilku postaci w serii książek o Harrym Potterze. Stamtąd po niemal 8-godzinnym spacerze po mieście wracaliśmy już do naszego mieszkania położonego przy Clerk St, a mieliśmy jeszcze do przebycia prawie 1,5 kilometra. Kolejny dzień spędziliśmy na podziwianiu natury Edynburga i jego przyrody, a w niedzielę wróciliśmy jeszcze do centrum, ale o tym już w kolejnych wpisach.






















































































































































































































