Alhambra, perełka architektoniczna, wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO

Granadę i pałac w Alhambrze zwiedzaliśmy ostatniego dnia pobytu w Torremolinos, niestety kolejnego dnia wracaliśmy już do Polski. Czytając w Internecie ile się stoi w kolejkach do wejścia i jakie mogą być opóźnienia, wejście zarezerwowaliśmy w godzinach przedpołudniowych na 11:00. To była godzina wejścia do pałacu Nazaries, do całego kompleksu możemy wejść w godzinach otwarcia, bez czasowych ograniczeń. Dojazd z Trorremolinos zajmuje ponad 1,5 godziny więc z domu wyjeżdżaliśmy o 8 rano. O 10.00 byliśmy już na miejscu w Alhambrze. Zwiedzanie Granady zaplanowaliśmy na drugą połowę dnia, chyba tak jest najlepiej zorganizować zwiedzanie Alhambry i Granady. 

Zespół pałacowy Alhambry powstał w XIII wieku i jest to jeden z najbardziej znanych symboli arabskiej architektury w Hiszpanii. Do Alhambry można kupić różnego rodzaju bilety, ale obowiązkowy jest wstęp do pałacu Nazaries, znajdującego się w kompleksie. Inne budynki nie robią takiego wrażenia, choć są oczywiście bardzo ładne. Ponieważ na miejsce dotarliśmy na godzinę 10.00 mieliśmy jeszcze godzinę czasu na zwiedzanie ogrodów i Pałacu Karola V, które są po drodze do Pałacu Nazaries.

Od wejścia, w kierunku ogrodów, prowadzi nas urokliwa aleja obsadzona cyprysami, a dalej szpalerem formowanych tui lub też cyprysów. Po drodze możemy zauważyć pozostałości dawnych zabudowań. Pierwszym dużym budynkiem jest Pałac Karola V z charakterystycznym rotundowym dziedzińcem i krużgankami, bardzo surowy w swej architekturze. Perełką i główną atrakcją całego kompleksu pałacowego Alhambry jest Pałac Nazaries. To naprawdę jest perełka architektoniczna. Sztukateria na ścianach i sufitach robi niesamowite wrażenie. Szczegółowość i dokładność poszczególnych detali jest aż trudna do wyobrażenia jak to było zbudowane, a miejmy świadomość, że ten pałac zbudowano kilkaset lat temu.

Warte uwagi są też dziedzińce pałacu Nazaries. W tej części spędziliśmy około 1,5 godziny. Na końcu kompleksu znajduje się Alcazaba, czyli pozostałości dawnej twierdzy, wchodzącej w skład zespołu pałacowego Alhambry. Z murów rozciąga się widok na całą panoramę pobliskiej Granady i okoliczne wzgórza. Żeby spokojnie zwiedzić cały zespół pałacowy i urokliwe ogrody powinniśmy tam jeszcze spędzić ze trzy godziny, ale tyle czasu nie mieliśmy. Kolejnym punktem wycieczki było jeszcze zwiedzanie i zakupy w Granadzie. Bardzo lubię te ozdoby i dekoracje w stylu arabskim więc chciałem jeszcze pochodzić trochę po sklepach z pamiątkami.

W Granadzie zaparkowaliśmy praktycznie w samym centrum, na parkingu podziemnym pod halą targową Mercado de San Agustin. Znów byłem pod wrażeniem, że w takim miejscu między starymi kamienicami potrafiono zbudować wielopoziomowy parking podziemny. Po krótkim odpoczynku przy kawie w pobliskiej kawiarni udaliśmy się w kierunku katedry. Niestety do samego środka już nie weszliśmy. W pobliżu katedry zwiedziliśmy coś w stylu tureckich bazarów, przy Calle Oficios. Jest to kompleks butików z różnego rodzaju asortymentem, rozmieszczonych w parterowej części kilku kamienic znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie katedry. Ponieważ nie mieliśmy dużo czasu, udaliśmy się jeszcze w kierunku Calle Elvira, ulicy pełnej sklepów z pamiątkami, rękodziełem i restauracji. Do Calle Elvira dochodzi bardzo urokliwa Calle Caldereira Nueva ze sklepikami oferującymi lokalne rękodzieło, zarówno ozdoby, pamiątki, jak i odzież. Jeśli lubicie klimat bazaru tureckiego, spodoba się tam Wam. Dochodziła godzina 16.00, a ostatniego dnia chcieliśmy zjeść pożegnalną kolację w Torremolinos więc po dość udanych zakupach udaliśmy się już w kierunku parkingu. Bez wątpienia w Granadzie jest jeszcze kilka miejsc, które warto zobaczyć, a na co nie starczyło nam już czasu. Żałuję trochę że nie doszliśmy do Carrera del Darro i Plaza de Santa Ana, na zdjęciach street view wyglądają bardzo urokliwie więc jeśli Wy mieli byście więcej czasu koniecznie się tam udajcie. 

W taki sposób kończył się nasz wakacyjny pobyt w Hiszpanii. Wydaje mi się, że dość dużo miast Andaluzji udało nam się zobaczyć, niestety na wszystkie nie byłoby czasu. Czytałem, że Fuengirola i Nerja, położone nad Morzem Śródziemnym są bardzo urokliwe. No cóż mam motywację by tam jeszcze kiedyś wrócić. Mam ogromny sentyment do Hiszpanii, bardzo lubię tę kulturę, architekturę, atmosferę, jaka panuje w tych miasteczkach więc muszę tam za jakiś czas wrócić. 

Kolejne perełki Andaluzji, czyli urokliwe Mijas i lekko snobistyczna Marbella

Jeszcze przed wyjazdem do Hiszpanii zaplanowałem sobie, które miasta będę chciał odwiedzić. Oczywiście czytałem w Internecie co warto zobaczyć, bo Hiszpanii jakoś specjalnie wcześniej nie znałem i nie czytałem o niej wiele, mimo iż mam do niej wielki sentyment wrodzony. Jednym z najbliżej położonych od Torremolinos, a zarazem bardzo urokliwych miasteczek jest Mijas więc ono znalazło się na mojej liście.  Z kolei jeszcze kilka lat temu na Netflix oglądałem serial Toy Boy i jakoś ten południowy klimat Marbelli, bo tam rozgrywała się akcja serialu spowodował, że od tamtego czasu marzyło mi się by odwiedzić kiedyś Marbellę. Widać warto jest marzyć, bo marzenia się spełniają. Oba te miasta zaplanowałem na jednodniowa wycieczkę, gdyż znajdują się dość blisko i można je odwiedzić w ciągu jednego dnia. 

Mijas znajduje się na północ od Torremolinos, w górach więc dzień zaczęliśmy od wycieczki w góry. Dojazd samochodem do Mijas z Torremolinos zajmuje około 40 minut, czyli całkiem blisko. Sama droga jest już malownicza, gdyż wiedzie w kierunku gór. Kiedy dotarliśmy do Mijas, niestety wszystkie parkingi w centrum były już zajęte, a wjazd do ścisłego centrum zamknięty przez policję. Musieliśmy pojechać na pobliski parking, znajdujący się w starym kamieniołomie Cantera El Puerto. Stamtąd kursują bezpłatne autobusy, które dowożą turystów do samego centrum Mijas. Cechą charakterystyczną dla Mijas są jego białe domy, chyba wszystkie są wymalowane na biało. Zwiedzanie Mijas zaczęliśmy od Plaza Virgen de la Peña, to główny plac miasta pełen sklepików, kawiarni i restauracji. Oczywiście zrobiliśmy sobie się tam krótki postój na pyszną kawę. Idąc Av. del Compás doszliśmy do Placu Konstytucji, a następnie dalej Cta. de la Villa doszliśmy do areny walk byków, czyli Plaza de Toros de Mijas. 

Przy arenie znajduje się Park Muralla. Idąc wzdłuż murów okalających park możemy podziwiać panoramę okolicy, która robi niesamowite wrażenie. W dali na horyzoncie widać nawet morze. Jeśli obejdziemy cały park, to na drugim końcu naszym oczom ukazuje się cała panorama Mijas na tle górskich szczytów. Ten kontrast bieli, zieleni i szarości wygląda urokliwie. W parku znajduje się również bardzo ładny kościół Niepokalanego Poczęcia, który polecam zwiedzić w środku jeśli będzie otwarty. Podczas naszego pobytu ołtarz był ozdobiony kwiatami w takiej ilości, że niemal przesłaniały sobą wszystko. 

Do centrum wracaliśmy przez Calle Málaga, deptak z charakterystycznym płóciennym dachem podobnym do tych w Maladze i Torremolinos. Po drodze znajduje się urokliwa Calle de los Caños, pełna różnego rodzaju sklepików. My jednak by zobaczyć coś nowego doszliśmy do samego końca Calle Málaga, aż w okolice Plaza Virgen de la Peña. Ze skrzyżowania Calle de los Caños i Calle Málaga jest skrót wprost do Plaza Virgen de la Peña. To schody, niemal wciśnięte między kamienice, ale mające w sobie ten klimat południa Hiszpanii. Takie magiczne zakątki są cudowne. Niestety przed nami była jeszcze Marbella więc nie mieliśmy więcej czasu by jeszcze spokojnie powłóczyć się tymi wąskimi uliczkami, poza ścisłym centrum, wśród bieli otaczających je kamienic.

Dojazd z Mijas do Marbelli to kolejne 40 minut. W Marbelli zatrzymaliśmy się na podziemnym parkingu przy Avenida del Mar. Znajduje się on pod placem, na którym eksponowane są rzeźby Salvatora Dali. Jest to optymalna lokalizacja, po środku, między plażą, a historyczną częścią miasta. Centrum znajduje się zaraz za Parkiem Alameda. Niesamowite wrażenie robią ceramiczne ławki znajdujące się w parku, wyglądające jak z porcelany i wybrukowane żółtymi płytami parkowe alejki. Jak miniemy park polecam skręcić w Calle de Enrique del Castillio, a dalej w lewo w Calle Padre Francisco Echamendi. 

Po chwili jak skręcimy w prawo w Calle Valdes ujrzymy narożną kamienicę, która wyjęta jak wyjęta z jakiejś bajki o krasnoludkach, po prostu cudowna. Idąc tą wąską ulicą dojdziemy do popularnej Plaza de los Narajnos, otoczonej ze wszystkich stron kawiarniami i sklepikami. Warto się przejść Calle Ancha, która jest pełna restauracji, w środku dnia robiła niesamowite wrażenie, ale wieczorem, pełna ludzi siedzących przy stolikach restauracyjnych, musi mieć magiczny klimat. Równie urokliwa, choć znacznie spokojniejsza jest równoległa Calle Bermeja. Niestety nie udało nam się już zwiedzić hali targowej, gdyż było zbyt późno. Całe zabytkowe centrum Marbelli jest bardzo urokliwe i klimatyczne i na pewno warto poświęcić kilka godzin na spokojny spacer tymi uliczkami, przy okazji robiąc zakupy w okolicznych sklepach. Marbella przyciąga milionerów, więc i sklepy są bardziej eleganckie i droższe. Oczywiście nie musimy nic kupować, już samą przyjemnością jest spacer i odkrywanie cudownych zakątków tego miasta. 

Z centrum przez wspomniany wcześniej park Almeda wróciliśmy na plac przy Av. del Mar. Niestety nie dotarliśmy też do mariny, gdzie podobno cumują luksusowe jachty. Słyszałem, że Marbella to takie hiszpańskie Cannes. Przespacerowaliśmy się jeszcze nadmorską promenadą, gdzie w jednej z okolicznych kawiarni wypiliśmy schłodzone piwo przed powrotem do domu, oczywiście Ci, którzy nie byli tego dnia kierowcami. W ten sposób zobaczyliśmy kolejne miasta na Costa del Sol, a przed nami były jeszcze dwie wycieczki, ale o tym już następnym razem.