Paris mon amour, czyli Paryż na weekend cz. 3

Chyba nie da się nienawidzić Paryża, ale zdaję sobie sprawę, że można go nie lubić za tłumy turystów, które są tam o każdej chyba porze roku. Ja w tym mieście zakochałem się od pierwszego razu kiedy tam byłem, chyba ze 25 lat temu i nie przeszkadzają mi te tłumy ludzi. Bardzo dobrze czuję się w tym mieście i swobodnie potrafię poruszać się po centrum. Nikt tam na drugiego nie patrzy krzywym okiem, nie ocenia za wygląd, strój, czy orientację seksualną. Jak byś się dziwnie nie ubrał, w Paryżu będziesz stylowy i nikt się nie będzie z Ciebie śmiał. Nikogo też nie zdziwi dwóch mężczyzn spacerujących ze sobą, trzymając się za ręce. Magii Paryżowi dodają setki małych kawiarenek, gdzie można usiąść przy stolikach wystawionych na zewnątrz i oglądać tłumy ludzi przemieszczające się we wszystkich kierunkach.

Trzeci dzień pobytu w Paryżu poświeciliśmy właśnie na spokojne spacerowanie po centrum, bez pośpiechu i pogoni za kolejną atrakcją. Oczywiście w Paryżu, jako jednej ze światowych stolic mody, nie mogło się obyć bez wizyty w sklepach z odzieżą, ale większe zakupy już sobie podarowaliśmy. Dla tych z zasobnym portfelem, oczywistym wyborem są Pola Elizejskie z flagowymi sklepami światowych marek modowych, dla tych mniej zamożnych polecam przejść się Rue de Rivoli od Hotel de Ville w kierunku Muzeum Louvre. Znajduje się tam cała masa sklepów odzieżowych i obuwniczych. Nie doszliśmy aż do Louvre’u, tylko skręciliśmy w Rue des Dechargeurs i doszliśmy do wielkiego centrum handlowego Wesfield Forum des Halles. Wizytę w galerii handlowej odpuściliśmy sobie i udali w kierunku łuku tryumfalnego Porte Saint-Denis na skrzyżowaniu Rue St Denis i Boulevard St Denis. Praktycznie cały ten kwartał ulic, który przeszliśmy od Rue de Rivoli do Porte Saint-Denis pełen jest różnego rodzaju sklepów modowych. Oczywiście nie mogliśmy sobie odpuścić codziennego rytuału, czyli postoju na kawę w jednej z uroczych kawiarni, które mijaliśmy po drodze. Zatrzymaliśmy się w Cafe Etienne, przy skrzyżowaniu Rue Pierre Lescot i Rue Etienne Marcel. Uwierzcie mi siedząc tak przy kawie naprawdę można naoglądać się ciekawie wystylizowanych ludzi. Po krótkiej przerwie udaliśmy się Rue St Denis i wyszliśmy wprost na ten łuk tryumfalny, o którym wcześniej już wspomniałem. Rue St Denis to typowy deptak turystyczny, jednak nie wyłączony z ruchu samochodowego. Za łukiem tryumfalnym przechodzi on w Rue du Faubourg Saint-Denis. W tej części znajduje się masa restauracji z kuchniami z całego świata. Dla nas to nie była jeszcze pora na obiad więc kontynuowaliśmy nasz spacer. Niestety nadeszły ciemne deszczowe chmury i zmuszeni zostaliśmy do krótkiego przystanku przy piwie w restauracji Le Mondial. 

Ponieważ nigdzie nie spieszyliśmy się, nawet nie zauważyliśmy jak minęła 14.00. Deszcz ciągle kropił więc z pobliskiej stacji metra Chateau d’Eau dojechaliśmy do stacji Saint Michel Notre-Dame. Po drugiej stronie Sekwany, o dziwo, świeciło słońce i nie spadła ani kropla deszczu. W tej okolicy chcieliśmy zjeść pożegnalny obiad. O smakach Francji, a zwłaszcza Paryża napisze wam w kolejnym, ostatnim wpisie dotyczącym naszego pobytu w Paryżu. Przed obiadem odbyliśmy jeszcze krótki rajd po sklepach z pamiątkami. W tej okolicy tych sklepików jest najwięcej, polecam również spacer Rue d’Arcole, położonej na wyspie, ta ulica odchodzi od placu z Katedrą Notre-Dame, tam też jest cała masa tych sklepików z magnesami, koszulkami, plecakami i innego rodzaju souvenirami. Każdy zakupił jakieś pamiątki do domu. Ja tym razem dałem sobie spokój z magnesami, bo z Paryża już dwa wiszą na mojej lodówce, a naprawdę nie ma już na niej miejsca na kolejne. Zakończyło się na zakupie ciekawej koszulki z witrażem Katedry Notre-Dame. 

To jest właśnie cudowne w Paryżu, że jadąc tam nigdzie nie musisz się spieszyć. Cieszysz się kawą spokojnie wypitą w przytulnej kafejce, zachwycasz niesamowitymi kamienicami, oglądasz mijających cię ludzi. Są tacy, którzy muszą zobaczyć Mona Lisę w Muzeum Louvre. Ja będąc w Paryżu muszę zobaczyć migoczącą po zmroku Wieżę Eiffela, wypić kawę i chłonąć to miasto, spacerując po urokliwych uliczkach. Każdemu polecam taki sposób zwiedzania tego niesamowitego miasta, oczywiście czasem, trzeba zejść pod ziemię i pokonać dłuższy kawałek metrem, to idealny środek transportu, w połączeniu ze spacerem. Byłem bardzo zadowolony, że po kilku latach udało mi się ponownie odwiedzić to miasto. Tych którzy nie byli, a przeczytają te wspomnienia z Paryża, mam nadzieję, że zachęcę do odwiedzin.

Od świętości Bazyliki Sacre-Coeur po bezwstydność Placu Pigalle, czyli Paryż na weekend cz. 2

Sobota była naszym drugim, pełnym dniem pobytu w Paryżu. Po dość długim spacerze poprzedniego dnia od Katedry Notre-Dame, aż do Wieży Eiffela, drugi dzień był spokojniejszy. Przeznaczyliśmy go na zwiedzanie dzielnicy artystów, czyli Montmartre, niektórzy mówią, że to taki „francuski Kazimierz”. Montmartre jest częścią 18 Dzielnicy Paryża, położone jest na wzgórzu, więc z niektórych punktów rozciąga się widok na całą panoramę Paryża. 

Najlepszym miejscem na rozpoczęcie wędrówki po Montmartre jest stacja metra Anvers. Mieszkaliśmy w centrum więc dwiema liniami metra 11 i 2 z przesiadką na stacji Belleville, dojechaliśmy do stacji Anvers. Ze stacji metra kierujemy się na Rue de Steinkerque, w kierunku Bazyliki Sacre-Coeur. Nie sposób wybrać innej ulicy z tej stacji metra. Tutaj zawsze panuje tłok, przewijają się setki turystów w obie strony i znajduje się masa sklepików z różnego rodzaju pamiątkami. Uważajmy jednak, bo w tym tłumie szybko możemy zostać pozbawieni portfela więc trzeba dobrze się pilnować. Po 10 minutach powolnego spaceru w przelewającym się tłumie turystów naszym oczom ukazuje się plac i imponująca budowla Bazyliki Sacre-Coeur, znajdująca się na szczycie wzgórza Montmartre. Na Placu Saint-Pierre znajduje się karuzela, stoi tam od lat, jak byłem w Paryżu w 2005 r., ta karuzela też tam działała. Polecam usiąść na kawę w restauracji Le Ronsard, znajdującej się na wlocie Rue de Steinkerque na plac. Przed restauracją znajdują się stoliki, a widok przy kawie na Bazylikę Sacre-Coeur jest jedyny w swoim rodzaju i niezapomniany. Uwielbiam takie magiczne chwile, kiedy można po prostu usiąść, oglądać widoki wkoło i nigdzie się nie spieszyć, tylko cieszyć tym jedynym w swoim rodzaju momentem. Usiądźcie tam i cieszcie się chwilą przez te kilkanaście minut, a dodam, że kawa tam jest doskonała.

Po pysznej kawie czekała nas wędrówka na sam szczyt, aż pod bazylikę. Niestety pokonanie kilkudziesięciu schodów w palącym słońcu nie należy do przyjemności, ale cóż, dzielnica jest położona na wzgórzu więc eksplorując jej zakątki, nie raz będziecie się wspinać pod górę by następnie schodzić w dół za najbliższym zakrętem. Spod bazyliki rozciąga się spektakularny widok na prawie całą panoramę Paryża, niestety niektóre miejsca, w tym Wieżę Eiffela, przysłaniają drzewa. Na schodach bazyliki zawsze siedzą tłumy turystów odpoczywających po wspinaczce na górę. Ponieważ wstęp do bazyliki był bezpłatny, postanowiliśmy zobaczyć wnętrza. Niestety musieliśmy odstać swoje w kilkudziesięciometrowej kolejce, ale w sumie kolejka szybko się przesuwa, a wnętrza na prawdę warte są zobaczenia.

Po wyjściu z bazyliki, naturalnym kierunkiem jest Place du Tertre. Jest to plac z kawiarniami, restauracjami, gdzie lokalni artyści sprzedają swoje obrazy. Jeśli mamy dłuższą chwilę czasu i chęć możemy sobie u nich zamówić portret, który namalują w przeciągu kilkunastu minut. Od bazyliki, do placu dojdziemy uliczkami Rue du Cardinal Guibert, Rue du Chevalier de La Barre i Rue du Mont-Cenis. Tam jest tak tłoczno i wszyscy turyści kierują się do tego placu więc napewno nie zabłądzicie. Obrazy i obrazki ręcznie malowane, która można kupić są cudowne, ale nie należą do najtańszych. Polecam też zatrzymać się w jednej z restauracji przy Placu du Terte i zamówić sobie lampkę wina nim ruszymy dalej. To jest właśnie urok Paryża, że siedząc bez pośpiechu w kawiarni lub restauracji i pijąc kawę lub sącząc wino, możemy obserwować to, co dzieje się wkoło. 

Ruszając w dalszą wędrówkę po Montmartre nie podam Wam konkretnego planu. Najlepiej samemu pobłądzić w tych uliczkach, gdzie za każdym rogiem można odkryć coś ciekawego, jakąś urokliwą kamienicę, miejsce gdzie pomieszkiwał jakiś słynny artysta, czy schodki, które prowadzą do kolejnej ulicy. Nie bójcie się, nie zagubicie się w tej okolicy, a może odkryjecie coś ciekawego i zaskakującego. Jedno Wam powiem, jak będziecie chcieli się stamtąd szybko wydostać to Rue Lepic dojdziecie do słynnego Moulin Rouge. My spacerując uliczkami Montmartre widzieliśmy charakterystyczny drewniany wiatrak, przy restauracji Le Moulin de La Galette, położonej na skrzyżowaniu Rue Lepic i Rue Girardon. Stojąc na wprost tej restauracji, jeśli skręcicie w prawo w Rue Girardon, dojdziecie do placu, gdzie znajduje się popiersie słynnej piosenkarki Dalidy, jest stamtąd niesamowity widok na kopuły Bazyliki Sacre-Coeur, górującej nad dachami kamienic, jeśli skręcicie w lewo to przy wąskiej Rue d’Orchampt zobaczycie dom, w którym mieszkała Dalida. Odwiedziliśmy również Cimetiere de Montmartre, gdzie znajduje się grób Dalidy, z imponującą rzeźbą niemal naturalnej wielkości. Montmartre kryje sobie wiele urokliwych zakątków więc warto tam spędzić ze 3 godziny na spokojny spacer tymi uliczkami, robiąc sobie co jakiś czas przerwę na lampkę wina w jednej z dziesiątek urokliwych restauracji znajdujących się w okolicy. 

Po dwóch lub trzech godzinach spacerowania oraz pysznym obiedzie w restauracji Le Pain Quotidien Lepic udaliśmy się w kierunku słynnego Moulin Rouge. Bez tego punktu, chyba nie możemy powiedzieć, że zwiedziliśmy Montmartre. Niestety słynnego wiatraka na dachu kabaretu nie było, bo został uszkodzony przez wiatr i jeszcze nie naprawiony. Brak wiatraka nie zniechęca turystów, których dziesiątki kłębią się na środku skrzyżowania robiąc pamiątkowe zdjęcia. Jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem jest też stanąć sobie na kracie wielkiego wylotu wentylacyjnego metra, gdzie siła powiewu powietrza podnosi do góry niejedną sukienkę….

Punktem finalnym spaceru był słynny Plac Pigalle. Idąc zieloną promenadą wzdłuż Boulevard de Clichy dojdziemy do Placu Pigalle. Okolica pełna jest kabaretów, sex shopów i innych miejsc oferujących różnego typu erotyczne atrakcje. Sam plac nie ma w sobie jakiegoś uroku, turystów przyciąga raczej jego sława, jako miejsca uciech erotycznych. Z Placu Pigalle metrem wróciliśmy do centrum, do naszego mieszkania, na krótki odpoczynek. 

Wieczorem czekała nas kolejna atrakcja, a mianowicie rejs wycieczkowym statkiem po Sekwanie z muzyką francuską w tle i lampką wina. Bilety na rejs zarezerwowaliśmy jeszcze w Polsce by na miejscu nie stać w kolejkach. O tej porze roku jest bardzo długo jasno, niemal do 22.00. więc wybraliśmy rejs, który zaczynał się o 21.00, by zobaczyć podświetloną wieżę Eiffela i inne ciekawe budynki znajdujące się wzdłuż Sekwany już po zachodzie słońca. Cały urok takiego rejsu jest właśnie o tej porze dnia gdy już zaczyna zapadać zmrok. Nasz statek wypływał z nabrzeża Sekwany w okolicy Wieży Eiffela po stronie wieży, na lewo od mostu, jeśli staniemy plecami do wieży. Polecam być minimum pół godziny wcześniej, jeśli chcemy mieć dobre miejsca widokowe na pokładzie statku. Tuż przed wypłynięciem na niebie pojawiły się szaro-granatowe złowieszcze chmury, ale na szczęście ani kropla deszczu nie spadła. Wieczorny rejs po Sekwanie to, w mojej ocenie, jedna z obowiązkowych atrakcji podczas pobytu w Paryżu, a koszt nie taki duży, 106 zł od osoby w naszym przypadku. Nasz statek płynął spod Wieży Eiffela w kierunku Katedry Notre-Dame i zawracał przed Pont de Bercy. Cała podróż trwała około półtorej godziny. Podpływając z powrotem w okolice portu, gdzie zaczynaliśmy rejs, zapadał już zmrok, a ponieważ wybiła 22.00 cała Wieża Eiffela rozbłysła tysiącami migoczących światełek przez 5 minut. Taki spektakl powtarza się wieczorami o pełnych godzinach i bez wątpienia wart jest zobaczenia, u mnie za każdym razem wywołuje gęsią skórkę.  Oczywiście wieża posiada również stałą iluminację, która się świeci cały czas po zmroku. 

W taki sposób zakończyliśmy nasz drugi dzień pobytu w Paryżu. Zaprezentowałem Wam jednocześnie dwie ważne atrakcje Paryża jakimi są bez wątpienia dzielnica Montmartre i nocny rejs po Sekwanie. Udając się z przystani do mieszkania wracaliśmy metrem ze stacji Trocadero. To było niesamowite, zbliżała się 23.00, a Plac Trocadero niemal po brzegi wypełniony był tłumem turystów, którzy podziwiali rozświetloną wieżę i robili setki zdjęć z tą majestatyczną damą w tle. Plan dnia został zrealizowany. Kolejnego dnia mieliśmy już zaplanowany spokojny spacer po samym centrum i zakup pamiątek, ale o tym będzie w kolejnym wpisie.

Od Katedry Notre-Dame po Arc de Triomphe, czyli Paryż na weekend cz.1.

Paryż, to jedno z najcześciej odwiedzanych miast przez turystów. Jest to też chyba jedno z najładniejszych miast, przynajmniej w mojej ocenie. Ja tam czuję się bardzo dobrze i po centrum potrafię się swobodnie poruszać. Już mógłbym tam wrócić. Mój obecny pobyt był czwartą wizytą w tym mieście. Moja Mama za miesiąc kończy 80 lat więc postanowiłem w ramach prezentu urodzinowego zorganizować Jej taką wycieczkę. Żeby spokojnie zrealizować cały plan, z Polski wylecieliśmy w czwartek po południu, a lot powrotny mieliśmy w poniedziałek z samego rana. Do dyspozycji mieliśmy więc trzy pełne dni na miejscu. By było wszędzie blisko zarezerwowałem apartament przy Rue de Temple, praktycznie w samym centrum Paryża, na wprost z okna apartamentu widać było Centrum Pompidou, a kątem wieże Katedry Notre-Dame, po prostu idealnie. Jedyny minus, to te kamienice nie mają niestety wind i wejście wąskimi, krętymi schodami jest za każdym razem wyzwaniem. 

Głównym punktem pierwszego dnia pobytu był wjazd na sam szczyt Wieży Eiffela, no trudno było odpuścić taką atrakcję będąc w Paryżu. To najbardziej znany symbol miasta. Ponieważ w Paryżu zabytki i urokliwe miejsca znajdują się za każdym rogiem, więc zasadniczo dużo spacerowaliśmy, a tylko dłuższe odcinki pokonywali metrem.  Z naszego mieszkania przy Rue de Temple udaliśmy się po godzinie 10.00 spacerem w kierunku Katedry Notre-Dame. Na 14.00 mieliśmy zarezerwowane wejście na wieżę, by nie stać w kolejkach do kas więc było jeszcze kilka godzin, by coś ciekawego zobaczyć. Idąc w kierunku Sekwany przez Rue de Temple dotarliśmy do Hotel de Ville, czyli ratusza miejskiego. Jest to niesamowity budynek z urzekającą architekturą, położony nad brzegiem Sekwany. Stamtąd to już chwila moment do Notre-Dame, która znajduje się na wysepce. No niestety po ostatnim pożarze katedra jest nadal zamknięta, ale i tak na placu wokół gromadzą się setki turystów, Tam zawsze jest bardzo tłoczno. Zrobiliśmy kilka zdjęć, choć otoczenie katedry stanowi plac budowy i przeszliśmy zgodnie z planem na drugi brzeg Sekwany. W kwartale ulic Rue du Petit Pont, Boulevard Saint-Michel, Rue Saint-Severin i brzegiem Sekwany jest zagłębie restauracyjno kawiarniane. Każdy znajdzie tam coś dla siebie, to miejsce za każdym razem mnie urzeka. Jest tam również mnóstwo sklepów z pamiątkami. W kawiarni Le Lutece, przy Boulevard Saint-Michel wypiliśmy kawę i ruszyliśmy dalej. Postój na kawę był obowiązkowym punktem spaceru każdego dnia. Kolejnym celem w drodze do Wieży Eiffela był Hotel des Invalides.

Ze stacji metra Odeon podjechaliśmy do Varene, które jest zaraz przy Hotel des Invalides. Budynek ma charakterystyczną złotą kopułę, nie wchodziliśmy do środka, obejrzeliśmy go tylko z zewnątrz i ruszyliśmy w kierunku Pól Marsowych i Wieży Eiffela. Dla zainteresowanych Hotel des Invalides to kompleks muzeów wojskowych, gdzie znajduje się m.in. mauzoleum Napoleona. 

Niestety prze zbliżającą się olimpiadę masa ulic w Paryżu jest już zablokowana, a w wielu popularnych miejsca budowane są tymczasowe mini stadiony. Taki też stadion był budowany na Polach Marsowych i połowa tego obszaru była zamknięta. Planowaliśmy sobie spokojnie posiedzieć na ławkach z widokiem na Wieżę Eiffela, ale niestety się nie dało.  Nadrabiając kilkaset metrów dotarliśmy na czas pod wieżę. Oczywiście tam zawsze jest tłok, cała masa turystów oraz sprzedawcy takich malutkich lub większych miniatur wieży. 

Żeby nie stać w kolejkach, bilety zakupiłem jeszcze w Polsce, była dostępna opcja z lampką szampana na szczycie wieży więc mieliśmy dodatkową atrakcję. Na sam szczyt wieży wjeżdża się dwoma windami. Oczywiście trzeba było postać kilkanaście minut w kolejce do wind, ale widok z góry robi niesamowite wrażenie i do tego lampka szampana na uczczenie urodzin Mamy. Można by tam stać przez kilka godzin i podziwiać panoramę miasta, ale niestety czas gonił do kolejnych atrakcji więc po zrobieniu zdjęć i spędzeniu z pół godziny na górze, ponownie staliśmy w kolejce do windy, ale tym razem już w dół. 

Naturalnym kierunkiem spaceru od Wieży Eiffela jest Trocadero, czyli plac z fontannami po drugiej stronie Sekwany. Niestety z uwagi na olimpiadę fontanny były wyłączone i również zabudowane trybunami i mini stadionem. Na szczęście sam plac nie był zamknięty i można było zrobić sobie zdjęcia z wieżą w tle, to też obowiązkowy punkt wycieczki po Paryżu. 

Z Trocadero metrem podjechaliśmy do Łuku Triumfalnego na Placu Charlesa de Gaulle. Dla zainteresowanych, informuję, że można wejść na szczyt łuku, jednak my już sobie odpuściliśmy, tym bardziej, że wejście jest po schodach. Zrobiliśmy tylko pamiątkowe zdjęcia od strony Pól Elizejskich i skierowaliśmy się ponownie do stacji metra, w kierunku centrum by trochę odpocząć po kilkugodzinnym spacerze. Wracając do mieszkania zjedliśmy jeszcze przepyszny obiad w jednej z restauracji przy Rue des Archives. Pogoda była w sam raz na wycieczkę po mieście, trochę słońca i trochę chmur, dość ciepło ale nie za gorąco więc idealnie. 

Wieczorem zrobiliśmy sobie jeszcze spacer w kierunku Muzeum Louvre. Nie jestem jakimś miłośnikiem sztuki i malarstwa więc wizytę w muzeum odpuściliśmy sobie, ale podeszliśmy do szklanej piramidy nad wejściem do muzeum, która jest chyba wszystkim znana. Na wizytę w muzeum trzeba by poświęcić cały dzień, a na to nie mieliśmy czasu. Sam spacer z Rue de Temple, gdzie mieszkaliśmy do Muzeum Louvre był bardzo przyjemny. Po drodze mijaliśmy kontrowersyjne w swej architekturze centrum Pompidou, wielkie centrum handlowe przy stacji metra Les Halles, no i oczywiście cudowne paryskie kamienice, które są bardzo urzekające. Do mieszkania wracaliśmy już nad brzegiem Sekwany. Powoli zapadał zmrok więc włączyło się oświetlenie uliczne i iluminacje niektórych budynków, co dodawało jeszcze większego uroku. Tak nam minął pierwszy dzień w Paryżu. Praktycznie wszystko zostało zrealizowane zgodnie z planem, choć nie odbyliśmy spaceru przynajmniej kawałkiem Pól Elizejskich, ale ze względu na zmęczenie odpuściliśmy sobie.

Trasa, którą Wam opisałem, to idealny plan wycieczki po centrum Paryża pozwalający zobaczyć wszystkie atrakcje zlokalizowane w tej okolicy w jeden dzień. Kolejnego dnia czekał na nas Montmartre, ale o tym już w kolejnym wpisie… Zapraszam wkrótce.