Kolejne perełki Andaluzji, czyli urokliwe Mijas i lekko snobistyczna Marbella

Jeszcze przed wyjazdem do Hiszpanii zaplanowałem sobie, które miasta będę chciał odwiedzić. Oczywiście czytałem w Internecie co warto zobaczyć, bo Hiszpanii jakoś specjalnie wcześniej nie znałem i nie czytałem o niej wiele, mimo iż mam do niej wielki sentyment wrodzony. Jednym z najbliżej położonych od Torremolinos, a zarazem bardzo urokliwych miasteczek jest Mijas więc ono znalazło się na mojej liście.  Z kolei jeszcze kilka lat temu na Netflix oglądałem serial Toy Boy i jakoś ten południowy klimat Marbelli, bo tam rozgrywała się akcja serialu spowodował, że od tamtego czasu marzyło mi się by odwiedzić kiedyś Marbellę. Widać warto jest marzyć, bo marzenia się spełniają. Oba te miasta zaplanowałem na jednodniowa wycieczkę, gdyż znajdują się dość blisko i można je odwiedzić w ciągu jednego dnia. 

Mijas znajduje się na północ od Torremolinos, w górach więc dzień zaczęliśmy od wycieczki w góry. Dojazd samochodem do Mijas z Torremolinos zajmuje około 40 minut, czyli całkiem blisko. Sama droga jest już malownicza, gdyż wiedzie w kierunku gór. Kiedy dotarliśmy do Mijas, niestety wszystkie parkingi w centrum były już zajęte, a wjazd do ścisłego centrum zamknięty przez policję. Musieliśmy pojechać na pobliski parking, znajdujący się w starym kamieniołomie Cantera El Puerto. Stamtąd kursują bezpłatne autobusy, które dowożą turystów do samego centrum Mijas. Cechą charakterystyczną dla Mijas są jego białe domy, chyba wszystkie są wymalowane na biało. Zwiedzanie Mijas zaczęliśmy od Plaza Virgen de la Peña, to główny plac miasta pełen sklepików, kawiarni i restauracji. Oczywiście zrobiliśmy sobie się tam krótki postój na pyszną kawę. Idąc Av. del Compás doszliśmy do Placu Konstytucji, a następnie dalej Cta. de la Villa doszliśmy do areny walk byków, czyli Plaza de Toros de Mijas. 

Przy arenie znajduje się Park Muralla. Idąc wzdłuż murów okalających park możemy podziwiać panoramę okolicy, która robi niesamowite wrażenie. W dali na horyzoncie widać nawet morze. Jeśli obejdziemy cały park, to na drugim końcu naszym oczom ukazuje się cała panorama Mijas na tle górskich szczytów. Ten kontrast bieli, zieleni i szarości wygląda urokliwie. W parku znajduje się również bardzo ładny kościół Niepokalanego Poczęcia, który polecam zwiedzić w środku jeśli będzie otwarty. Podczas naszego pobytu ołtarz był ozdobiony kwiatami w takiej ilości, że niemal przesłaniały sobą wszystko. 

Do centrum wracaliśmy przez Calle Málaga, deptak z charakterystycznym płóciennym dachem podobnym do tych w Maladze i Torremolinos. Po drodze znajduje się urokliwa Calle de los Caños, pełna różnego rodzaju sklepików. My jednak by zobaczyć coś nowego doszliśmy do samego końca Calle Málaga, aż w okolice Plaza Virgen de la Peña. Ze skrzyżowania Calle de los Caños i Calle Málaga jest skrót wprost do Plaza Virgen de la Peña. To schody, niemal wciśnięte między kamienice, ale mające w sobie ten klimat południa Hiszpanii. Takie magiczne zakątki są cudowne. Niestety przed nami była jeszcze Marbella więc nie mieliśmy więcej czasu by jeszcze spokojnie powłóczyć się tymi wąskimi uliczkami, poza ścisłym centrum, wśród bieli otaczających je kamienic.

Dojazd z Mijas do Marbelli to kolejne 40 minut. W Marbelli zatrzymaliśmy się na podziemnym parkingu przy Avenida del Mar. Znajduje się on pod placem, na którym eksponowane są rzeźby Salvatora Dali. Jest to optymalna lokalizacja, po środku, między plażą, a historyczną częścią miasta. Centrum znajduje się zaraz za Parkiem Alameda. Niesamowite wrażenie robią ceramiczne ławki znajdujące się w parku, wyglądające jak z porcelany i wybrukowane żółtymi płytami parkowe alejki. Jak miniemy park polecam skręcić w Calle de Enrique del Castillio, a dalej w lewo w Calle Padre Francisco Echamendi. 

Po chwili jak skręcimy w prawo w Calle Valdes ujrzymy narożną kamienicę, która wyjęta jak wyjęta z jakiejś bajki o krasnoludkach, po prostu cudowna. Idąc tą wąską ulicą dojdziemy do popularnej Plaza de los Narajnos, otoczonej ze wszystkich stron kawiarniami i sklepikami. Warto się przejść Calle Ancha, która jest pełna restauracji, w środku dnia robiła niesamowite wrażenie, ale wieczorem, pełna ludzi siedzących przy stolikach restauracyjnych, musi mieć magiczny klimat. Równie urokliwa, choć znacznie spokojniejsza jest równoległa Calle Bermeja. Niestety nie udało nam się już zwiedzić hali targowej, gdyż było zbyt późno. Całe zabytkowe centrum Marbelli jest bardzo urokliwe i klimatyczne i na pewno warto poświęcić kilka godzin na spokojny spacer tymi uliczkami, przy okazji robiąc zakupy w okolicznych sklepach. Marbella przyciąga milionerów, więc i sklepy są bardziej eleganckie i droższe. Oczywiście nie musimy nic kupować, już samą przyjemnością jest spacer i odkrywanie cudownych zakątków tego miasta. 

Z centrum przez wspomniany wcześniej park Almeda wróciliśmy na plac przy Av. del Mar. Niestety nie dotarliśmy też do mariny, gdzie podobno cumują luksusowe jachty. Słyszałem, że Marbella to takie hiszpańskie Cannes. Przespacerowaliśmy się jeszcze nadmorską promenadą, gdzie w jednej z okolicznych kawiarni wypiliśmy schłodzone piwo przed powrotem do domu, oczywiście Ci, którzy nie byli tego dnia kierowcami. W ten sposób zobaczyliśmy kolejne miasta na Costa del Sol, a przed nami były jeszcze dwie wycieczki, ale o tym już następnym razem.