Wigilijne uszka z grzybami

Barszcz czerwony z uszkami to chyba najbardziej tradycyjne i podstawowe danie na polskim, wigilijnym stole. Dziś chciałbym Wam podać przetestowany na żywo przepis na uszka z grzybami. Ameryki w tym zakresie nie odkryję, bo nasze babcie od dziesiątek lat robiły i doskonaliły ten przepis. W Internecie krążą różne wersje, z dodatkiem masła, oliwy, z jajkiem, z wodą gorącą lub zimną. Moja Mama zawsze robi ciasto na uszka z dodatkiem masła i jednego jaja, było ono dobre, ale w mojej ocenie ciut za twarde po ugotowaniu. Podając Wam ten przepis, ja sam osobiście przetestowałem przepis Magdy Gesler. Dla mnie to już zostanie poniższy przepis, jako uszka według Magdy Gesler. Skoro jednak przepis się sprawdził warto go promować i polecać innym, mniej lub bardziej doświadczonym kucharzom. 

Na przygotowanie około 170 uszek potrzeba 80 dag mąki, sól i wodę przegotowaną w temperaturze pokojowej. Sam wątpiłem w brak jajka lub jakiejkolwiek odrobiny tłuszczu, ale ciasto bez tych dodatków wyszło idealne. Do farszu potrzeba około 1 kilograma namoczonych grzybów – prawdziwków i podgrzybków, piszę namoczonych, bo suche są znacznie lżejsze więc łatwiej mi ocenić proporcje już po wadze namoczonych. Dodatkowo 1 dużą cebulę, 1 żółtko, 1/3 kostki masła, sól i pieprz do smaku.

Grzyby moczymy dzień wcześniej, a następnie gotujemy w wodzie, w której się moczyły. Wodę z gotowania możemy później wykorzystać przygotowując bigos lub kapustę z grzybami. Wystudzone, ugotowane grzyby mielimy w maszynce do mięsa lub drobno siekamy, dodajemy sól i pieprz do smaku oraz pokrojoną w drobną kostkę i zeszkloną na maśle cebulkę. Na koniec dodajemy żółtko i mieszamy do połączenia wszystkich składników. W przepisie Magdy Gesler nie ma żółtka, ale ja zawsze muszę coś po swojemu zrobić więc taka moja własna drobna inicjatywa w tym zakresie.Tak przygotowaną masę wkładamy do lodówki by się dobrze schłodziła. Łatwiej nam później będzie nakładać porcje na ciasto i dzięki temu farsz po ugotowaniu powinien zachować soczystość. 

Czas teraz na przygotowanie ciasta. Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy sól i stopniowo wodę, zarabiając ciasto do środka. Wody dajemy tyle, ile wchłonie mąka. Jest jedna zasada, ciasto nie może być za rzadkie, gdyż w przeciwnym razie będzie się nam lepiło do stolnicy i rąk, ani za twarde. Przyznam się nieskromnie, że mnie za pierwszym razem udało się uzyskać pożądaną konsystencję. Ciasto wyszło idealnie plastyczne i elastyczne. Tak przygotowane ciasto wkładamy pod nagrzany garnek i trzymamy pod nim aż do wystygnięcia garnka. Tak było w przepisie Pani Magdy, ale też zwróciłem na to uwagę i w innych przepisach podawanych w sieci. Temperatura wpływa na gluten zawarty w mące i uzyskuje się lepszą strukturę ciasta do rozwałkowywania.

Następnie ciasto dzielimy na porcje i rozwałkowujemy dość cienko, podsypując lekko mąką by ciasto nie przykleiło się nam do stolnicy, w przeciwnym razie trzeba je będzie od nowa rozwałkowywać. Ciasto kroimy w kwadraty o boku około 4 cm. Idealne są malutkie, niemal biżuteryjne uszka, ja jednak nie mam tyle cierpliwości do lepienia takich miniaturek. Na każdy kwadrat nadkładamy porcję farszu i zlepiamy najpierw w formie trójkątnego pieroga, a następnie zawijamy i sklejamy dwa końce, uzyskując kształt uszka. Tak przygotowane uszka gotujemy w osolonej wodzie około 3 do 4 minut od wypłynięcia. I oto cały sekret przepisu na idealne uszka. Jeśli przygotowujemy uszka kilka dni wcześniej przed Wigilią zamrażamy je w formie surowej bez obgotowywania.

Spokojnie polecam ten przepis, ciasto wychodzi idealnie gładkie, plastyczne o właściwej konsystencji. Jeśli by za pierwszym razem Wam nie wyszło, tzn. było za rzadkie, nie zrażajcie się, z czasem dojdziecie do ideału, mnie na szczęście udało się to za pierwszym razem. Domowe uszka z grzybami są najlepsze.

Brownie, najbardziej amerykańskie ciasto

Brownie to chyba najbardziej amerykańskie z amerykańskich ciast, o których słyszałem. Przyszedł czas, że sam postanowiłem upiec to ciasto, a że wyszło dobre chciałbym się podzielić z Wami moim przepisem. Oczywiście nie wymyśliłem nowego przepisu, ale wzorowałem się na tych dostępnych w internecie i wybrałem własną recepturę. Podstawę przepisu na brownie stanowią 3 tabliczki gorzkiej czekolady dobrej jakości z dużą ilością kakao, polecam czekoladę gorzką z Wawela, ma więcej zawartości kakao niż wedlowska. Nie używajcie czekolad mlecznych, one nie nadają się do tego ciasta. Dodatkowo potrzeba kostkę masła 200 g, 3 całe jaja,  200 g cukru, 130 g maki, szczyptę soli. W niektórych przepisach podają więcej cukru, ja uważam że 200 g w zupełności wystarczy.

Masło roztapiamy w rondelku na małym ogniu, pilnując by się nie przypaliło, do roztopionego masła dodajemy 3 tabliczki gorzkiej czekolady, mieszając doprowadzamy do roztopienia się czekolady. Musimy jednak pilnować, gdyż chwila nieuwagi i czekolada może się przypalić, dlatego nie trzymajmy cały czas rondelka na ogniu, temperatura rozgrzanego masła zrobi swoje i czekolada się rozpuści. Rozpuszczoną z masłem czekoladę odstawiamy na bok by się lekko przestudziła. Można pozostawić kilka kostek czekolady i później je dodać do zmiksowanej masy przed włożeniem do piekarnika.

W międzyczasie ubijamy mikserem na gładką masę jaja z dodatkiem cukru. W przepisach podają biały drobny cukier, ja użyłem brązowego, no skoro to amerykańskie ciasto to musiał być brązowy i po raz kolejny też takiego użyję, Wam też polecam brązowy cukier do pieczenia brownie. Następnie zmniejszamy obroty miksera, wlewamy do masy jajecznej roztopioną z masłem czekoladę i miksujemy do połączenia. Na koniec dodajemy stopniowo mąkę i szczyptę soli. Miksujemy wszystkie składniki na niskich obrotach do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji. 

Piekarnik nagrzewamy do 160°C. Do pieczenia wykorzystujemy małą kwadratową brytfankę o wymiarach około 25×25 cm, którą wykładamy papierem do pieczenia. Masę czekoladową wylewamy do brytfanny, równo rozsmarowujemy i pieczemy w temperaturze 160°C przez 30 minut z włączonym termoobiegiem. Przed włożeniem do piekarnika, tak jak wcześniej wspominałem, możemy powciskać do masy pokruszone kawałki czekolady. To już zależy od indywidualnych preferencji, czy całą czekoladę rozpuścimy, czy postawimy kilka kawałków, wtedy po upieczeniu będziemy mieli w cieście takie czekoladowe oczka. Nawet nie sprawdzałem patyczka, czy ciasto jest upieczone. Brownie musi być w środku lekko zakalcowate, to cała magia tego ciasta. Ja piekłem około 35 minut i to było ciut za dużo, po pierwszej próbie w mojej ocenie optymalny czas pieczenia to między 25 a 30 minut nie więcej. Ciasto jest przepyszne, kleiste w środku i takie czekoladowe, po prostu doskonałe. Kto nie próbował jeszcze upiec własnego brownie polecam, to na prawdę prosty przepis na smaczne ciasto. 

Domowy, naturalny humus

Dawno już nie dawałem nowego wpisu i przepisu, ale tak jakoś wychodziło. A to urlop, a to praca, a to inne zadania. Trzeba jednak wrócić do rozwijania swoich pasji, czyli gotowania i wymyślania nowych przepisów oraz testowania tych sprawdzonych. 

Tym razem postanowiłem wreszcie sam przygotować domowy humus. Była ku temu okazja, bo odwiedzili mnie znajomi, z którymi nie widzieliśmy się z pół roku więc jakieś przekąski musiały pojawić się na stole. W sumie to całkiem proste i nie wymaga skomplikowanych składników. Do przygotowania humusu potrzeba ciecierzycy, albo gotowanej, albo gotowej w zalewie ze słoika, pasty sezamowej tahini, soku z połówki cytryny, kuminu mielonego, oliwy, soli.

Jeśli mamy gotową ciecierzycę ze słoika odlewamy zalewę, ale nie do zlewu, tylko do kubka, przyda się potem to nadania odpowiedniej konsystencji humusu. Ciecierzycę miksujemy blenderem z dodatkiem soku z cytryny, dwóch lub trzech łyżek oliwy, trzech łyżek pasty sezamowej, kuminu oraz z odrobiną soli, do uzyskania jednolitej masy. Wodę z zalewy dodajemy stopniowo do nadania odpowiedniej konsystencji. Humus nie może być za rzadki, ale jednocześnie nie za gęsty, po kilku próbach dojdziecie do perfekcji, bez obaw. Nie przesadźmy też z ilością kuminu gdyż może zdominować cały smak humusu, a nie powinien. Oto cały sekret przygotowania domowego humusu. Jest świeży, bez konserwantów i mamy pewność, że nie zawiera żadnych niepotrzebnych dodatków. W zależności od gustu można dodać czarnuszkę lub sproszkowane chili, do nadania lekkiej ostrości. Jeśli przygotowujemy humus z suchych ziaren ciecierzycy, dzień wcześniej musimy je namoczyć w wodzie i pozostawić na noc, a następnie gotować do miękkości. Ciecierzycę odsączamy z wody, w której się gotowała, pozostawiając około kubek płynu, który podobnie jak w przypadku zalewy ze słoika wykorzystamy do nadania paście odpowiedniej konsystencji. Pozostałe czynności opisałem już powyżej. Pamiętajmy by używać dobrej jakości oliwy i pasty sezamowej, te składniki decydują o całym smaku.

Smacznego, testujcie, próbujcie, polecam…

Schab pieczony na zimno

Nie ma to jak przygotowane samemu i upieczone w domu mięso, które możemy podać na zimno. Smakuje o wiele lepiej niż kupione w delikatesach, a przede wszystkim nie zawiera ani grama chemicznych dodatków. Mięso najlepiej zamarynować dzień wcześniej w przyprawach. We wpisie podam, jak przygotować schab, ale w ten sam sposób postępujemy z karczkiem, czy łopatką. Do pieczenia najlepiej nadaje się kawałek mięsa o wadze tak 1,3 kg. Do przyprawienia używam suszonych ziół majeranku, tymianku i rozmarynu (po łyżce każdego), 4 ząbki czosnku i sól. 

Mięso oczyszczamy z błon i nadmiaru tłuszczu. Czosnek kroimy w grube plasterki. Mięso nakłuwamy nożem ze wszystkich stron i w powstałe szczeliny wciskamy plasterki czosnku, tak by nie wypadały. Nafaszerowane czosnkiem mięso obtaczamy w mieszance przygotowanej z ziół i obficie posypujemy solą. Praktycznie można powiedzieć, że na powierzchni powinna powstać skórka ziołowa. Przyprawiony schab odkładamy na całą noc do lodówki. Mięso najlepiej piec w rękawie do pieczenia, gdyż nie wyjdzie przesuszone. Z wierzchu możemy je jeszcze posypać trochę solą tuż przed pieczeniem. Do rękawa wlewamy około pół szklanki wody i szczelnie zamykamy na obu końcach. Mięso pieczemy w temperaturze 160 do170°C około 1 godziny i 45 minut. Zasada jest taka, że 1 godzina pieczenia przypada na kilogram mięsa. Niektórzy pieką w temperaturze 180°C, ja osobiście wolę trochę dłużej i w niższej temperaturze. Proste i smaczne, bo wiadomo z jakich składników przygotowane. Takie mięso można serwować na zimno, ale również i na ciepło z sosem. Na zimno najlepiej smakuje z chrzanem lub ćwikłą. Nie polecam jednak wykorzystywać sosu z pieczenia, gdyż jest bardzo słony i może zepsuć smak, lepiej go dosyć mocno rozrzedzić lub wykorzystać w niewielkiej ilości, jako bazę smakową do innego sosu.

Mazurek makowy z czekoladowym ganache

Mazurek, to jeden ze słodkich symboli Wielkanocy. Nigdy nie piekłem tego ciasta, więc przyszła pora by sprawdzić się w tym przepisie. Wybrałem mazurek makowy z polewą czekoladową. Na kruche ciasto potrzeba 250 gram mąki, 125 gram masła, 75 gram cukru, jedno jajo, cukier waniliowy, szczyptę soli. Na masę makową 80 dag maku (może być kilogram), 2/3 szklanki cukru, pół szklanki orzechów włoskich, pół szklanki rodzynek, 6 jaj, łyżkę mąki ziemniaczanej, jedno jabłko. Na polewę dwie tabliczki czekolady gorzkiej oraz kilka łyżek śmietanki 30%.

Zaczynamy od przygotowania spodu. Mąkę, cukier, szczyptę soli siekamy ze schłodzonym masłem, następnie dodajemy jedno jajo po czym szybko zagniatamy ciasto. Kruche ciasto musi się dobrze schłodzić więc zawijamy je w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na około 4 godziny.  

Masę makową możemy przygotować sami lub skorzystać z gotowej masy z puszki. Jeśli sami przygotowujemy masę, najpierw musimy mak sparzyć we wrzątku, najlepiej zrobić to dzień wcześniej. W tym celu zalewamy mak wrzątkiem i pozostawiamy na kilka godzin. Wody powinno być znacznie więcej, gdyż w ten sposób zanieczyszczenia pozostaną nam na powierzchni, a mak opadnie na dno garnka. Wystudzony i odsączony mak mielimy w maszynce do mięsa razem z orzechami włoskimi. Żółtka ucieramy z cukrem na puszysty kogel-mogel, a z białek przygotowujemy pianę. Najpierw do zmielonego maku dodajemy mąkę (możemy też dodać kaszę mannę zamiast mąki) i mieszamy by składniki się połączyły. Następnie masę dodajemy do przygotowanego już kogla-mogla, kolejno rodzynki, starte na tarce o grubych oczkach jabłko i wszystko miksujemy na niskich obrotach. Na koniec łączymy z pianą z białek, po dodaniu piany masę już lekko mieszamy łyżką by piana bardzo nie opadła. Jeśli korzystamy z gotowej masy makowej z puszki, dodajmy mniej cukru do żółtek, bo sama masa jest już dość słodka. Mak dodajemy do ubitych z cukrem żółtek, następnie mąkę, rodzynki i starte jabłko i miksujemy na niskich obrotach mieszadłem do ciast. Na koniec dodajemy pianę i mieszamy już tylko łyżką.

Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim dno i boki brytfanny. Na wierzch kładziemy papier do pieczenia i wysypujemy ziarna fasoli, by ciasto nam nie pofalowało się podczas podpiekania. Ciasto podpiekamy w temperaturze 200°C przez 10 minut z włączonym termoobiegiem. Następnie wykładamy na ciasto masę makową i pieczemy jeszcze 45 minut w temperaturze 175°C z włączoną dolną blachą i termoobiegiem. Można oczywiście od razu na surowe ciasto wykładać masę makową, wtedy smarujemy wcześniej ciasto białkiem, wytworzy się warstwa izolująca i ciasto nie nasiąknie bardzo od masy i nie zrobi się za miękkie. Ja tym razem od razu dałem masę na ciasto bez podpiekania.

Upieczone i wystudzone ciasto pokrywamy polewą czekoladową. Czekoladę rozpuszczamy w misce na parze, do rozpuszczonej czekolady dodajemy kilka łyżek śmietanki. Tak przygotowaną masę rozsmarowujemy na wierzchu naszego mazurka. Do ozdoby możemy wykorzystać płatki migdałów i kawałki orzechów oraz wiórki kokosowe, ewentualnie inne gotowe ozdoby cukiernicze.  Pamiętajcie czekolada po dodaniu śmietanki bardzo szybko zmienia konsystencję i gęstnieje, ale wtedy można dodać więcej śmietanki, by masa wróciła do kremowej rozsmarowywalnej konsystencji. Musimy jednak dość energicznie mieszać by nie powstały czekoladowe grudki.

Zapiekanka pasterska

Dzisiaj pora na zapiekankę pasterską. Już jakiś czas temu zakupiłem takie małe naczynia do zapiekania na pojedyncze porcje i w nich przygotowałem zapiekankę. Moja wersja jak to u mnie różniła się trochę od oryginalnego przepisu. Nie użyłem czerwonego wina i bulionu, za to wykorzystałem paprykę i bakłażany. Do mojej wersji wykorzystałem, tak 60 dag mielonego mięsa wołowego, jedną marchew, powinienem dodać jedną cebulę ale o niej zapomniałem, 4 ząbki czosnku, suszony tymianek i rozmaryn, pół słoiczka koncentratu pomidorowego, 5 dużych ziemniaków, kubek śmietany 30% i szczyptę gałki muszkatołowej.

Cebulę obieramy, kroimy w kostkę i musimy zeszklić na odrobinie oleju. Następnie dodajemy mięso, wyciskamy obrane ząbki czosnku, tymianek i rozmaryn i smażymy na lekko brązowy kolor. Musimy uważać by mięso nam się bardzo nie zbiło w większe kawałki więc w razie czego wszystko możemy podrobić ewentualnie widelcem. W międzyczasie przygotowujemy marchew, którą ścieramy na tarce o grubych oczkach, paprykę kroimy w kostkę. 

Gdy mięso jest już prawie gotowe dodajemy marchew, paprykę i jeszcze chwilę dusimy. Na koniec dodajemy pół słoiczka koncentratu pomidorowego i podlewamy lekko wodą. Doprawiamy solą, cukrem i świeżo mielonym czarnym pieprzem. Dusimy jeszcze z 10 minut. Powinniśmy otrzymać konsystencję gęstego sosu, zbliżoną do bolognese, no ciut gęściejszą. Przygotowany sos pomidorowo-mięsny wykładamy na dno naczyń i lekko uciskamy. Na wierzchu układamy pokrojonego w plastry bakłażana.

W czasie gdy przygotowujemy mięso musimy ugotować już ziemniaki. Najlepiej trzeba tak sobie to tak ustawić czasowo by ziemniaki były gotowe równo z mięsem, ewentualnie mięso możemy wcześniej przygotować. Ugotowane ziemniaki ubijamy ze śmietaną i gałką muszkatołową, by uzyskać gęstą, łatwo rozsmarowującą się konsystencję puree. Lepiej ziemniaków nie przygotowywać za wcześnie, gdyż nasze puree stwardnieje i będziemy mieli problem, przy nakładaniu na mięso musi być miękkie. Na bakłażanach rozsmarowujemy puree ziemniaczane, które z wierzchu możemy lekko zmierzwić nożem lub łyżką, ładniej będą wyglądały zrumienione krawędzie po upieczeniu. Zapiekanki wstawiamy do nagrzanego do 180°C piekarnika i zapiekamy około 20 minut. Zasadniczo, gdy z wierzchu ziemniaki zaczną się przypiekać to znak, że zapiekanka jest już gotowa. Moja wyszła przepysznie, z nutą gałki muszkatołowej, którą uwielbiam i tym aromatem tymianku i rozmarynu. Polecam, bo jest prosta w wykonaniu, a podana w indywidualnych naczyniach do zapiekania wygląda bardzo elegancko. Z dodatkiem bakłażana nabrała lekko greckiego charakteru J

Andruty z kajmakiem i dżemem jagodowym

Andruty, chyba każdy pamięta z czasów dzieciństwa. W niektórych rejonach nazywane są one pischingerami. Moja Mama kiedyś robiła andruty z kremem czekoladowym. Ja zazwyczaj robię andruty przekładane masą kajmakową i dżemem.

Do mojej wersji potrzeba jednego opakowania suchych wafli, większy słoiczek dżemu najlepiej kwaskowatego, ja zwykle używam jagodowego, oraz jedną puszkę zagęszczonego mleka słodzonego. Ktoś by zadał pytanie, a co z kajmakiem. Masę kajmakową przygotowujemy właśnie z zagęszczonego mleka. Puszkę wkładamy do zimnej wody, tak by była cała przykryta wodą, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 50 minut na wolnym ogniu, w tym czasie mleko się zagęści i otrzymamy nasza masę. Wafle smarujemy od tej strony z zagłębieniami, na przemian jedną warstwę dżemem, jedną masą kajmakową, zaczynając od kajmaku. W sumie powinno wyjść nam 5 warstw. Przykrywając ostatnią warstwę waflem kładziemy go do środka wgłębieniami, by z wierzchu był płaski. Tak przygotowanego andruta lub jak kto woli pischingera należy dokładnie przycisnąć i pozostawić najlepiej na całą noc pod równomiernym kilkukilogramowym obciążeniem by blaty posklejały się ze sobą. Następnie całość kroimy w kostki i wkładamy do szczelnego opakowania. Tak przygotowane domowe wafelki możemy trzymać kilka dni, chyba że szybciej zostaną przez domowników spałaszowane. Masa kajmakowa jest dość słodka więc polecam dżem kwaśny w smaku dla zbalansowania słodyczy. Szybka i bardzo prosta słodka przekąska, a jakże lubiana przez wszystkich.

Ciasto jogurtowe z cynamonem i jabłkami

Do tej wersji ciasta jogurtowego skłoniły mnie ślimaczki cynamonowe, które ostatnio widziałem w jakiejś cukierni. Pomyślałem sobie, że do ciasta jogurtowego, na. Które podawałem już Wam przepis dodam kawałki jabłek i cynamon. Jogurtowe ciasto kubeczkowe to jedno z najprostszych ciast, z którym każdy nawet niedoświadczony kucharz może się zmierzyć. Do tej wersji potrzeba 1 kubek jogurtu naturalnego (ja używam marki Zott 370 g), 1 kubek oleju, ¾ kubeczka cukru, 2,5 kubka mąki, 4 jaja, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej i jedno opakowanie cukru waniliowego. Dodatkowo dwa jabłka i 3 łyżki cynamonu. Do odmierzenia proporcji wykorzystujecie kubek po jogurcie.

Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystamy z miksera by ciasto było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodajemy cukier, cukier waniliowy oraz kawałki jabłek. Na koniec dajemy suche składniki, czyli przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, a całość mieszamy łyżką. W międzyczasie dodajemy 3 łyżki cynamonu. Cynamon nie musi się równomiernie wymieszać, wtedy uzyskamy w cieście takie smugi brązowawe, a w przekroju ciasto nie będzie jednolicie brązowe. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Używam standardowej, prostokątnej blachy. Ciasto piekłem w temperaturze 150°C z włączoną dolną blachą i termoobiegiem przez 25 minut, a następnie przez kolejne 20 minut w temperaturze 175°C. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone. Ciasto wyszło puszyste i wilgotne.Prawda jaki prosty przepis. Spróbujcie, polecam, a zobaczycie, że nie raz upieczecie to przepyszne ciasto. Z jabłkami smakuje równie dobrze. Ehh… już mi ślinka cieknie.


Faworki, czyli chrust, smak karnawałowej rozpusty

Karnawał trwa w najlepsze, do tłustego czwartku pozostał jeszcze prawie miesiąc. W tym roku jest to wyjątkowo długi okres, bo Wielkanoc wypada w końcu kwietnia. Trzeba się więc cieszyć i korzystać z uroków zabaw karnawałowych. Na domowej prywatce ze znajomymi ważne są również przekąski. Dziś podam Wam przepis na typowe karnawałowe słodkości, czyli faworki. Na jedną porcję potrzeba 200 g mąki, 3 żółtka, łyżkę czystego spirytusu, szczyptę soli,3 łyżki kwaśnej gęstej śmietany, łyżeczkę cukru waniliowego. Z takiej porcji otrzymamy około 30 do 40 faworków, w zależności jak grubo będziemy rozwałkowywali ciasto. Na większą ilość proporcje musimy odpowiednio zwiększyć.

Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy sól i rozmieszane z cukrem waniliowym żółtka. Gdy żółtka połączą się z mąką, powinniśmy uzyskać coś podobnego do kruszonki, dodajemy śmietanę i zaczynamy wyrabiać ciasto. Pamiętajmy by w trakcie wyrabiania dodać łyżkę spirytusu. Spirytus powoduje, że ciasto nie będzie tak chłonęło tłuszczu w czasie smażenia, a faworki nie wyjdą bardzo tłuste, lecz chrupiące. Ciasto wyrabiamy aż będzie gładkie i plastyczne, a następnie zawijamy w ściereczkę tak na 10 minut by chwilę odpoczęło, będzie się wtedy mniej kleić podczas rozwałkowywania. 

W szerokim płaskim rondlu roztapiamy smalec, karnawał pozwala na lekką rozpustę więc nie miejmy wyrzutów sumienia z powodu wyższej kaloryczności. Niestety na oleju to nie będzie ten smak więc nawet tym dbającym o linię polecam smalec.  Ciasto dzielimy na porcje i rozwałkowujemy dość cienki placek. Możemy w czasie wałkowania lekko podsypać mąką by ciasto nie kleiło się do stolnicy, ale nie za dużo, bo później mąka się będzie szybko spalać w gorącym tłuszczu. Tak rozwałkowane ciasto tniemy w paski szerokości około 3 centymetrów i długości 10 centymetrów. Nie polecam szerszych, gdyż faworki wyjdą po prostu za szerokie i nie ładne, dłuższe zawsze mogą być. Każdy pasek nacinamy wzdłuż po środku nożem i przewijamy przez środek jeden brzeg ciasta.

Tak przygotowane faworki smażymy na jasno złoty kolor. Po wyjęciu z rondla proponuję je odsączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Ciepły jeszcze chrust posypujemy cukrem pudrem. Ot i cała filozofia przepisu, smacznego… Chyba nie znam nikogo, kto by nie lubił faworków.

Kruchy zawijaniec z orzechami

Uwielbiam to ciasto, a Wy? Jeśli jeszcze nigdy go nie próbowaliście, gorąco polecam jest przepyszne i jest to jedno z moich ulubionych ciast. Przygotowanie jest może i trochę czasochłonne, ale warte zachodu. Na ciasto potrzeba nam 250 g mąki, 125 g masła, 75 g cukru, 1 jajo, opakowanie cukru waniliowego, szczyptę soli. To jest proporcja składników na jedno ciasto. Jeśli chcecie zrobić dwa lub trzy zawijańce to po prostu musicie zagnieść (używając powyższych proporcji na jedną), 3 lub 4 kulki ciasta. Na masę potrzeba dużą miskę mielonych orzechów włoskich, tak wagowo to będzie z 1,5 kg na 3 lub 4 ciasta, 2/3 litra mleka, około 0,5 kg cukru pudru.

Zaczynamy od przygotowania tylu porcji ciasta, ile planujemy upiec zawijańców. Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy szczyptę soli, pokrojone w kostkę masło, cukier, a następnie siekamy nożem. Pamiętajcie masło powinno być zimne, nie prosto z lodówki, ale nie bardzo plastyczne, tak jak pozostanie w temperaturze pokojowej około 15 do 20 minut po wyjęciu z lodówki będzie dobrze. Do wstępnie połączonych składników dodajemy jedno całe jajo i szybko zagniatamy by uzyskać gładkie, nielepiące się ciasto. Zawsze możemy lekko podsypać mąką, jeśli w trakcie wyrabiania będzie się lepiło do stolnicy. Zagniecioną kulkę ciasta wkładamy zawiniętą szczelnie folią spożywczą do lodówki na około 4 godziny. Każdą kulkę ciasta zawijamy oddzielnie. Mając 4 godziny czasu możemy obrać orzechy, jeśli kupiliśmy w łupinach, a następnie zemleć. Jak mamy orzechy zmielone możemy się zabrać za inne ciekawe zajęcia w oczekiwaniu, aż ciasto dobrze się schłodzi. Orzechy łączymy z cukrem i mlekiem na sam koniec. Masa bardzo szybko wchłania mleko i robi się po prostu twarda i trudna w rozsmarowywaniu na cieście więc musimy dodawać więcej mleka.

Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki na 10 do 15 minut przed rozwałkowywaniem, by lekko zmiękło. Przygotowujemy foremki „keksówki” standardowej długości 40 centymetrów, które wykładamy papierem do pieczenia. Teraz jest czas na dokończenie masy orzechowej, do orzechów najpierw przesiewamy cukier puder i mieszamy by orzechy połączyły się z cukrem, a następnie dodajemy mleko do uzyskania konsystencji łatwej w smarowaniu, ale nie za rzadkiej. Pamiętajcie najpierw mieszamy suche składniki, w przeciwnym razie cukier puder się nam zbryli i będzie ciężko zmieszać go z masą mokrą. Na rozwałkowany blat ciasta rozsmarowujemy masę orzechową pozostawiając wzdłuż brzegów po około centymetrze ciasta na sklejenie. Całość zawijamy jak roladę zawijając boki i końcowy brzeg. Ja lekko smaruję wodą brzegi by ciasto lepiej się skleiło. Tak uformowane ciasto najlepiej jest wturlać do foremki sklejeniem do dołu, gdyż jest dość ciężkie i przy przenoszeniu może pęknąć. Wierzch ciasta smarujemy wodą przed włożeniem do piekarnika. Ciasto pieczemy w temperaturze 170°C przez pół godziny z włączonym termoobiegiem i dolną blachą, a następnie kolejne pół godziny (może już nie całe, by nie spiec ciasta za mocno) w temperaturze 180°C już tylko z samym termoobiegiem. By ciasto było upieczone potrzeba tak 50 minut do godziny maksymalnie, w zależności od zdolności grzejnych piekarnika. Sam przepis jak widzicie jest prosty, choć czasochłonny z uwagi na chłodzenie ciasta. Warto jednak tyle czekać, gdyż ciasto smakuje obłędnie. Z wierzchu możemy je posypać cukrem pudrem. Próbujcie, smakujcie…