Kurczak na chińską nutę z makaronem ryżowym

Każdy chyba od czasu do czasu ma ochotę na tzw. „chińszczyznę”. Barów z kuchnią chińską jest cała masa, choć takich prawdziwych niewiele. W sklepach możemy dostać mrożonki z chiońskimi daniami lub  gotowe dania w słoikach. Może i smakują one tak, jak oczekiwalibyśmy, ale na pewno zawierają w sobie całą masę sztucznych barwników, czy polepszaczy smaku. Korzystając z naturalnych składników możemy sami przygotować takie danie, które na pewno będzie o wiele zdrowsze od tych gotowych, które możemy kupić. Do mojej wersji kurczaka po chińsku potrzeba na porcję dla dwóch osób dwa filety z piersi kurczaka, jedną czerwoną paprykę, jedną większą marchewkę, jednego pora, kilka grzybów mun, puszkę kiełków fasoli, 3 liście kafiru. Dodatkowo sos sojowy, sos rybny, pastę tahini i jedno opakowanie makaronu ryżowego. 

Kurczaka kroimy w kostkę i dzień wcześniej możemy zamarynować w kilku łyżkach sosu sojowego i jednej łyżce pasty tahini. Marchew, paprykę i pora kroimy na kawałki długości 5 centymetrów, a następnie w wąskie paseczki, tak by wszystkie składniki były mniej więcej równych rozmiarów. Możemy dodać również kilka grzybów mun, ja o nich tym razem zapomniałem więc nie dodałem do mojego dania. Makaron przygotowujemy zgodnie z opisem na opakowaniu. Zazwyczaj tego makaronu się nie gotuje tylko zalewa na około 3 minuty wrzątkiem i jest gotowy. Przygotowanie dania zaczynamy od smażenia kurczaka, warzywa muszą pozostać chrupkie więc im tyle czasu nie potrzeba. Ja mam patelnię zbliżoną kształtem do woka, taka jest najlepsza lub typowy wok, kto nie ma może użyć zwykłej patelni.

Kurczaka smażymy na oleju kilka minut, do momentu, kiedy widzimy, że nie jest już surowy z dodatkiem jeszcze sosu sojowego, rybnego i łyżki pasty tahini. Uważajmy z ilością sosu sojowego i rybnego, by danie nie wyszło za słone, lepiej później doprawić niż dać za dużo. Od samego początku dodajemy też liście kafiru. Następnie dodajemy marchew, grzyby mun, potem paprykę i pora. Dodawajmy warzywa w takiej kolejności w odstępach około 2-3 minutowych od tych najtwardszych, do najmiększych, te nie potrzebują aż tyle czasu. Jak wyjdą rozgotowane całe danie straci swoją konsystencję, tak jak wspominałem wcześniej, warzywa muszą pozostać lekko chrupiące, a nie rozmiękłe. Do podostrzenia smaku dodałem szczyptę chili, nie używałem za to ani grama soli, sos sojowy i rybny są wystarczająco słone. Na sam koniec dodajemy kiełki fasoli i przygotowany makaron. Całość jeszcze chwilę trzymamy na ogniu mieszając by smaki się połączyły i gotowe. Oto cały sekret chińskiego dania w mojej wersji. Smakuje doskonale i jest na pewno o wiele zdrowsze niż takie z mrożonek lub słoika.

Makowiec japoński

Makowiec, to jedno z moich ulubionych świątecznych ciast. Od zawsze je lubiłem, problem w tym, że ciasto drożdżowe w typowej strucli makowej dość szybko wysycha, zwłaszcza takie domowe, jak robisz bez żadnych ulepszaczy. Ten makowiec jest zupełnie inny, bo pozbawiony całkowicie ciasta, wydawałoby się niemożliwe, a jednak. Do makowca według mojego przepisu, to są proporcje na trzy foremki standardowej długości, potrzeba 1,3 kilograma maku, 30 dag miękkiego masła, 45 dag cukru, 6 do 7 soczystych winnych jabłek, około pół kilograma kaszy manny, dwie garście rodzynek, dwie garście łuskanych orzechów włoskich, 12 jaj, dwa olejki migdałowe, płaską łyżkę proszku do pieczenia.  

Mak najlepiej przygotować wieczorem dzień wcześniej. Sypki mak musimy sparzyć, ja to robię 3 razy. Mak wsypujemy do dużego garnka i zalewamy wrzątkiem na 10 minut, zlewamy powstały osad i ponownie zalewamy wrzątkiem też na 10 minut. Jeszcze raz zlewamy osad, zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy do następnego dnia. Zaparzony i odstany mak przecedzamy i pozostawiamy na sicie tak z pół godziny, by się w miarę dobrze odsączył. Po odsączeniu mak mielemy 3 razy w maszynce do mięsa razem z orzechami włoskimi.

Miękkie masło ucieramy z cukrem na puszystą masę, białka oddzielamy od żółtek, które stopniowo dodajemy do masy maślanej. Białka wykorzystamy potem do piany. Mak mieszamy z sypką kaszą manną i proszkiem do pieczenia, lepiej mieszać odrębnie suche składniki, by potem nie zrobiły się grudki z kaszy manny. Do tak przygotowanego maku dodajemy masę jajeczno maślaną i miksujemy końcówkami do wyrabiania ciasta, by wszystkie składniki się połączyły. Jabłka obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Po wymieszaniu z jajami dodajemy do masy makowej nasączone w wodzie lub alkoholu rodzynki, olejek do ciasta i starte jabłka. Wszystko dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji masy. Na koniec dodajemy pianę z ubitych białek i delikatnie mieszamy, uważając by piana nie opadła za bardzo. Przygotowaną masę wykładamy do foremek wyłożonych papierem do pieczenia. Makowiec pieczemy z termoobiegiem i włączoną dolną blachą przez 25 minut w temperaturze 170°C. Następnie zwiększamy temperaturę do 180°C i pieczemy kolejne 20 do 25 minut. Około 50 minut wystarczy by makowiec nie wyszedł potem przesuszony. Przestudzone ciasta zdobimy polewą czekoladową, możemy też wykorzystać wiórki kokosowe, w zależności od fantazji dekoratorskich. 

Uwielbiam takiego makowca, utrzymuje wilgotność przez kilka dni i jest przepyszny, sami spróbujcie.

Krem z dyni w nowej odsłonie

Dziś podam Wam trochę inny przepis na pyszny krem z dyni. Zmieniłem niektóre składniki i wyszło lepiej. Mimo iż za oknami jeszcze lato, to jesień zbliża się do nas coraz większymi krokami. Czuć już zmianę pory roku w powietrzu i słońce też jakieś takie jesienne. W sklepach też zaczynają się pojawiać dynie no i moja ulubiona odmiana Hokkaido.  Na zupę w zależności od ilości osób i wielkości dyni potrzeba jednej lub dwóch sztuk. Siedzę sam w domu w weekend więc jedna dynia wystarczyła w zupełności. Oprócz dyni potrzebne będą chilli, cukier brązowy, kilka łyżek oliwy z oliwek, sól, curry oraz śmietanka 30%. 

Dynię obieramy ze skóry, kroimy w kostkę i dusimy na niewielkiej ilości oleju z dodatkiem 3 łyżeczek brązowego cukru, na taką ilość. Obrać dynię nie jest łatwo, polecam obieraczkę do warzyw, nożem idzie znacznie gorzej. Nie przejmujmy się, że podczas karmelizacji cukier może cie lekko przypalić, jak zalejemy wodą wszystko odejdzie od dna. Gdy kawałki dyni się podduszą zalewamy całość wodą. Na jedną średnią dynię około półtora litra wody. Gotujemy około pół godziny do całkowitej miękkości. Po przestudzeniu kawałki dyni miksujemy z wywarem do uzyskania kremowej konsystencji, dodajemy śmietankę, sól, curry, chilli do smaku. Ilość zastosowanego chilli będzie się różnić, w zależności od naszej tolerancji na ostrość. To jedna z najprostszych, a jednocześnie najsmaczniejszych dla mnie zup, zwłaszcza o tej porze roku. Do tego ten piękny miodowo-złoty kolor. Też pokochacie tę zupę, gorąco polecam spróbujcie, jeśli jeszcze nie próbowaliście sami zrobić kremu dyniowego.

Ciasto jogurtowe z truskawkami i kruszonką

Ciasto jogurtowe jest idealne na każdą porę roku. Przepis i przygotowanie jest tak proste, że ciasto to zagościło u mnie na stałe, a co najważniejsze baza stanowi podstawę do wielu wariacji na temat tego ciasta. Teraz w porze letniej, kiedy mamy dużo świeżych owoców naprawdę wyczarować można wiele różnych wariantów tego ciasta. Przepis na samo ciasto już Wam podawałem, ale przypomnę jeszcze raz. Do przygotowania ciasta potrzeba 1 kubek jogurtu naturalnego (ja używam marki Zott 370 g), 1 kubek oleju, ¾ kubeczka cukru, 2,5 kubka mąki, 4 jaja, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej. Do odmierzenia proporcji wykorzystujecie kubek po jogurcie. Na kruszonkę 150 gram mąki, 100 gram cukru i 100 gram masła. Tak 20 truskawek średniej wielkości, raczej mniejszych.

Zaczynamy od przygotowania kruszonki.  Mąkę mieszamy z cukrem i następnie dodajemy zimne posiekane masło, całość siekamy jeszcze nożem, a następie wyrabiamy rękami by składniki się połączyły. Powinniśmy uzyskać konsystencję kruszącego się w palcach ciasta, wtedy kruszonka jest idealna. Przygotowaną kruszonkę wkładamy do lodówki. Truskawki myjemy i pozbawiamy szypułek.

Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystamy z miksera by ciasto było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodajemy cukier i pozostałe suche składniki, czyli przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, a całość mieszamy już łyżką. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Używam standardowej, prostokątnej blachy. 

Truskawki układamy na wierzchu, wciskając lekko w ciasto. Układamy je w takich odległościach by po pokrojeniu każda kostka ciasta miała swoją truskawkę. Całość posypujemy przygotowaną wcześniej kruszonką. Ciasto piekłem w temperaturze 175°C z włączoną dolną blachą przez 25 minut, a następnie przez kolejne 20 minut w temperaturze 175°C z włączona dolną blachą i dodatkowo termoobiegiem. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone. Ciasto wyszło puszyste i wilgotne. I do tego ta kruszonka na wierzchu, idealne letnie ciasto.

Próbujcie swoje wersje ciasta jogurtowego, gorąco zachęcam i wymyślajcie własne owocowe dodatki…

Ciasto drożdżowe z rabarbarem i kruszonką

Ciasta drożdżowego nigdy jeszcze nie robiłem z uwagi na jego czasochłonność. Kiedyś jednak nadchodzi ten czas, a ponieważ więcej czasu spędzam teraz w domu postanowiłem zmierzyć się z tym ciastem. Poczytałem trochę różnych przepisów w Internecie i zrobiłem własne ciasto drożdżowe, korzystając z dostępnych przepisów i wprowadzając własne modyfikacje. 

Do przygotowania ciasta potrzeba 600 gram mąki, 5 żółtek z jaj, szczyptę soli, niepełną szklankę letniego mleka, 100 gram cukru, 150 gram masła. 

Na zaczyn 2 łyżki mąki, 4 łyżki mleka letniego i 40 gram świeżych drożdży, łyżkę cukru. 

Na kruszonkę 150 gram mąki, 100 gram cukru i 100 gram masła.  Dodatkowo 6 średniej grubości łodyg rabarbaru.

Zaczynamy od przygotowania zaczynu. Mąkę mieszamy z cukrem, dodajemy letnie mleko i rozkruszone drożdże i odstawiamy na 10 minut. Pamiętajcie jak użyjecie zbyt małego naczynia buzujące drożdże zaczną się przelewać na zewnątrz.

Teraz pora na przygotowanie ciasta. Ciasto można wyrabiać ręcznie lub w mikserze, z hakiem do wyrabiania ciasta, jeśli taki posiadacie. Ja wyrabiałem w mikserze. Do mąki dodajemy cukier, sól, żółtka jaj, szklankę letniego mleka, miękkie masło i zaczyn drożdżowy, który przez te 10 minut dwukrotnie powiększył swoją objętość. Całość wyrabiamy w mikserze na gładką konsystencję, jeśli ciasto jest zbyt rzadkie i kleiste możemy dodać jeszcze odrobinę mąki. Wyrabiamy ciasto przynajmniej 10 minut. Moje wyszło raczej lekko kleiste niż plastyczne, ale nie dodawałem mąki, po upieczeniu może wyjść zbyt zbite. Wyrobione ciasto przekładamy do większego naczynia, oprószamy mąką, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około godzinę.

W międzyczasie obieramy z włókien rabarbar i kroimy w kostkę, przygotowujemy też kruszonkę.

Mąkę mieszamy z cukrem i następnie dodajemy zimne posiekane masło, całość siekamy jeszcze nożem, a następie wyrabiamy rękami by składniki się połączyły. Powinniśmy uzyskać konsystencję kruszącego się w palcach ciasta, wtedy kruszonka jest idealna. Przygotowaną kruszonkę wkładamy do lodówki.

Piekarnik rozgrzewamy do 170°C z włączoną dolną blachą, bez termoobiegu.

Porcja ciasta wystarcza na blachę o wymiarach 40 cm x 25 cm. Formę wykładamy papierem do pieczenia. Wyrośnięte ciasto ubijamy pięścią by się odgazowało, wykładamy do wyłożonej papierem formy i odstawiamy przykryte ściereczką na 5 minut. Następnie na ciasto wykładamy równomiernie  rabarbar i posypujemy przygotowaną wcześniej kruszonką. 

Ciasto wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 50 minut, do efektu tzw. suchego patyczka. Proponuję test przeprowadzić już po 47, 48 minutach. Ja swoje ciasto piekłem około 60 minut i wyszło chyba ciut za bardzo spieczone od spodu, choć bardzo puszyste. Dlatego proponuję sprawdzić, czy jest upieczone już po 45 minutach, może już tyle wystarczy by patyczek był suchy i ciasto upieczone, a nie przepieczone. Po upieczeniu ciasto pozostawiamy jeszcze w wyłączonym piekarniku przez 15 minut do lekkiego przestygnięcia, przy uchylonych drzwiczkach. Następnie wykładamy na wierzch do całkowitego wystygnięcia. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Ciasto przykrywamy ściereczką i wkładamy do folii by zbyt szybko nie wysychało. Moje ciasto pięknie wyrosło, co widać na zdjęciach, a kruszonka na wierzchu wyszła idealnie.

Smacznego, spróbujcie sami, to ciasto nie jest trudne, choć niestety czasochłonne.

Risotto z kurczakiem, groszkiem i rydzami

Uwielbiam risotto, prostota z klasyką zawsze idą w parze i doskonale smakują. Podawałem Wam już przepis na risotto z krewetkami i risotto z kaparami. Dzisiaj czas na risotto z kurczakiem, groszkiem i rydzami. 

Do risotto, w porcji na dwie osoby, potrzeba będzie 250 do 300 gram ryżu arborio, 2 filety z piersi kurczaka, puszkę zielonego groszku, tak około 20 kapeluszy rydzowych, 3 łyżki świeżo tartego parmezanu, 3/4 litra wywaru warzywnego, łyżkę masła, sól i pieprz do smaku. 

Filety oczyszczamy z błon i kroimy w małą kostkę. Następnie obsmażamy na patelni z dodatkiem oleju lub oliwy, ja jeszcze obsypałem mięso mielonym pieprzem ziołowym i posoliłem. Mięso smażymy w dwóch porcjach, całość na raz puści za dużo wody i mięso zamiast się zrumienić zacznie się gotować w płynie, a nie obsmażać, a nie o to nam chodzi. Przesmażone kawałki mięsa odkładamy na talerz. Kapelusze z rydzów wypłukujemy z piachu i kroimy w dość dużą kostkę. Ja użyłem zamrożonych grzybów, zebranych jesienią. Grzyby,  podobnie jak mięso obsmażamy i odkładamy na talerz. Mamy przygotowane dodatki więc przystępujemy do gotowania ryżu. By ryż ugotował się do miękkości, na porcję dla dwóch osób potrzeba około 3/4 litra wywaru lub trochę więcej. Ryż musi być miękki po ugotowaniu, nie tak jak makaron al dente. 

Ryż chwilę obsmażamy na gorącym oleju, a następnie podlewamy stopniowo wywarem i gotujemy na minimalnym ogniu aż do miękkości. Szybkie gotowanie spowoduje, że ciecz wyparuje, a ryż i tak będzie twardy. Niektórzy dodają też podczas gotowania ryżu białe wino, ja, jak mam akurat w domu to też dodaję, a jak nie mam to nie, ale specjalnej różnicy w smaku nie zauważam. Pamiętajmy by często mieszać, żeby ryż się nie przypalił. Gdy ryż jest już na wpół miękki dodajemy mięso, grzyby, groszek i już wszystko razem gotujemy by smaki się przeniknęły. Można użyć groszku mrożonego, ja akurat nie miałem w domu więc wykorzystałem konserwowy. Dodatkowe składniki zagęszczą całość więc tym bardziej od tego etapu musimy pilnować by risotto się nie przypaliło. 

Pamiętajmy by risotto nie wyszło nam za suche, musi mieć umiarkowanie rzadką, kremową konsystencję. Gdy ryż jest już miękki dodajemy łyżeczkę masła, starty parmezan i pozostawiamy na wolnym ogniu do rozpuszczenia sera, cały czas mieszając. Risotto uzyska idealną, kremową konsystencję. Możemy dodać jeszcze sól i pieprz do smaku w zależności od preferencji smakowych.

Polecam gorąco, uwierzcie, przygotowanie risotto nie jest trudne, choć wymaga odrobiny cierpliwości i stania przy patelni by się nie przypaliło. Jest to bardzo proste, a jednocześnie eleganckie, no i przepyszne danie. Ta kremowość konsystencji, miękkie ziarenka, posmak parmezanu, uwielbiam to…

Sałata z tuńczykiem i awokado

Na bazie gotowych, pakowanych umytych mixów sałat możemy sami zrobić pyszną sałatę w domu, nawet jeśli nie posiadamy specjalnych zdolności kulinarnych. Składniki na tę sałatę dobierałem od tak, na zasadzie co z czym może pasować i smakować inaczej niż zwykle. Jakiś czas już krążyło za mną awokado i to też było przyczynkiem do takiej, a nie innej kompozycji. Do sałaty potrzeba jednego opakowania mixu sałat, najlepiej kolorowych z radicchio, będzie wyglądać ciekawiej, jednej czerwonej cebuli, dwóch awokado o średniej miękkości, jednego surowego ogórka, dwie gruszki, po łyżce ziaren dyni i słonecznika, sok z połowy limonki, cztery ugotowane na twardo jaja, dwie puszki tuńczyka w kawałkach w oleju, kilku łyżek oliwy z oliwek.

Awokado i gruszki kroimy na w miarę grubą kostkę i zalewamy sokiem z połowy limonki by nie sczerniały. Pamiętajcie, jeśli awokado i owoców nie polejecie sokiem z limonki stracą kolory i zrobią się bure, przez co i sałatka sporo straci na wyglądzie. Ugotowane wystudzone jaja też siekamy w grubą kostkę, podobnie obranego ogórka i cebulę. Z tuńczyka odlewamy nadmiar oleju i rozrywamy widelcem na mniejsze kawałki. Ziarna słonecznika i dyni prażymy na suchej patelni, zyskają wtedy głębszy smak. Wszystkie pokrojone składniki mieszamy w dużej misce z dodatkiem oliwy. Jeśli stwierdzimy, że słabo wyczuwamy limonkę możemy jeszcze wycisnąć trochę soku z drugiej połówki. Gdy wszystkie składniki są wymieszane dodajemy sałatę, sól i pieprz do smaku i ponownie mieszamy. Jeśli dodamy na początku sałatę, po prostu pod ciężarem pozostałych składników delikatne listki nam zwiędną i nie będą wyglądały ładnie w sałacie. Możemy jeszcze dodać odrobinę oliwy, jeśli stwierdzimy, że sałata wyszła „za sucha”. Całość z wierzchu posypujemy prażonymi nasionami dyni i słonecznika. Prosto, szybko, zdrowo i bardzo efektownie, sami zresztą widzicie na załączonym zdjęciu jak smakowicie i kolorowo się prezentuje taka sałata.

Tortilla hiszpańska

Odkąd pamiętam, mam jakiś sentyment do kuchni śródziemnomorskiej i zasadniczo kultury i klimatu tego rejonu. Nie wiem, może jest we mnie coś z Hiszpana lub Greka. A ponieważ u nas zima, choć raczej w lajtowym wydaniu, to postanowiłem przygotować coś właśnie z krajów południa. Tortillę hiszpańską można jeść na ciepło i na zimno, może być daniem samym w sobie lub tzw. hiszpańskim tapas, czyli przekąską, przystawką.

Do przygotowania tortilli na patelni o średnicy około 27 centymetrów potrzeba 6 średnich ziemniaków, 5 jaj, sól i pieprz do smaku, jedną cebulę. To są składniki na wersję podstawową, ale jako dodatków urozmaicających można użyć szpinaku, chorizzo lub  papryki. Ja do mojej wersji dodałem szpinak baby.

Ziemniaki obieramy i kroimy w średniej grubości talarki. Tortillę możemy przygotowywać z surowych lub ugotowanych ziemniaków, ja tym razem przygotowywałem z surowych. Pokrojone ziemniaki obsmażamy na patelni, z dodatkiem oliwy lub oleju, do miękkości. Ponieważ zaczęły się dość szybko rumienić, a były jeszcze surowe, smażyłem je na minimalnym ogniu.  Pod koniec smażenia dodałem pokrojoną w piórka cebulę i całość posoliłem. Surowe ziemniaki na patelni aż tak szybko nie miękną, jak nie są cienko pokrojone, przykryłem je więc pokrywką by lekko zaparowały. W ten sposób nabrały miękkości i szybko doszły w wyższej temperaturze. Gdy ziemniaki były już miękkie dodałem szpinak i jeszcze chwilę trzymałem na ogniu, już bez przykrycia, by szpinak się zblanszował. 

Jajka mieszamy z solą i pieprzem i taką mieszaniną zalewamy masę ziemniaczano szpinakową. Całość przykrywamy pokrywką i podgrzewamy na minimalnym ogniu by jaja się ścięły. Jeśli spód naszej tortilli się ściął, przewracamy tortillę na drugą stronę by ścięła się jeszcze wierzchnia warstwa. Do przewrócenia wykorzystujemy duży płaski talerz. Przykrywamy tortillę talerzem, odwracamy patelnię do góry i zsuwamy z powrotem tortillę na patelnię. Trzymamy jeszcze chwilę na małym ogniu, bez przykrywania, by doszła z drugiej strony. 

Tortillę kroimy jak tort i serwujemy na ciepło lub na zimno, w obu wydaniach jest bardzo dobra. Smacznego 🙂

Penne z szarpanym kurczakiem

Niedawno podawałem Wam przepis na penne z kurczakiem w sosie tymiankowym z pesto. Dzisiaj trochę inna wariacja na temat tego dania. Inaczej przygotowałem kurczaka i zastosowałem inne dodatki. Na porcję dla dwóch osób potrzeba będzie dwa średniej wielkości filety z kurczaka, 4 kawałki suszonych pomidorów w oliwie, mały kubek śmietany 18%, 3 łyżeczki pesto, 3 łyżki startego parmezanu, sól i pieprz do smaku. Śmietana u mnie tradycyjnie z Piątnicy, no i oczywiście oryginalny parmezan, a nie jakieś wyroby seropodobne.

Filety z kurczaka gotujemy w osolonej wodzie około 20 minut. W międzyczasie możemy sobie pokroić pomidory w cienkie paski. Ugotowane mięso wyjmujemy z wody i pozostawiamy chwilę do przestygnięcia. Zasadniczo mięso nie musi być zupełnie zimne, wystarczy by przestygło na tyle byśmy się nie poparzyli szarpiąc je na pojedyncze włókna. Mięsa nie kroimy nożem na kawałki, ale po prostu rozrywamy widelcem wzdłuż włókien na cieńsze lub grubsze paski, zależy jak się porwie. Makaron gotujemy w osolonej wodzie by był al dente. Podzielonego na paski kurczaka przesmażamy na oliwie wraz z pokrojonymi pomidorami. Musimy pilnować by mięso nie przesuszyło się za bardzo. Gdy mięso zacznie nabierać złotawego koloru dodajemy pesto i podlewamy kilkoma łyżkami wody, w której gotuje się makaron. Powinniśmy uzyskać sos o gładkiej konsystencji. Chwilę dusimy całość by smaki się przeniknęły, a następnie dodajemy kubek śmietany i ponownie rozprowadzamy z niewielka ilością wody z gotowania makaronu do osiągnięcia gładkiej konsystencji sosu. Patelnię podgrzewamy już na minimalnym ogniu. Ugotowany makaron dodajemy do sosu na patelnię, wsypujemy starty parmezan, dodajemy jeszcze ze 3 lub 4 łyżki wody z gotowania makaronu i mieszamy by ser się roztopił, a makaron pokrył sosem, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Ponieważ pesto i parmezan są dość słone, danie doprawiamy na samym końcu by nie wyszło przesolone. Po nałożeniu porcji na talerze posypujemy jeszcze startym parmezanem i świeżo mielonym pieprzem na wierzchu. 

Taka trochę inna wariacja na temat penne z kurczakiem i pesto z poprzedniego przepisu. Chyba udało mi się osiągnąć trochę głębszy i zróżnicowany smak niż we wcześniejszej wersji. Jednak penne z kurczakiem i pesto przygotowane na oba sposoby jest bardzo smacznym i prostym daniem, które możemy przygotować zarówno na elegancką kolację we dwójkę, jak i na spotkanie ze znajomymi.

Risotto z krewetkami

Uwielbiam risotto, zasadniczo lubię proste dania kuchni włoskiej i śródziemnomorskiej, a po moim ostatnim pobycie w Splicie, przygotowanie risotto chodziło za mną cały czas. Ponieważ Chorwacja ma dostęp do morza więc ryby i wszelkiego rodzaju owoce morza są tam świeże i oferowane praktycznie w każdej restauracji. Wspomnienie tego wyjazdu skłoniło mnie właśnie do przygotowania risotto z krewetkami i podzielenia się z Wami moim przepisem. 

Do risotto, w porcji na dwie osoby, potrzeba będzie 250 gram ryżu arborio, około 30 krewetek, 3 łyżki świeżo tartego parmezanu, 3/4 litra wywaru warzywnego, łyżkę masła, dwa ząbki czosnku, mielone chili. 

Nie kupowałem mrożonych krewetek, tylko gotowane, w pancerzykach. Krewetki obieramy z pancerzyka, odrywamy głowę, nóżki, oczyszczamy z jelita. Z pancerzyków i główek przygotowałem esencjonalny wywar. By ryż ugotował się do miękkości, na porcję dla dwóch osób potrzeba około 3/4 litra wywaru. Dlatego też resztki z krewetek, na których przygotowywałem wywar zalałem minimalną ilością wody i gotowałem około 20 minut. Wywar musimy przecedzić przez sito by drobne resztki nie chrzęściły nam później w zębach. Do krewetkowego wywaru dodałem jeszcze warzywną kostkę rosołową, gdyż sam w sobie byłby zbyt mało esencjonalny. Zasadniczo tylko używam wywaru warzywnego, ale dla podkreślenia smaku krewetek pomyślałem, że wzmocnienie smaku wywarem z pancerzyków będzie dobrym pomysłem.

Ryż chwilę obsmażamy na gorącym oleju, a następnie podlewamy stopniowo wywarem i gotujemy na minimalnym ogniu aż do miękkości. Szybkie gotowanie spowoduje, że ciecz wyparuje, a ryż i tak będzie twardy. Niektórzy dodają też podczas gotowania ryżu białe wino, ja, jak mam akurat w domu to też dodaję, a jak nie mam to nie, ale specjalnej różnicy w smaku nie zauważam. Do standardowego risotto nie dodaję czosnku, ale tym razem, z uwagi iż czosnek doskonale pasuje do krewetek, w trakcie gotowania ryżu wycisnąłem 2 ząbki czosnku i dodałem trochę chili dla podostrzenia smaku. Tak 5 minut przed końcem gotowania dodajemy do ryżu krewetki. Ponieważ są już ugotowane wystarczą im 3-4 minuty by nabrały temperatury, dłuższe poddawanie ich obróbce cieplnej spowoduje, że staną się gumowate. 

Pamiętajmy by risotto nie wyszło nam za suche, musi mieć umiarkowanie rzadką, kremową konsystencję. Gdy ryż jest już miękki dodajemy łyżeczkę masła, starty parmezan i pozostawiamy na wolnym ogniu do rozpuszczenia sera, cały czas mieszając. Risotto uzyska idealną, kremową konsystencję.

Może będę w tym momencie trochę nieskromny, ale uważam, że risotto udaje mi się zasadniczo za każdym razem, czy to klasyczne, czy bardziej w polskim wydaniu z niestandardowymi dodatkami. Teraz postawiłem na dodatek krewetkowy i wyszło równie pysznie. Polecam gorąco, uwierzcie, przygotowanie risotto nie jest trudne, choć wymaga odrobiny cierpliwości i stania przy patelni by się nie przypaliło. Jest to bardzo proste, a jednocześnie eleganckie, no i przepyszne danie.