Babeczki ziemniaczano-cukiniowe

Podpatrzyłem ten przepis w telewizji i postanowiłem go sam przetestować, gdyż wydał mi się dość ciekawy i oryginalny. Do moich babeczek na standardową formę na 12 sztuk potrzeba 5 średniej wielkości ziemniaków, jedną małą cukinię, 2 jaja (jak duże to wystarczy jedno), łyżkę czubatą mąki, pół szklanki mleka, sól i pieprz do smaku, pół cebuli (jak mała to całą).

Ziemniaki i cukinię obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Zalewamy wrzącym mlekiem i odstawiamy na 15 minut. To parzenie gorącym mlekiem właśnie wykorzystałem z tego programu telewizyjnego. Następnie cukinię i ziemniaki dobrze odcedzamy z nadmiaru płynów, dodajemy startą na grubych oczkach cebulę, łyżeczkę oregano, łyżkę mąki, dwa jaja oraz sól i pieprz do smaku. Cukinia sama w sobie jest dość neutralna w smaku więc nie musimy się obawiać użycia nadmiaru pieprzu, który nada nutę ostrości. Formę do mufinek smarujemy oliwą i wypełniamy masą ziemniaczaną. Babeczki pieczemy w temperaturze 185°C w piekarniku z włączonym termoobiegiem na złotobrązowy kolor. Mufinki ładnie wyrosły, co widać na załączonym zdjęciu i nabrały pięknego koloru.

Taki sposób podania ziemniaków jest doskonałą alternatywą dla tradycyjnego puree. Można je również zaserwować jako samodzielne danie, podane z sosem pieczarkowym, tego wariantu nie próbowałem, ale wydaje mi się, że powinno smakować doskonale.

Cukiniowe spaghetti

Jakiś czas temu kupiłem sobie taki specjalny nożyk do obierania i krojenia z różnymi końcówkami, choć z wyglądu przypomina raczej obieraczkę do warzyw niż nóż. Po kilku miesiącach leżakowania w szufladzie, przyszła pora na pierwsze i zapewne nie ostatnie, z tego co widzę, użycie tego przyboru kuchennego.

Na obiad przygotowywałem pieczone mięso od szynki więc jakiś dodatek warzywny musiał być. Zasadniczo lubię cukinię no i postanowiłem pójść w tym kierunku. Pomyślałem o tym urządzeniu i wyczarowałem spaghetti cukiniowe. Praktycznie obieraczka ta kroi cukinię od razu w nitki więc jest wygodnie. Prawdę mówiąc nie wiem jakim innym narzędziem kuchennym dałoby się taki efekt uzyskać, ale pewnie jest sporo różnych szatkownic, które kroją warzywa w podobny sposób. Problem zaczyna się gdy dochodzimy do środka z nasionami. Robiąc grillowane plastry z cukinii wykorzystamy całość warzywa. W tym przypadku niestety środek z nasionami odpada, gdyż zwyczajnie nie da się nasion pokroić. Ale z pozostałej części miąższu wyszły mi dość udane jak na pierwszy raz nitki. Cukiniowy makaron usmażyłem, tuż przed podaniem, na oliwie, dosłownie przez 3 minuty by cukinia pozostała lekko chrupka, dodałem tylko sól, pieprz i oregano. Oregano zauważyłem doskonale komponuje się ze smakiem cukinii. Cukiniowe spaghetti idealnie sprawdziło się jako dodatek do pieczonego mięsa oraz klasycznego kaszotto. Warto próbować, widząc jak prosto da się wyczarować kulinarne niespodzianki. Teraz wiem, że makaron z cukinii nie raz jeszcze zagości w podawanych przeze mnie daniach.

Tarta porowa

Tyle ile jest pomysłów na nadzienie, tyle jest rodzajów tarty. Dzisiaj przepis na tartę wytrawną, czyli z porami. Na ciasto do tarty potrzeba 250 g mąki, 140 g masła, pół szklanki wody, łyżeczkę soli. Na farsz, jednego pora (biała część) w miarę długiego, duży kubek śmietany 18%, dwie łyżki startego sera mozarella, dwa jaja, sól, pieprz i cukier.

Zaczynamy od ciasta. Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy łyżeczkę soli i siekamy ze schłodzonym, pokrojonym w kostkę masłem. Następnie szybko zagniatamy ciasto z dodatkiem około pół szklanki wody. Ciasto zawijamy w folię spożywczą i odstawiamy do lodówki na minimum 4 godziny. Pora myjemy, przekrawamy wzdłuż na pół i kroimy w pół-talarki. Pora dusimy na maśle z dodatkiem czubatej łyżeczki cukru. Następnie dodajemy sól i pieprz do smaku. Pora dusimy do miękkości, ale uważajmy by nam się nie przypalił, jakby co możemy dodać łyżkę lub dwie wody. Jaja mieszamy ze śmietaną z dodatkiem soli i pieprzu.

Nim zaczniemy przygotowywać farsz, proponuję podpiec wstępnie ciasto. Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki tak 15 minut przed rozwałkowywaniem, żeby lekko zmiękło.  Formę do tarty smarujemy miękkim masłem i wykładamy ciastem, dokładnie dociskając je do dna i boków. Brzeg wyrównujemy przejeżdżając wałkiem po górnej krawędzi formy, z resztek ciasta możemy później zrobić kratownicę na wierzchu. Ciasto nakłuwamy widelcem, na wierzchu wykładamy papierem do pieczenia i wysypujemy dla obciążenia nasiona fasoli. W ten sposób podpieczemy ciasto, a nie pofałduje się nam. Ciasto podpiekamy w temperaturze 200°C z włączonym termo obiegiem przez 10 minut. Następnie zdejmujemy papier i wykładamy na wierzch masę porową, którą zalewamy śmietaną rozmąconą z jajami i posypujemy startą mozarellą. Na wierzchu zrobiłem ozdobną kratownicę z resztek ciasta, można też pomyśleć o innym wzorku. Tartę pieczemy 20 do 25 minut w temperaturze 175°C z włączoną tylko dolną blachą, na ostatnie 8 minut możemy włączyć dodatkowo termoobieg, by tarta z wierzchu sie zarumieniła.

Pierwszy raz robiłem tartę z porami i wyszła smaczna. Ale wiem, że kolejnym razem dokonam lekkiej modyfikacji. Nie zalewałbym porów masą śmietanowo-jajeczną, tylko najpierw pory zmieszał ze śmietaną rozmąconą z jajami i dopiero całość wylał na ciasto. W tej wersji otrzymałem warstwę porów i warstwę serowo-śmietanową, a wydaje mi się, że lepszy byłby efekt jakby te składniki były przemieszane.

Próbujcie, testujcie, modyfikujcie, korzystając z własnych pomysłów i inwencji.

 

 

Ciasto jogurtowe ze śliwkami

Sezon na śliwki trwa w najlepsze więc postanowiłem przygotować ciasto jogurtowe z tymi owocami. Jogurtowe ciasto kubeczkowe to jedno z najprostszych ciast, z którym każdy nawet niedoświadczony kucharz może się zmierzyć. Tym razem zmieniłem odrobinę proporcje, co wyszło na dobre. Do tej wersji potrzeba 1 kubek jogurtu naturalnego (ja użyłem marki Zott 370 g), 1 kubek oleju, ¾ kubeczka cukru, 2,5 kubka mąki, 4 jaja, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej i jedno opakowanie cukru waniliowego. Kiedy ostatnio robiłem to ciasto wykorzystałem tylko proszek do pieczenia i 3 kubki mąki. Tamten przepis znajdziecie we wcześniejszych wpisach. Do odmierzenia proporcji wykorzystujecie kubek po jogurcie.

Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystamy z miksera by ciasto było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodajemy cukier, cukier waniliowy, przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, a całość mieszamy łyżką. Z uwagi na mniejszą ilość mąki, ciasto nie wyszło tak gęste jak ostatnio. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Użyłem standardowej, prostokątnej blachy, a nie mniejszej kwadratowej. Na wierzchu ciasta ułożyłem połówki śliwek, przecięciem do góry, lekko je wcisnąłem w ciasto i posypałem brązowym cukrem. Tym razem zmieniłem też trochę sposób pieczenia. Ciasto pieczemy w temperaturze 175°C z włączoną tylko dolną blachą przez 25 minut, a następnie z dolną blachą i termoobiegiem przez kolejne 20 minut. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone. Tym razem ciasto wyszło mi bardziej puszyste i wilgotniejsze. Dodanie sody oczyszczonej, użycie mniejszej ilości mąki i zmiana sposobu pieczenia zrobiły swoje.

Prawda jaki prosty przepis. Spróbujcie, polecam, a zobaczycie, że nie raz upieczecie to przepyszne ciasto. Ze śliwkami smakuje obłędnie i do tego jeszcze trochę posypane cukrem pudrem. Ehh… już mi ślinka cieknie.

Korma z kurczaka

Dawno nie robiłem tego dania z hinduskiej kuchni. Jest dosyć oryginalne i świeże w smaku więc stanowi ciekawą alternatywę w codziennym gotowaniu. Do mojej wersji potrzeba po jednym filecie z kurczaka na osobę, kubeczek jogurtu naturalnego, kubeczek śmietany 18%, jedno opakowanie przyprawy curry, czubatą łyżkę mąki, dwie łyżki płatków migdałowych, sok z połowy cytryny, sól. Filety z kurczaka obieramy z błon i kroimy w kostkę. Mąkę mieszamy z całym opakowaniem curry, a następnie w tej mieszance obtaczamy kawałki kurczaka. Ja po prostu wsypuję, wymieszaną z curry, mąkę do miski z pokrojonym kurczakiem i mieszam, dopóki wszystkie kawałki mięsa nie obtoczą się w mieszance. Tak przygotowane mięso odstawiam na dwie godziny.

Kurczaka obsmażamy na mocno rozgrzanej patelni z dodatkiem kilku łyżek oleju, na tyle by nie był surowy w środku, doprawiamy solą do smaku. Następnie podlewamy mięso wywarem rosołowym na 3 filety z kurczaka wystarczy ¾ szklanki wywaru, w razie potrzeby zawsze możemy później jeszcze dodać odrobinę, jakby całość wyszła za gęsta. Mięso dusimy około 3 minut i kolejno dodajemy 3 łyżki jogurtu i tyle samo łyżek śmietany. Pamiętajcie jednak by wcześniej śmietanę zahartować w innym naczyniu z odrobiną gorącego sosu, śmietana dodana bezpośrednio na gorącą patelnię może się zważyć i dostaniemy rozwarstwiony sos. O jogurt nie musimy się martwić. Na koniec dodajemy sok z cytryny, to też musimy robić stopniowo, gdyż kwas soku może nam ściąć sos i zważyć zawartą w nim śmietanę. Całość dusimy jeszcze 5 minut by wszystkie smaki się połączyły, a sos nabrał kremowej, gęstej konsystencji. Po zdjęciu patelni z ognia dodajemy posiekaną kolendrę i całość mieszamy. W ten sposób kolendra nie straci aromatu i zielonego koloru, który jest doskonałym kontrastem do żółtego koloru dania. Po nałożeniu kormy na talerze posypujemy ją uprażonymi płatkami migdałowymi. Kormę zaserwowałem z surówką z białej kapusty, na którą podałem Wam przepis w poprzednim wpisie i z kaszotto z kaszy pęczak. Wydaje mi się, że lepiej pasowałaby kasza kus kus lub ryż, ale by dopasować się do gustów gości wykorzystałem tym razem pęczak.

Smacznego, to doskonałe, lekkie danie, o kwaskowatym posmaku i mocnym aromacie kolendry. Jeśli przygotowujecie porcje z większej ilości filetów, musicie proporcjonalnie dodać więcej jogurtu i śmietany. Nie żałujcie też kolendry gdyż ma doskonały, świeży aromat.

Surówka z białej kapusty

Ostatnio coś mało gotuję, chyba to gorące lato nie sprzyja specjalnie siedzeniu w kuchni przy garnkach w tak wysokiej temperaturze. Trochę mam wyrzutów sumienia z tego powodu, bo nie wymyślam nowych przepisów i nie doskonalę moich umiejętności kulinarnych. Dziś jest święto i wolne więc postanowiłem przygotować obiad, tym bardziej, że na 15-go sierpnia przypada rocznica ślubu moich Rodziców więc będzie to miły prezent jednocześnie. W tym wpisie podam przepis na dodatek do dania głównego, czyli surówkę. Przepisu na danie główne, czyli kormę z kurczaka, możecie poszukiwać w jednym z kolejnych wpisów. Do przygotowania surówki będzie potrzebna główka białej kapusty, 2 kubeczki śmietanki 30%, dwie marchewki, dwie cebule, sok z połowy cytryny, łyżeczka lub dwie cukru.

Kapustę myjemy i szatkujemy w cienkie paski, oczywiście wcześniej usuwamy głąb ze środka. Poszatkować można nożem, ale ja osobiście polecam użycie szatkownicy lub robota kuchennego z końcówką do szatkowania, szkoda się męczyć nożem. Cebule obieramy i również szatkujemy w cienkie plastry. Kapustę mieszamy z cebulą, solimy (tak około dwie małe łyżeczki) i mocno ugniatamy by kapusta i cebula puściły nadmiar wody. Musimy odczekać tak około pół godziny by kapusta puściła sok, w tym czasie możemy ją jeszcze ze dwa razy ugnieść, dla lepszego efektu.

Marchew obieramy i ścieramy na tarce z grubymi oczkami. Kapustę odciskamy z nadmiaru soku, mieszamy z marchwią i wyciśniętym sokiem z cytryny, a następnie dodajemy śmietanę wymieszaną z cukrem. Oto cały sekret tego przepisu. Bardzo prosta i smaczna surówka. Z tych proporcji wyjdzie dość dużo surówki, więc jeśli ktoś nie przewiduje dużej liczby gości na obiedzie spokojnie wystarczy wykorzystać połowę ilości składników, które podałem na początku.

Polędwiczka wieprzowa w sosie śmietanowym z pieczarkami i zielonym pieprzem

Dzisiaj przepis na polędwiczkę w sosie śmietanowym z zielonym pieprzem i pieczarkami. Do przygotowania dania potrzeba na dwie osoby jedną polędwiczkę o wadze 0,5 kg, łyżkę pieprzu zielonego marynowanego, jedną średnią cebulę, tak 10 średniej wielkości pieczarek, mały kubeczek śmietanki 30% i przyprawy, sól, pieprz, tymianek i majeranek. Polędwiczkę marynujemy dzień wcześniej w oliwie z dodatkiem tymianku i majeranku. Pamiętajmy by obrać ją z błon i tłuszczu przed zamarynowaniem. W poprzednim przepisie na polędwiczkę marynowałem i smażyłem całą polędwiczkę, a dopiero na koniec dzieliłem na plastry. Tym razem polędwiczkę po obraniu z błon i tłuszczu najpierw pokroiłem na plastry, rozbiłem lekko dłonią i dopiero zamarynowałem. Nie używajcie tłuczka do mięsa, polędwiczka jest na tyle delikatna, że spokojnie rozbijecie ją dłonią.

Zamarynowane plastry polędwiczki obsmażamy w oliwie, na dużym ogniu z obu stron, minutę z jednej strony, a potem dwie minuty z drugiej strony, nie więcej by polędwiczka nie wyszła przesuszona. Obsmażone mięso odstawiamy w ciepłe miejsce i przykrywamy. Do pozostałej ze smażenia oliwy dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę i obsmażamy by się zeszkliła, dokładamy również lekko rozdrobnione ziarna zielonego pieprzu. Następnie dodajemy pokrojone w grubą kostkę pieczarki i obsmażamy dopóki nie zaczną nabierać złoto brązowego koloru. Na koniec dodajemy śmietankę i łyżkę masła by sos nabrał kremowej, gęstawej konsystencji. Doprawiamy do smaku pieprzem i solą. Sos trzymamy ze dwie minuty na wolnym ogniu by zaczął lekko bulgotać. Ja dodałem jeszcze trochę wody by było więcej sosu i lekko zagęściłem go odrobiną mąki. Teraz do sosu dodajemy polędwiczki i jeszcze dusimy ze 3 do 4 minut, obracając w trakcie mięso, by nabrało smaku sosu. Polędwiczkę podałem z kaszą gryczaną oraz sałatką z ogórków małosolnych. Dobry, domowy obiad, polecam od święta i nie tylko.

Spaghetti carbonara

Dawno już nie jadłem makaronu z sosem carbonara więc postawiłem dziś na kolację w stylu włoskim. Tym razem przygotowałem oryginalną włoską carbonarę, no prawie oryginalną bo nie miałem pancety (to taka włoska wędzona słonina). Do przepisu wykorzystałem około 10 dag boczku może być wędzony lub parzony, dwa jajka, 3 łyżki startego parmezanu, łyżeczkę bazylii i oregano, makaron porcja na jedną osobę, bo takie proporcje podałem w tym przepisie, sól i pieprz. Boczek kroimy w kostkę i smażymy z dodatkiem soli i pieprzu by cały tłuszcz się wytopił, ale jednocześnie boczek nie przypiekł za bardzo. W międzyczasie gotujemy makaron w osolonej wodzie. Jedno jajo i jedno żółtko roztrzepujemy z dodatkiem suszonego oregano i bazylii. Jest taka zasada, że dajemy jedno całe jajo plus dodatkowe żółtko na każdą osobę. Makaron dodajemy do boczku i chwilę podgrzewamy, wyłączamy płomień pod patelnią, dodajemy żółtka i parmezan i mieszamy by jaja z parmezanem utworzyły sos, który oblepi makaron. Nie róbmy tego na ogniu, gdyż jaja się nam zetną i dostaniemy makaron z jajecznicą. Możemy zostawić kilka łyżek wody z gotowania makaronu, jak wyjdzie nam za suchy makaron możemy dodać ze dwie łyżki wody i całość wymieszać jeszcze na patelni.

Pierwszy raz przygotowałem spaghetti carbonara w wersji bez śmietany i prawdę mówiąc bardziej mi smakuje ta ze śmietaną. Jeśli przygotowujemy carbonarę ze śmietaną, na jedną osobę wystarczy mały kubek śmietany 18%, na dwie osoby duży kubek. Ja używam śmietany z Piatnicy, najlepiej nadaje się do carbonary. Do śmietany dodajemy tylko jedno żółtko, suszone oregano, bazylię i mieszamy. Podobnie jak w wersji z samymi jajami najpierw makaron łączymy z boczkiem, a następnie dodajemy śmietanę i parmezan. W tym przypadku nie grozi nam, że jajka się zetną. Śmietana utworzy z parmezanem fajny kremowy sos. Ta wersja carbonary jest moją ulubioną, ma dużo więcej sosu i makaron przez to nie jest aż tak suchy jak w oryginalnym włoskim przepisie.

Powiem tak, trzeba spróbować obu wersji by wybrać swoją własną. Obie są jednak w przygotowaniu proste i dobrze smakują. Jeszcze jedno, przygotowywałem carbonarę z makaronem z mąki razowej i z mąki pszennej. Znacznie lepiej smakuje z makaronem z mąki pszennej, kto jednak chce zachować przy tym daniu pozory dbania o linię może wykorzystać makaron razowy, ale nie warto, uwierzcie mi.

Tiramisu, niebiańsko pyszny deser

Tiramisu, chyba jeden z najlepszych deserów jakie sobie można wyobrazić, rodem z Włoch. Prostota wykonania i kwintesencja smaku to, to co charakteryzuje ten deser. Fakt nie należy on do posiłków niskokalorycznych, ale raz na jakiś czas nie sposób sobie odmówić tej przyjemności. Co najważniejsze z tym deserem, mimo wydawać by się mogło skomplikowanego sposobu przygotowania, powinien sobie poradzić nawet początkujący kucharz.

Do mojego przepisu na tiramisu potrzeba, 1 kilogram serka mascarpone (dobrej marki), pół litra śmietanki 30%, 8 jaj, pół szklanki cukru, biszkopty do tiramisu (takie w dużych paczkach, lekko słodzone, zazwyczaj pisze na opakowaniu, że do tiramisu), kilka łyżek likieru amaretto oraz kilka łyżek gorzkiego kakao, szklankę naparu z kawy.

Żółtka oddzielamy od białek i ubijamy z cukrem na gładki, biały kogel-mogel. Do masy jajecznej dodajemy stopniowo serek mascarpone i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Oddzielnie ubijamy śmietankę na sztywno oraz oddzielnie białka z 2 lub 3 jaj (nie więcej bo masa będzie za rzadka, moja taka tym razem trochę wyszła, choć smak był idealny), pod koniec ubijania białek dodajemy do nich jeszcze płaską łyżkę cukru pudru. Do masy jajeczno-serowej dodajemy najpierw ubitą śmietankę i mieszamy delikatnie łyżką, a następnie dodajemy stopniowo pianę z białek i również mieszamy łyżką do połączenia wszystkich składników i uzyskania masy o gładkiej, kremowej konsystencji. Wcześniej powinniśmy sobie jeszcze przygotować szklankę mocnego naparu z kawy. Jeśli nie mamy kawy mielonej, możemy wykorzystać kawę rozpuszczalną, ja nie zauważyłem większej różnicy w smaku. Po wystudzeniu dodajemy do naparu amaretto i gotowe.

Ja zazwyczaj przygotowuję tiramisu w standardowej wielkości brytfannie do ciasta, którą wykładamy folią aluminiową (to około 25 na 30 centymetrów). Napar przelewamy do płaskiego naczynia gdyż będziemy w nim namaczać biszkopty. Trzymając biszkopt w palcach zanurzamy go do połowy na chwilę w naparze po czym wykładamy „ciasno” biszkoptami spód brytfanny. Musimy uważać by biszkopty nie były za mocno nasączone, zasadniczo zanurzając go możemy odliczyć do trzech, ja tak zwykle robię i jest w sam raz. Jeśli za pierwszym razem wyjdą za wilgotne lub za suche nie przejmujcie się, za to będziecie wiedzieć następnym razem jak długo je namaczać. Na biszkoptach rozsmarowujemy połowę masy serowej, wyrównujemy i przez sitko posypujemy mocno kakao. Następnie układamy kolejną warstwę biszkoptów, na nich resztę masy, wyrównujemy i ponownie posypujemy kakao. Oto cały sekret tego doskonałego i przepysznego deseru. Najlepiej przyrządzić tiramisu dzień wcześniej przed podaniem, by całą noc spędziło w lodówce i odpowiednio się wychłodziło, a masa stężała. Spróbujcie sami, to naprawdę proste, a jakie dobre…

Czas na przetwory

Zbliża się lipiec, lato można powiedzieć, z uwagi na tegoroczną aurę w pełni, choć ostatnie dni dały lekki powiew chłodu, ale to bardzo dobrze. Rozpoczyna się powoli sezon na przetwory zimowe, tak, tak, trzeba zacząć już myśleć o przygotowaniach do zimy niestety. Prawdę mówiąc sezon na przetwory w tym roku rozpoczął się już ze dwa tygodnie temu. Truskawki już można było mrozić ze dwa tygodnie temu. Pojawiły się też już wiśnie, z których można już robić wiśniówkę. Ja w tym roku wiśniówki nie przygotowuję bo mam jeszcze zapas z zeszłego roku. Malin i jagód nie polecam mrozić, bo zupełnie tracą smak po zamrożeniu. Można natomiast pomyślec o ogórkach kiszonych czy konserwowych. Ja sobie już przygotowałem słoiczek ogórków małosolnych. Dziś podam Wam przepis na takie ogórki małosolne. Tak samo przygotowuje się ogórki kiszone na zimę, ale bez dodatku chleba. Na litrowy słoik potrzeba około 10 do 12 ogórków w zależności od wielkości, 3 ząbki czosnku, 2 lub trzy kawałki obranego korzenia z chrzanu, dwie gałązki kopru włoskiego, koniecznie z tym baldachimem nasiennym. Umyte ogórki układamy w słoiku, przekładając koprem, chrzanem i pokrojonymi w plasterki ząbkami czosnku. Całość zalewamy mocno osoloną letnią wodą i zamykamy słoik. Ot i gotowe, mamy przygotowany słoik pysznych ogórków kiszonych, odstawione do piwnicy po 3 miesiącach będą idealne. To jest przepis mojej Mamy i zawsze się udaje, pod warunkiem, że ogórki nie były bardzo kropione chemią lub kupowane po intensywnych deszczach. Niestety przed nieuczciwym sprzedawcą nie da się ustrzec, ale kupując zawsze możemy zwrócić uwagę na warunki pogodowe. Jeśli pozostawimy je w domu i położymy na wierzchu kromkę białego chleba, by dobrze nasiąkła wodą, po dwóch dniach będziemy się mogli cieszyć pysznymi świeżymi ogórkami małosolnymi. Roznoszący się zapach w kuchni kojarzy mi się z kuchnią u mojej mamy, gdzie przez większą część lata królują ogórki małosolne przygotowywane w wielkim kamiennym garnku. Są pyszne, idealnie smakują na kromce chleba z masłem i wędliną, czy w różnych sezonowych sałatkach.