Andruty z kajmakiem i dżemem jagodowym

Andruty, chyba każdy pamięta z czasów dzieciństwa. W niektórych rejonach nazywane są one pischingerami. Moja Mama kiedyś robiła andruty z kremem czekoladowym. Ja zazwyczaj robię andruty przekładane masą kajmakową i dżemem.

Do mojej wersji potrzeba jednego opakowania suchych wafli, większy słoiczek dżemu najlepiej kwaskowatego, ja zwykle używam jagodowego, oraz jedną puszkę zagęszczonego mleka słodzonego. Ktoś by zadał pytanie, a co z kajmakiem. Masę kajmakową przygotowujemy właśnie z zagęszczonego mleka. Puszkę wkładamy do zimnej wody, tak by była cała przykryta wodą, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 50 minut na wolnym ogniu, w tym czasie mleko się zagęści i otrzymamy nasza masę. Wafle smarujemy od tej strony z zagłębieniami, na przemian jedną warstwę dżemem, jedną masą kajmakową, zaczynając od kajmaku. W sumie powinno wyjść nam 5 warstw. Przykrywając ostatnią warstwę waflem kładziemy go do środka wgłębieniami, by z wierzchu był płaski. Tak przygotowanego andruta lub jak kto woli pischingera należy dokładnie przycisnąć i pozostawić najlepiej na całą noc pod równomiernym kilkukilogramowym obciążeniem by blaty posklejały się ze sobą. Następnie całość kroimy w kostki i wkładamy do szczelnego opakowania. Tak przygotowane domowe wafelki możemy trzymać kilka dni, chyba że szybciej zostaną przez domowników spałaszowane. Masa kajmakowa jest dość słodka więc polecam dżem kwaśny w smaku dla zbalansowania słodyczy. Szybka i bardzo prosta słodka przekąska, a jakże lubiana przez wszystkich.

Faworki, czyli chrust, smak karnawałowej rozpusty

Karnawał trwa w najlepsze, do tłustego czwartku pozostał jeszcze prawie miesiąc. W tym roku jest to wyjątkowo długi okres, bo Wielkanoc wypada w końcu kwietnia. Trzeba się więc cieszyć i korzystać z uroków zabaw karnawałowych. Na domowej prywatce ze znajomymi ważne są również przekąski. Dziś podam Wam przepis na typowe karnawałowe słodkości, czyli faworki. Na jedną porcję potrzeba 200 g mąki, 3 żółtka, łyżkę czystego spirytusu, szczyptę soli,3 łyżki kwaśnej gęstej śmietany, łyżeczkę cukru waniliowego. Z takiej porcji otrzymamy około 30 do 40 faworków, w zależności jak grubo będziemy rozwałkowywali ciasto. Na większą ilość proporcje musimy odpowiednio zwiększyć.

Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy sól i rozmieszane z cukrem waniliowym żółtka. Gdy żółtka połączą się z mąką, powinniśmy uzyskać coś podobnego do kruszonki, dodajemy śmietanę i zaczynamy wyrabiać ciasto. Pamiętajmy by w trakcie wyrabiania dodać łyżkę spirytusu. Spirytus powoduje, że ciasto nie będzie tak chłonęło tłuszczu w czasie smażenia, a faworki nie wyjdą bardzo tłuste, lecz chrupiące. Ciasto wyrabiamy aż będzie gładkie i plastyczne, a następnie zawijamy w ściereczkę tak na 10 minut by chwilę odpoczęło, będzie się wtedy mniej kleić podczas rozwałkowywania. 

W szerokim płaskim rondlu roztapiamy smalec, karnawał pozwala na lekką rozpustę więc nie miejmy wyrzutów sumienia z powodu wyższej kaloryczności. Niestety na oleju to nie będzie ten smak więc nawet tym dbającym o linię polecam smalec.  Ciasto dzielimy na porcje i rozwałkowujemy dość cienki placek. Możemy w czasie wałkowania lekko podsypać mąką by ciasto nie kleiło się do stolnicy, ale nie za dużo, bo później mąka się będzie szybko spalać w gorącym tłuszczu. Tak rozwałkowane ciasto tniemy w paski szerokości około 3 centymetrów i długości 10 centymetrów. Nie polecam szerszych, gdyż faworki wyjdą po prostu za szerokie i nie ładne, dłuższe zawsze mogą być. Każdy pasek nacinamy wzdłuż po środku nożem i przewijamy przez środek jeden brzeg ciasta.

Tak przygotowane faworki smażymy na jasno złoty kolor. Po wyjęciu z rondla proponuję je odsączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Ciepły jeszcze chrust posypujemy cukrem pudrem. Ot i cała filozofia przepisu, smacznego… Chyba nie znam nikogo, kto by nie lubił faworków.