Andruty, chyba każdy pamięta z czasów dzieciństwa. W niektórych rejonach nazywane są one pischingerami. Moja Mama kiedyś robiła andruty z kremem czekoladowym. Ja zazwyczaj robię andruty przekładane masą kajmakową i dżemem.
Do mojej wersji potrzeba jednego opakowania suchych wafli, większy słoiczek dżemu najlepiej kwaskowatego, ja zwykle używam jagodowego, oraz jedną puszkę zagęszczonego mleka słodzonego. Ktoś by zadał pytanie, a co z kajmakiem. Masę kajmakową przygotowujemy właśnie z zagęszczonego mleka. Puszkę wkładamy do zimnej wody, tak by była cała przykryta wodą, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 50 minut na wolnym ogniu, w tym czasie mleko się zagęści i otrzymamy nasza masę. Wafle smarujemy od tej strony z zagłębieniami, na przemian jedną warstwę dżemem, jedną masą kajmakową, zaczynając od kajmaku. W sumie powinno wyjść nam 5 warstw. Przykrywając ostatnią warstwę waflem kładziemy go do środka wgłębieniami, by z wierzchu był płaski. Tak przygotowanego andruta lub jak kto woli pischingera należy dokładnie przycisnąć i pozostawić najlepiej na całą noc pod równomiernym kilkukilogramowym obciążeniem by blaty posklejały się ze sobą. Następnie całość kroimy w kostki i wkładamy do szczelnego opakowania. Tak przygotowane domowe wafelki możemy trzymać kilka dni, chyba że szybciej zostaną przez domowników spałaszowane. Masa kajmakowa jest dość słodka więc polecam dżem kwaśny w smaku dla zbalansowania słodyczy. Szybka i bardzo prosta słodka przekąska, a jakże lubiana przez wszystkich.