Paella i sernik baskijski, wspomnienie kulinarne z Barcelony…

Oczywiście po mojej podróży do Barcelony nie mogło zabraknąć wpisu o kuchni hiszpańskiej i miejscach kulinarnych, które odwiedziliśmy. Hiszpańska kuchnia jest pełna różnorodnych smaków, kolorów, tekstur. Z Hiszpanią najbardziej kojarzą mi się tapasy, paella i owoce morza. Tapas bary znajdują się niemal na każdej ulicy w centrum Barcelony. Dla tych co się zastanawiają co to tapasy, to małe przekąski na zimno lub na ciepło, serwowane w barach. Niemal w samym sercu Barcelony znajduje się bar serwujący tapasy o nazwie Tosca Palau przy skrzyżowaniu ulic Carrer de Sant Pere Més Alt i Carrer de Verdaguer i Callis na przeciwko Pałacu Muzyki Katalońskiej. Jest to klimatyczny tapas bar z przemiłą obsługą, to tam właśnie udaliśmy się pierwszego dnia spacerując po centrum by chwilę odpocząć po trudach podróży do Barcelony. Wspominałem Wam o tym miejscu w moim pierwszym wpisie z Barcelony. Miejsce wybrane na mapach Google okazało się strzałem w dziesiątkę. Idealnym rozwiązaniem jest zamówienie kilku rodzajów tapas i wzajemnie podzielenie się by popróbować różnych smaków. Do tego pyszna sangria, czego więcej potrzeba. Czas przyjemnie mijał w towarzystwie przyjaciół, ale trzeba było ruszać na dalsze zwiedzanie Barcelony. Miejsce jest jednak jak najbardziej godne polecenia, tym bardziej, że przy okazji możemy podziwiać Pałac Muzyki Katalońskiej, znajdujący się w bezpośrednim sąsiedztwie.

Najbardziej charakterystyczną potrawą w hiszpańskiej kuchnia dla mnie jest paella, która wywodzi się z Valencji, a nie z Barcelony, ale możemy ją zamówić prawie w każdej restauracji, choć nie w każdej smakuje tak dobrze. Ja mogę polecić typową restaurację dla lokalsów, trochę na uboczu, ale z przepyszną pella, jest to Casa Muyo. Do wyboru jest paella z owocami morza, z kurczakiem lub mieszana, a także paella z warzywami. Oczywiście w menu są i inne dania, ale jak nie jeść paelli w Hiszpanii. Bardzo dobrą paellę jedliśmy też w restauracji Cal Mariner położonej w pobliżu plaży, przy Carrer de Miquel Pedrola i Alegre, pyszna paella i do tego równie dobra sangria, chwilo trwaj, można by powiedzieć. Te miejsca sprawdziłem i mogę polecić, ale pewnie w wielu innych restauracjach zjecie równie dobre dania kuchni hiszpańskiej. Nie polecam odwiedzać restauracji przy głównych deptakach, ale szukać w bocznych ulicach, tam na pewno znajdziecie wiele perełek kulinarnych. 

Hiszpania słynie również z sernika baskijskiego. Przy Carrer de Sant Pere Més Baix znajduje się znana i popularna cukiernia John Cake, specjalizująca się w tych sernikach. Porcja kosztuje coś koło 5 lub 6 euro. Ja nie skusiłem się tam na degustację, natomiast moi przyjaciele tak, spróbowałem mały kawałeczek, ale jakoś mnie nie zachwycił smak. Uważam, że o wiele lepsze były serniki z cukierni 99 Cheesecake, a do tego porcja bez dodatków kosztuje tylko 0,99 euro.

Ciekawą kulinarną miejscówką na mapie Barcelony jest El Nacional. To taka duża hala z otwartym wnętrzem, w której znajduje się kilkanaście restauracji oferujących różnego rodzaju dania. Owszem odwiedziliśmy to miejsce, ale na posiłek już zatrzymaliśmy się w innej restauracji. Miejsce ciekawe, ale dość drogie i komercyjne, trochę przygotowane pod turystów w mojej ocenie, ale warto przejść się i obejrzeć wnętrze, a może ktoś tam znajdzie coś dla siebie.

Na koniec nie sposób nie wspomnieć o hala targowych, które bezsprzecznie które są ważnymi punktami na kulinarnym szlaku po Barcelonie, te najbardziej znane to Mercat de la Boqueria i Mercat de Santa Caterina.  Niestety nie odwiedziliśmy tych miejsc, gdyż w dniu, kiedy mieliśmy zaplanowaną tam wizytę dość mocno zaczął padać deszcz i musieliśmy mocno ograniczyć nasze plany i wrócić do mieszkania. 

Hiszpania smakuje owocami morza i całą mnogością innych smaków ukrytych w tych małych przekąskach zwanych tapasami, a na deser dzban sangrii i kremowa słodycz sernika baskijskiego. Te smaki pozostaną w moich wspomnieniach z pobytu w Barcelonie, a może i będą inspiracją do własnych eksperymentów kulinarnych.

Sernik baskijski

O serniku baskijskim czytałem już wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie mogłem się zabrać za jego upieczenie. Jednak na ostatnie Boże Narodzenie wreszcie postanowiłem go zrobić. W perspektywie jest Wielkanoc więc będziecie mogli wykorzystać ten przepis już na najbliższe święta. Sernik ten jest bardzo kremowy w konsystencji. Nie wymyślę tu nowego przepisu, bo tez opierałem się na tych internetowych. Do przygotowania sernika potrzeba 6 opakowań serka Philadelphia o pojemności 125 g, 250 g serka mascarpone, szklankę cukru, jedno opakowanie cukru waniliowego, 6 jaj, 400 ml śmietanki 30% (można dać trochę mniej), sok z połowy cytryny. Na spód ciasta 200 g herbatników zbożowych i pół kostki masła.

Zaczynamy od przygotowania spodu. Herbatniki miksujemy w mikserze na drobny pył, taki jak mąka, masło rozpuszczamy w rondelku i łączymy z mąką herbatnikową. Tortownicę o średnicy 26 cm wykładamy papierem do pieczenia, tak by wystawał powyżej brzegów tortownicy. Sernik sporo wyrasta podczas pieczenie więc papier musi wystawać by masa się nie przelała na blahę. Na dno tortownicy wysypujemy masę heratnikowo-maślaną i ugniatamy na płasko. Spód sernika podpiekamy w temperaturze 180°C z włączonym termoobiegiem przez około 8 minut. 

Teraz przejdźmy do przygotowania masy serowej, serki Philadelphia miksujemy z serkiem mascarpone i cukrem na gładką masą, następnie stopniowo dodajemy po jednym jaju i nadal miksujemy, już na niższych obrotach. Na koniec dodajemy śmietankę i sok z cytryny i jeszcze chwilę mieszamy. Masa będzie dość rzadka. Przygotowaną masę serową wylewamy na przestudzony spód. Sernik pieczemy około 40 minut w temperaturze około 200°C z włączonym termoobiegiem. W większości przepisów podają by piec w funkcji dolna i górna blacha bez termoobiegu w temperaturze 220°C lub 240°C. Po tym czasie sernik będzie w części środkowej nadal miał płynną konsystencję, dopiero w lodówce stężeje. Nie zdziwcie się bo jego konsystencja po schłodzeniu prawie nadaje się do smarowania, to jest cecha tego sernika, jest mega kremowy, ale daje się spokojnie kroić na kawałki, przynajmniej mój się nadawał. Mój sernik wyszedł dość spieczony z góry, następnym razem będę go chyba musiał przykryć folią aluminiową by zbytnio się nie spiekł. No cóż to był mój pierwszy raz z sernikiem baskijskim więc pewnie jeszcze wiele prób przede mną. Próbujcie sami, jest zupełnie inny od standardowych serników jakie znamy, ale na pewno wart upieczenia i posmakowania.