Domowe pączki

Jest końcówka karnawału więc bez wyrzutów sumienia możemy sobie pozwolić na odrobinę słodkiego szaleństwa. Jest to okres, kiedy pączki są chyba najpopularniejszym deserem i najlepiej smakują. Pierwszy raz pączki sam zrobiłem około 20 lat temu. Niestety tamte pączki nie wyszły mi, były niedopieczone i niewyrośnięte. Teraz postanowiłem spróbować po raz kolejny zmierzyć się z tym smakołykiem. Oczywiście nie wymyśliłem nowego przepisu, ale stworzyłem coś na bazie tego co poczytałem w Internecie. Do mojego przepisu na pączki potrzeba 0,5 kilograma mąki, 5 lub 6 żółtek w zależności od wielkości, 250 ml mleka, 50 gram masła, około 50 gram świeżych drożdży, 3 łyżki cukru, szczyptę soli , 2 łyżki spirytusu. 

Najpierw przygotowujemy zaczyn, wykorzystując łyżkę mąki, łyżkę cukru, 3 łyżki ciepłego mleka, całe potrzebne drożdże. Wszystkie składniki dokładnie rozcieramy na gładką masę i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 20 do 25 minut, tak żeby się mocno spieniła. 

Kiedy zaczyn rośnie możemy się zabrać za przygotowanie pozostałych składników. Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy szczyptę soli, mleko lekko podgrzewamy, masło rozpuszczamy. Mleko i masło nie mogą być gorące tylko ciepłe lub nawet letnie. Żółtka oddzielamy od białek i mieszamy z pozostałym cukrem. Kiedy zaczyn wyrośnie do mąki dodajemy żółtka utarte z cukrem, mleko, masło i otrzymany zaczyn. Wyrabiamy ręcznie ciasto, w trakcie wyrabiania dodajemy dwie łyżki spirytusu. Spirytus zapobiega nadmiernemu pochłanianiu tłuszczu przez ciasto podczas smażenia. Ciasto wyrabiamy około 10 minut. Będzie ono miało lekko kleistą konsystencję, ale to naturalne. Tak wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę. Moje ciasto rosło prawie 20 minut dłużej by było puszyste. Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy lekko na placek grubości 2 centymetrów i wycinamy  szklanką kółka na pączki. Pozostałe wycinki ponownie zarabiamy i wycinamy kolejne krążki aż do zużycia całej porcji ciasta. Wycięte z ciasta pączki umieszczamy na blacie podsypanym lekko mąką by się nie kleiły, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na kolejne pół godziny. 

Pączki smażymy na smalcu, będą smaczniejsze niż z oleju. Z tej proporcji ciasta wyszło mi około 18 pączków, a do smażenia użyłem 5 kostek smalcu. Najwygodniej pączki smaży się w szerokim płaskim rondlu. Pączki smażymy na mocno rozgrzanym smalcu. Najlepiej z resztek ciasta pozostawić sobie do testowania temperatury małą kuleczkę ciasta. Jeśli wrzucimy ją do smalcu i od razu będzie się smażyć i pienić tłuszcz, to znaczy że temperatura jest odpowiednia do smażenia naszych pączków. Pączki smażymy po około 3 minuty z każdej strony. To już jest kwestia obserwacji i wyczucia by nie były surowe w środku ani przepalone. 

Usmażone pączki wykładamy na ręcznik papierowy by odsączyć nadmiar tłuszczu. Przestudzone pączki nadziewamy konfiturą różaną, malinową, wiśniową, czy innym kremem w zależności od upodobania. Proponuję najpierw zrobić dziurę w pączku trzonkiem od małej łyżeczki i dopiero nadziewać masą ze szprycy cukierniczej. Ja od razu  wbijałem końcówkę szprycy i wciskałem nadzienie, co nie było dobrym pomysłem, bo niestety po wyjęciu szprycy nadzienie wypływało ze środka i ponownie musiałem nadziewać. Pewnie jest to kwestia wprawy i doświadczenia, ale dla początkujących lepiej jest przygotować dziurkę w pączku.

Nadziane pączki posypujemy cukrem pudrem lub możemy polukrować, ja wybrałem cukier puder, te polukrowane są za słodkie dla mnie. Muszę przyznać, że pączki wyszły bardzo smaczne, puszyste i wyrośnięte. Niestety przez problemy przy nadziewaniu niektóre miały minimalną ilość konfitury w środku, ale i tak dobrze smakowały. Warto samemu zrobić pączki w domu, jest to może trochę czasochłonne, ale nie takie trudne i daje ogromnie dużo satysfakcji. Do końca karnawału pozostało jeszcze 5 dni więc bierzcie się za przygotowanie własnych pączków. Chociaż karnawał zaraz minie to nie będzie mi to przeszkadzało w przygotowaniu własnych pączków ponownie za jakiś czas. Z pozostałych białek możecie przygotować proste kokosanki, ale o tym już w kolejnym wpisie.

Ciasto jogurtowe z rabarbarem

Ciasto jogurtowe jest idealne na każdą porę roku. Przepis i przygotowanie jest tak proste, że ciasto to zagościło u mnie na stałe. Teraz w porze letniej, kiedy mamy dużo świeżych owoców naprawdę wyczarować wiele wariacji na temat tego ciasta. Przepis na samo ciasto już Wam podawałem, ale przypomnę jeszcze raz. Do przygotowania ciasta potrzeba 1 kubek jogurtu naturalnego (ja używam marki Zott 370 g), 1 kubek oleju, ¾ kubeczka cukru, 2,5 kubka mąki, 4 jaja, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej i jedno opakowanie cukru waniliowego. Dodatkowo w tej wersji minimum 4 łodygi rabarbaru, jak dacie więcej ciasto będzie wilgotniejsze. Do odmierzenia proporcji wykorzystujecie kubek po jogurcie.

Rabarbar obieramy obieraczką do warzyw z zewnętrznych włókien i kroimy w kostkę średniej wielkości. Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystamy z miksera by ciasto było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodajemy cukier, cukier waniliowy oraz rabarbar. Na koniec dajemy suche składniki, czyli przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, a całość mieszamy już łyżką. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Używam standardowej, prostokątnej blachy. Ciasto piekłem w temperaturze 150°C z włączoną dolną blachą i termoobiegiem przez 25 minut, a następnie przez kolejne 20 minut w temperaturze 175°C. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone. Ciasto wyszło puszyste i wilgotne.

Dodatek rabarbaru powoduje, że ciasto jest naprawdę wilgotne i lekkie, a kwaskowaty posmak zapewnia wrażenie orzeźwienia i nie powoduje, że ciasto wydaje się ciężkie. Próbujcie swoje wersje ciasta jogurtowego, gorąco zachęcam i wymyślajcie własne owocowe dodatki…