Faworki, czyli chrust, smak karnawałowej rozpusty

Karnawał trwa w najlepsze, do tłustego czwartku pozostał jeszcze prawie miesiąc. W tym roku jest to wyjątkowo długi okres, bo Wielkanoc wypada w końcu kwietnia. Trzeba się więc cieszyć i korzystać z uroków zabaw karnawałowych. Na domowej prywatce ze znajomymi ważne są również przekąski. Dziś podam Wam przepis na typowe karnawałowe słodkości, czyli faworki. Na jedną porcję potrzeba 200 g mąki, 3 żółtka, łyżkę czystego spirytusu, szczyptę soli,3 łyżki kwaśnej gęstej śmietany, łyżeczkę cukru waniliowego. Z takiej porcji otrzymamy około 30 do 40 faworków, w zależności jak grubo będziemy rozwałkowywali ciasto. Na większą ilość proporcje musimy odpowiednio zwiększyć.

Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy sól i rozmieszane z cukrem waniliowym żółtka. Gdy żółtka połączą się z mąką, powinniśmy uzyskać coś podobnego do kruszonki, dodajemy śmietanę i zaczynamy wyrabiać ciasto. Pamiętajmy by w trakcie wyrabiania dodać łyżkę spirytusu. Spirytus powoduje, że ciasto nie będzie tak chłonęło tłuszczu w czasie smażenia, a faworki nie wyjdą bardzo tłuste, lecz chrupiące. Ciasto wyrabiamy aż będzie gładkie i plastyczne, a następnie zawijamy w ściereczkę tak na 10 minut by chwilę odpoczęło, będzie się wtedy mniej kleić podczas rozwałkowywania. 

W szerokim płaskim rondlu roztapiamy smalec, karnawał pozwala na lekką rozpustę więc nie miejmy wyrzutów sumienia z powodu wyższej kaloryczności. Niestety na oleju to nie będzie ten smak więc nawet tym dbającym o linię polecam smalec.  Ciasto dzielimy na porcje i rozwałkowujemy dość cienki placek. Możemy w czasie wałkowania lekko podsypać mąką by ciasto nie kleiło się do stolnicy, ale nie za dużo, bo później mąka się będzie szybko spalać w gorącym tłuszczu. Tak rozwałkowane ciasto tniemy w paski szerokości około 3 centymetrów i długości 10 centymetrów. Nie polecam szerszych, gdyż faworki wyjdą po prostu za szerokie i nie ładne, dłuższe zawsze mogą być. Każdy pasek nacinamy wzdłuż po środku nożem i przewijamy przez środek jeden brzeg ciasta.

Tak przygotowane faworki smażymy na jasno złoty kolor. Po wyjęciu z rondla proponuję je odsączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Ciepły jeszcze chrust posypujemy cukrem pudrem. Ot i cała filozofia przepisu, smacznego… Chyba nie znam nikogo, kto by nie lubił faworków.

Kruchy zawijaniec z orzechami

Uwielbiam to ciasto, a Wy? Jeśli jeszcze nigdy go nie próbowaliście, gorąco polecam jest przepyszne i jest to jedno z moich ulubionych ciast. Przygotowanie jest może i trochę czasochłonne, ale warte zachodu. Na ciasto potrzeba nam 250 g mąki, 125 g masła, 75 g cukru, 1 jajo, opakowanie cukru waniliowego, szczyptę soli. To jest proporcja składników na jedno ciasto. Jeśli chcecie zrobić dwa lub trzy zawijańce to po prostu musicie zagnieść (używając powyższych proporcji na jedną), 3 lub 4 kulki ciasta. Na masę potrzeba dużą miskę mielonych orzechów włoskich, tak wagowo to będzie z 1,5 kg na 3 lub 4 ciasta, 2/3 litra mleka, około 0,5 kg cukru pudru.

Zaczynamy od przygotowania tylu porcji ciasta, ile planujemy upiec zawijańców. Mąkę przesiewamy przez sito, dodajemy szczyptę soli, pokrojone w kostkę masło, cukier, a następnie siekamy nożem. Pamiętajcie masło powinno być zimne, nie prosto z lodówki, ale nie bardzo plastyczne, tak jak pozostanie w temperaturze pokojowej około 15 do 20 minut po wyjęciu z lodówki będzie dobrze. Do wstępnie połączonych składników dodajemy jedno całe jajo i szybko zagniatamy by uzyskać gładkie, nielepiące się ciasto. Zawsze możemy lekko podsypać mąką, jeśli w trakcie wyrabiania będzie się lepiło do stolnicy. Zagniecioną kulkę ciasta wkładamy zawiniętą szczelnie folią spożywczą do lodówki na około 4 godziny. Każdą kulkę ciasta zawijamy oddzielnie. Mając 4 godziny czasu możemy obrać orzechy, jeśli kupiliśmy w łupinach, a następnie zemleć. Jak mamy orzechy zmielone możemy się zabrać za inne ciekawe zajęcia w oczekiwaniu, aż ciasto dobrze się schłodzi. Orzechy łączymy z cukrem i mlekiem na sam koniec. Masa bardzo szybko wchłania mleko i robi się po prostu twarda i trudna w rozsmarowywaniu na cieście więc musimy dodawać więcej mleka.

Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki na 10 do 15 minut przed rozwałkowywaniem, by lekko zmiękło. Przygotowujemy foremki „keksówki” standardowej długości 40 centymetrów, które wykładamy papierem do pieczenia. Teraz jest czas na dokończenie masy orzechowej, do orzechów najpierw przesiewamy cukier puder i mieszamy by orzechy połączyły się z cukrem, a następnie dodajemy mleko do uzyskania konsystencji łatwej w smarowaniu, ale nie za rzadkiej. Pamiętajcie najpierw mieszamy suche składniki, w przeciwnym razie cukier puder się nam zbryli i będzie ciężko zmieszać go z masą mokrą. Na rozwałkowany blat ciasta rozsmarowujemy masę orzechową pozostawiając wzdłuż brzegów po około centymetrze ciasta na sklejenie. Całość zawijamy jak roladę zawijając boki i końcowy brzeg. Ja lekko smaruję wodą brzegi by ciasto lepiej się skleiło. Tak uformowane ciasto najlepiej jest wturlać do foremki sklejeniem do dołu, gdyż jest dość ciężkie i przy przenoszeniu może pęknąć. Wierzch ciasta smarujemy wodą przed włożeniem do piekarnika. Ciasto pieczemy w temperaturze 170°C przez pół godziny z włączonym termoobiegiem i dolną blachą, a następnie kolejne pół godziny (może już nie całe, by nie spiec ciasta za mocno) w temperaturze 180°C już tylko z samym termoobiegiem. By ciasto było upieczone potrzeba tak 50 minut do godziny maksymalnie, w zależności od zdolności grzejnych piekarnika. Sam przepis jak widzicie jest prosty, choć czasochłonny z uwagi na chłodzenie ciasta. Warto jednak tyle czekać, gdyż ciasto smakuje obłędnie. Z wierzchu możemy je posypać cukrem pudrem. Próbujcie, smakujcie…

Ciasto jogurtowe ze śliwkami

Sezon na śliwki trwa w najlepsze więc postanowiłem przygotować ciasto jogurtowe z tymi owocami. Jogurtowe ciasto kubeczkowe to jedno z najprostszych ciast, z którym każdy nawet niedoświadczony kucharz może się zmierzyć. Tym razem zmieniłem odrobinę proporcje, co wyszło na dobre. Do tej wersji potrzeba 1 kubek jogurtu naturalnego (ja użyłem marki Zott 370 g), 1 kubek oleju, ¾ kubeczka cukru, 2,5 kubka mąki, 4 jaja, 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej i jedno opakowanie cukru waniliowego. Kiedy ostatnio robiłem to ciasto wykorzystałem tylko proszek do pieczenia i 3 kubki mąki. Tamten przepis znajdziecie we wcześniejszych wpisach. Do odmierzenia proporcji wykorzystujecie kubek po jogurcie.

Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystamy z miksera by ciasto było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodajemy cukier, cukier waniliowy, przesianą mąkę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną, a całość mieszamy łyżką. Z uwagi na mniejszą ilość mąki, ciasto nie wyszło tak gęste jak ostatnio. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Użyłem standardowej, prostokątnej blachy, a nie mniejszej kwadratowej. Na wierzchu ciasta ułożyłem połówki śliwek, przecięciem do góry, lekko je wcisnąłem w ciasto i posypałem brązowym cukrem. Tym razem zmieniłem też trochę sposób pieczenia. Ciasto pieczemy w temperaturze 175°C z włączoną tylko dolną blachą przez 25 minut, a następnie z dolną blachą i termoobiegiem przez kolejne 20 minut. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone. Tym razem ciasto wyszło mi bardziej puszyste i wilgotniejsze. Dodanie sody oczyszczonej, użycie mniejszej ilości mąki i zmiana sposobu pieczenia zrobiły swoje.

Prawda jaki prosty przepis. Spróbujcie, polecam, a zobaczycie, że nie raz upieczecie to przepyszne ciasto. Ze śliwkami smakuje obłędnie i do tego jeszcze trochę posypane cukrem pudrem. Ehh… już mi ślinka cieknie.

Tiramisu, niebiańsko pyszny deser

Tiramisu, chyba jeden z najlepszych deserów jakie sobie można wyobrazić, rodem z Włoch. Prostota wykonania i kwintesencja smaku to, to co charakteryzuje ten deser. Fakt nie należy on do posiłków niskokalorycznych, ale raz na jakiś czas nie sposób sobie odmówić tej przyjemności. Co najważniejsze z tym deserem, mimo wydawać by się mogło skomplikowanego sposobu przygotowania, powinien sobie poradzić nawet początkujący kucharz.

Do mojego przepisu na tiramisu potrzeba, 1 kilogram serka mascarpone (dobrej marki), pół litra śmietanki 30%, 8 jaj, pół szklanki cukru, biszkopty do tiramisu (takie w dużych paczkach, lekko słodzone, zazwyczaj pisze na opakowaniu, że do tiramisu), kilka łyżek likieru amaretto oraz kilka łyżek gorzkiego kakao, szklankę naparu z kawy.

Żółtka oddzielamy od białek i ubijamy z cukrem na gładki, biały kogel-mogel. Do masy jajecznej dodajemy stopniowo serek mascarpone i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Oddzielnie ubijamy śmietankę na sztywno oraz oddzielnie białka z 2 lub 3 jaj (nie więcej bo masa będzie za rzadka, moja taka tym razem trochę wyszła, choć smak był idealny), pod koniec ubijania białek dodajemy do nich jeszcze płaską łyżkę cukru pudru. Do masy jajeczno-serowej dodajemy najpierw ubitą śmietankę i mieszamy delikatnie łyżką, a następnie dodajemy stopniowo pianę z białek i również mieszamy łyżką do połączenia wszystkich składników i uzyskania masy o gładkiej, kremowej konsystencji. Wcześniej powinniśmy sobie jeszcze przygotować szklankę mocnego naparu z kawy. Jeśli nie mamy kawy mielonej, możemy wykorzystać kawę rozpuszczalną, ja nie zauważyłem większej różnicy w smaku. Po wystudzeniu dodajemy do naparu amaretto i gotowe.

Ja zazwyczaj przygotowuję tiramisu w standardowej wielkości brytfannie do ciasta, którą wykładamy folią aluminiową (to około 25 na 30 centymetrów). Napar przelewamy do płaskiego naczynia gdyż będziemy w nim namaczać biszkopty. Trzymając biszkopt w palcach zanurzamy go do połowy na chwilę w naparze po czym wykładamy „ciasno” biszkoptami spód brytfanny. Musimy uważać by biszkopty nie były za mocno nasączone, zasadniczo zanurzając go możemy odliczyć do trzech, ja tak zwykle robię i jest w sam raz. Jeśli za pierwszym razem wyjdą za wilgotne lub za suche nie przejmujcie się, za to będziecie wiedzieć następnym razem jak długo je namaczać. Na biszkoptach rozsmarowujemy połowę masy serowej, wyrównujemy i przez sitko posypujemy mocno kakao. Następnie układamy kolejną warstwę biszkoptów, na nich resztę masy, wyrównujemy i ponownie posypujemy kakao. Oto cały sekret tego doskonałego i przepysznego deseru. Najlepiej przyrządzić tiramisu dzień wcześniej przed podaniem, by całą noc spędziło w lodówce i odpowiednio się wychłodziło, a masa stężała. Spróbujcie sami, to naprawdę proste, a jakie dobre…

Sernik na kruchym spodzie

Kolejny z moich przepisów na pyszne domowe ciasto, tym razem sernik na kruchym spodzie. Na ciasto potrzeba będzie 250 g mąki, 125 g masła, 75 g cukru, jedno opakowanie cukru waniliowego, jedno jajo, łyżeczkę soli. Na masę serową 1,5 kg sera twarogowego, 7 żółtek, 200 g cukru, opakowanie cukru waniliowego, 600 ml mleka, jedno opakowanie budyniu waniliowego i jedno śmietankowego, oba bez cukru, cztery łyżki oleju. Proporcje podałem na standardową brytfannę na ciasto o wymiarach 24 na 40 cm.

Mąkę przesiewamy przez sitko, dodajemy  cukier, cukier waniliowy, sól, pokrojone w kostkę masło o temperaturze pokojowej i całość siekamy nożem. Następnie dodajemy jajo i szybko zagniatamy ciasto, które chłodzimy w lodówce tak ze dwie godziny.  Pod koniec tego czasu zabieramy się za przygotowanie masy serowej. Żółtka ucieramy z cukrem na puszysty kogel-mogel, następnie dodajemy zmielony w maszynce do mięsa ser i dalej miksujemy. Budynie rozpuszczamy w zimnym mleku i wlewamy do masy serowej, dodajemy również olej. Całość dokładnie miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Spód blachy i boki wykładamy schłodzonym ciastem i wylewamy masę serową. Ciasto pieczemy najpierw 20 minut z włączoną dolną blachą i termo-obiegiem w temperaturze 150°C przez 25 minut. Następnie zwiększamy temperaturę do 175 °C i pieczemy jeszcze przez 35 minut. Jeśli z góry dotkniemy palcem masę serową i nabrała już ona konsystencji galaretki, to ciasto jest upieczone. Jeśli ktoś lubi do masy serowej może dodać garść rodzynek lub zetrzeć trochę skórki cytrynowej.

Placek królewski, zwany także miodownikiem

Przed Bożym Narodzeniem postanowiłem, że tym razem upiekę placek królewski, czyli inaczej miodownik. Zawsze makowiec lub sernik więc postawiłem na coś innego i nowego. Nigdy nie robiłem tego ciasta i prawdę mówiąc byłem lekko  przerażony, bo wydawało mi się z opisu w Internecie, bardzo trudne w przygotowaniu. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Ciasto jest w miarę proste w wykonaniu w skali na 10 to 5 punktów, ale wymaga trochę czasu, około dwóch godzin na samo przygotowanie. Na moją wersję miodownika potrzeba na ciasto 0,5 kg mąki, 2 jaja, jeden cukier waniliowy, szczyptę soli, dwie łyżki miodu, dwie łyżki mleka, 200 g masła i 200 g cukru pudru, jedną łyżkę sody oczyszczonej. Na krem, ja zrobiłem budyniowy, a nie grysikowy, choć z takim też można znaleźć przepisy na to ciasto, 600 ml mleka, dwa opakowania budyniu waniliowego niesłodzonego, 300 g masła, 120 g cukru pudru. Na wierzchnią warstwę orzechową dwie łyżki miodu, 120 g masła, 100 g cukru, 200 g siekanych orzechów włoskich. Dodatkowo 600 g powideł śliwkowych. To są proporcje na standardową brytfannę na ciasto o wymiarach 24 na 40 cm.

Zaczynamy od przygotowania ciasta. Mąkę przesiewamy z sodą oczyszczoną, dodajemy cukier i mieszamy, w międzyczasie na małym ogniu rozpuszczamy mleko z miodem, musimy poczekać by wystygło przed dodaniem do reszty składników. Do składników sypkich dodajemy masło o temperaturze pokojowej i siekamy razem z mąką nożem. Teraz jest pora na dodanie jaj i lekkie wyrobienie ciasta, a na końcu dodajemy mleko z miodem. Wyrabiamy gładkie ciasto i dzielimy na 3 części. Ciasto jest dość plastyczne i ciężko się rozwałkowuje więc można lekko tylko rozwałkować, a resztę pracy wykonać już palcami wygniatając ciastem spód blachy. Polecam też schłodzenie ciasta w lodówce zamiast rozwałkowywania od razu po zagnieceniu, schłodzone nie będzie się tak rozpadać przy rozwałkowywaniu. Nie przejmujmy się jednak tym, gdyż jak pisałem można ciastem po prostu wygnieść palcami blachę bez specjalnego rozwałkowywania. Nasz placek składać się będzie z trzech warstw ciasta więc dlatego mamy trzy porcje. Każdy blat pieczemy oddzielnie w temperaturze 180°C z włączonym termo obiegiem 12 minut. Pieczenie trzeciego blatu tzw. wierzchniego wygląda trochę inaczej. Najpierw przygotowujemy masę orzechową. Masło roztapiamy z cukrem i miodem, następnie dodajemy posiekane orzechy i ze dwie minuty smażymy na patelni aż cukier całkowicie się rozpuści i całość zacznie gęstnieć. Masę wykładamy na trzeci blat i pieczemy również 12 minut w 180°C.

Po wyjęciu z piekarnika blaty szybko twardnieją, ale ten z warstwą orzechową pozostaje dosyć „plastyczny” i jak dwa pozostałe możemy łatwo obracać, z tym, tego nie da się zrobić. Po przestudzeniu na drabince z piekarnika blat z masą orzechową włożyłem do lodówki, po schłodzeniu masy również stwardniał i można go już było łatwo przenosić (to schłodzenie w lodówce bardzo pomaga). Gdy blaty stygną przygotowujemy krem budyniowy. Pierwotnie znalazłem przepis, że wystarczy jeden budyń, jednak to trochę za mało na taką brytfankę, dlatego podałem Wam inne trochę proporcje. Budynie przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu, ale z tą ilością mleka, którą ja podałem. Masło ubijamy mikserem z cukrem na puszystą masę. Gdy budyń całkowicie wystygnie dodajemy go do masła miksując na niskich obrotach. Pamiętajmy by podczas stygnięcia budyniu przemieszać go co jakiś czas, w przeciwnym razie na powierzchni stworzy się charakterystyczna skórka.

Mamy gotowe blaty i krem więc przystępujemy do składania ciasta. Brytfannę w której piekliśmy blaty wykładamy papierem do pieczenia i kładziemy pierwszy blat na spód. Następnie smarujemy go powidłami, na tę wielkość wykorzystamy praktycznie cały słoiczek o pojemności 290 g. Na powidłach rozsmarowujemy połowę kremu budyniowego i przykrywamy drugim blatem ciasta i powtarzamy czynność, najpierw powidła, potem reszta kremu, na wierzch kładziemy trzeci blat z masą orzechową i lekko dociskamy.

Wigilia była w niedzielę, a ja ciasto piekłem w czwartek po południu. Ciasto to należy wykonać wcześniej przed planowanym podaniem aby blaty zmiękły. Prawdę mówiąc nie byłem pewien jakie wyjdzie moje ciasto, ale przyznam bez chwalenia się, że wyszło przepyszne, jak na pierwszy raz. Dwa dni ciasto leżakowało w lodówce i blaty zrobiły się idealnie miękkie. Co mogę powiedzieć, jeszcze nie raz zrobię to ciasto bez wątpienia bo jest przepyszne, choć dość sycące. Kolejnym razem zamiast masy orzechowej może na wierzchu dam polewę czekoladową, bo o takich wersjach też czytałem. Można również zamiast kremu maślano budyniowego przygotować krem grysikowy, może też dokonam takiej zamiany.

Spróbujcie sami, to naprawdę przepyszne i nie tak trudne ciasto, jak by się mogło wydawać.

Tarta z kremem waniliowym

Pierwszy raz piekłem tartę na słodko i muszę przyznać, że wyszła hmm…, może jeszcze nie idealna, ale bardzo dobra w smaku, jak na pierwszy raz. Do przepisu potrzeba na kruche ciasto 250 g mąki, 1 jajo, 125 g masła, 75 g cukru, szczyptę soli. Na masę kremową, 0,5 litra śmietanki 30%, 6 żółtek, 50 g cukru, opakowanie cukru waniliowego.

Zaczynamy od ciasta. Mąkę przesiewamy prze sito dodajemy schłodzone pokrojone w kostkę masło, cukier i siekamy mąkę z masłem i cukrem. Na koniec dodajemy jajo i zagniatamy gładkie ciasto. Jeśli nam się będzie lekko lepić do stolnicy możemy podsypać odrobinę mąką. Wyrobione ciasto wkładamy w foli na 4 godziny do lodówki. W międzyczasie możemy przygotować masę na krem, choć zasadniczo dopiero z pół godziny przed planowanym pieczeniem. Śmietankę zagotowujemy na wolnym ogniu, żółtka ucieramy z cukrem do białości, następnie wlewamy gorącą śmietankę, cały czas mieszając i pilnując, by nie zrobiła się nam jajecznica na słodko, zamiast masy kremowej. Masa wyjdzie bardzo rzadka, w zasadzie płynna, robiłem kilkukrotnie creme bruele i to jest taka sama masa i konsystencja. Około 15 minut przed rozwałkowywaniem wyjmujemy ciasto z lodówki by lekko zmiękło. Ciasto rozwałkowujemy, podsypując lekko mąką by się nie kleiło i wykładamy nim  formę na tartę wysmarowaną masłem. Ciasto nakłuwamy widelcem i wylewamy na nie schłodzoną masę jajeczną. Tartę pieczemy w temperaturze 180°C przez 40 minut z włączoną dolną płytą bez termoobiegu. Przed wyjęciem z piekarnika masa kremowa musi mieć już galaretkowatą konsystencję jak sprawdzimy lekko z wierzchu palcem. Jeśli wydaje się nam za rzadka, potrzymajmy jeszcze kilka minut dodatkowo. Po wystudzeniu ciasto wkładamy do lodówki i podajemy schłodzone. Jest przepyszne, delikatne i znacznie łatwiejsze w wykonaniu niż się wydaje z przepisu. Spróbujcie sami…

Domowa szarlotka z budyniem

Ten przepis na szarlotkę mam sprawdzony już od kilku lat. Na ciasto potrzeba 1,5 szklanki mąki, 12 dag masła 1/3 szklanki cukru, 1 jajo, na kruszonkę  1,5 szklanki mąki, 15 dag masła, 2/3 szklanki cukru, 1 jajo. Dodatkowo opakowanie budyniu waniliowego lub śmietankowego, 1,5 kilograma jabłek, cynamon, cukier, sok z cytryny.

Mąkę siekamy z zimnym masłem, dodajemy jajo rozmieszane z cukrem i szybko wyrabiamy ciasto, które następnie chłodzimy w lodówce minimum przez godzinę. W międzyczasie przygotowujemy kruszonkę w taki sam sposób, tylko ciasto chłodzimy w zamrażalniku, a nie lodówce. Budyń przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Jabłka obieramy, szatkujemy na plasterki, obsypujemy cukrem i ugniatamy w rękach. Możemy je lekko skropić sokiem z cytryny by szybko nie ciemniały.

Schłodzone ciasto rozwałkowujemy, wykładamy nim blachę i nakłuwamy widelcem. Jeśli ciasto będzie się rwało podczas wałkowania po prostu próbujmy po kawałku wyłożyć dno blachy, to nie ma znaczenia. Następnie podpiekamy 10 minut w nagrzanym do 200°C piekarniku. Na cieście rozsmarowujemy warstwę budyniu i wykładamy jabłka. Pamiętajmy by w miarę dobrze odcisnąć jabłka z soku, gdyż w przeciwnym razie  sok mocno nasączy spód ciasta i może wyjść nam zakalec. Jabłka posypujemy cynamonem, w zależności od upodobania możemy go użyć mniej lub więcej. Na wierzchu ścieramy  na tarce o grubych oczkach ciasto przygotowane na kruszonkę, możemy je też próbować rozrywać na kawałki i takimi kawałkami pokryć jabłka.

Ciasto pieczemy w temperaturze 180°C około 50 minut, aż kruszonka nabierze złoto-brązowego koloru. Uwielbiam szarlotkę, to połączenie jabłek, cynamonu i idealnie kruchego ciasta, jest przepyszna.

Ciasto jogurtowe z wiśniami

Ciasto jogurtowe to chyba najprostsze ciasto, z którym każdy nawet niedoświadczony kucharz może się zmierzyć. Do mojej wersji potrzeba 1 kubeczek jogurtu naturalnego (ja użyłem marki Zott), 1 kubeczek oleju, ¾ kubeczka cukru, 3 kubeczki mąki, 3 jaja, 1 i ½  łyżeczki proszku do pieczenia, jedno opakowanie cukru waniliowego. Kiedy pierwszy raz robiłem to ciasto tydzień temu wykorzystałem mały kubeczek jogurtu 150 g i nim odmierzałem proporcje pozostałych składników. Ciasto pięknie wyrosło, było lekkie, puszyste, wilgotne i wyśmienicie smakowało. Dzisiaj ponownie upiekłem to ciasto, jednak użyłem kubeczka jogurtu o pojemności 370 g i takim odmierzałem proporcje cukru, mąki i oleju. Przy tym większym kubku użyłem tez nie 3, a 5 jaj i dwóch łyżeczek proszku do pieczenia. Często znajdziecie w Internecie przepis na ciasto kubeczkowe, czyli kubeczkiem od jogurtu odmierzamy pozostałe składniki.

A teraz samo wykonanie. Jogurt, jaja i olej łączymy mieszając trzepaczką. Nie korzystałem z miksera, gdyż przeczytałem w Internecie, że nie powinno się tego ciasta miksować by było lekkie i puszyste. Następnie do mokrych składników dodałem cukier, cukier waniliowy, przesianą mąkę i proszek do pieczenia, a całość wymieszałem łyżką. Ciasto ma dosyć gęstą konsystencję, ale nie korzystałem na żadnym etapie z miksera. Tak wymieszane składniki przełożyłem na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ciasto pieczemy w temperaturze 175°C z włączonym termo obiegiem i dolną blachą około 50 minut. Ciasto jest upieczone jeśli przejdzie test suchego patyczka, czyli sprawdzamy wbijając patyczek w ciasto pod koniec pieczenia. Powinien być tłustawy, ale nie mokry, wtedy nasze ciasto jest upieczone.

Prawda jaki prosty przepis. Ja w obu przypadkach dodałem do ciasta wiśnie, które pozostały mi po przygotowaniu wiśniówki. Należy jednak pamiętać aby je dobrze odsączyć ze spirytusu by nie były nadmiernie wilgotne, gdyż może nam wyjść zakalec. Można tez użyć innych owoców np. śliwek, które pozbawione pestek i przekrojone na połówki rozkładamy na wierzchu ciasta, skórką do dołu. Spróbujcie, polecam, a zobaczycie, że nie raz upieczecie to przepyszne ciasto.

Sernik z białą czekoladą, mascarpone i owocami leśnymi

Jest to jedno z najlepszych, a zarazem najprostszych w wykonaniu ciast, jakie kiedykolwiek jadłem i piekłem. Tak doskonałe i obłędne w smaku jak tiramisu. Do sernika potrzeba 1 kg sera białego mielonego, 0,5 kg mascarpone, 4 tabliczek białej czekolady, dwóch paczek herbatników pełnoziarnistych, 1,5 kostki masła, pół litra jagód, szklanki malin i deserowej żelatyny.

Zaczynamy od spodu naszego sernika. Herbatniki miksujemy w malakserze do uzyskania struktury pudru, masło rozpuszczamy i dodajemy do herbatników. Masę mieszamy łyżką dopóki herbatniki nie wchłoną całego masła i nie uzyskamy jednolitej konsystencji. Na dno tortownicy o średnicy wykładamy masę i dokładnie ugniatamy łyżką, a następnie chłodzimy w lodówce. Masło musi ponownie stężeć i wtedy spód będzie spójny. W mikserze mieszamy kilogram białego sera z pół kilograma mascarpone. Możemy użyć twarogu w kostce, który musimy zemleć w maszynce lub kupić już zmielony twaróg, jednak wtedy kupujemy czysty ser bez żadnych dodatków zapachowych. Z tych mielonych, w kilogramowych opakowaniach polecam twaróg do ciast z Piatnicy lub Włoszczowy. Mascarpone też powinniśmy kupić dobrej jakości by otrzymać właściwa konsystencję i smak. Podczas gdy sery miksują się nam w mikserze, w kąpieli wodnej rozpuszczamy cztery tabliczki białej czekolady, polecam tą z Wedla, najlepiej nadaje się do takiego ciasta. Owoce płuczemy i dokładnie odsączamy na sitku. Żelatynę przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Do ciast warto kupić żelatynę deserową np. Dr. Oetkera, idealnie nadaje się i nie zmienia smaku.

Do wymieszanych serów wlewamy strużką, cały czas miksując, rozpuszczoną czekoladę, a następnie żelatynę. Całość jeszcze chwilę dokładnie miksujemy, by wszystkie składniki dobrze się połączyły. Na koniec dodajemy owoce i mieszamy już łyżką. Masę serową przelewamy na przygotowany wcześniej spód z herbatników i wyrównujemy. Sernik chłodzimy w lodówce około 12 godzin. Po tym czasie możemy się już tylko delektować tym niebiańskim smakiem naszego deseru. Znika w zastraszająco szybkim tempie, jest takie dobre.