Zupa krem z białych warzyw

Szybki, zdrowy i smaczny przepis na zwykłą, niezwyczajną zupę. Do mojego kremu potrzeba jak sama nazwa mówi, białych warzyw, no może niektórych zielonych. Idąc na zakupy wybieramy białe warzywa, jak znajdziemy coś ciekawego, czego ja nie dałem możemy też popróbować. Przejdźmy więc do podstawowych składników, czyli pół kalafiora średniej wielkości, jeśli kupimy małego kalafiora, zwłaszcza poza sezonem, możemy wykorzystać całego, do tego pół bulwy selera (małą możemy użyć w całości), dwie pietruszki, jedna mała cukinia, jedna średnia cebula, jeden lub dwa małe ziemniaki, 5 łodyg selera naciowego, jeden por (jasna część). Teraz sobie przypomniałem, że można jeszcze dodać kalarepę, niestety w sklepie nie było więc w tej wersji kremu się nie pojawiła.

Warzywa obieramy i kroimy na kawałki, później i tak wszystko będziemy miksować więc nie ma znaczenia jak je pokroimy. Pokrojone warzywa gotujemy w wywarze do miękkości. Ja zamiast wywaru wykorzystałem kostki rosołowe drobiowe, nie chciało mi się tracić czasu na przygotowywanie wywaru. Ugotowane warzywa wraz z wywarem miksujemy do uzyskania jednolitej kremowej konsystencji, doprawiamy do smaku solą, świeżo mielonym pieprzem czarnym i pieprzem białym. Ja dodałem też pół kubeczka słodkiej śmietanki 30%. Pamiętajmy, jeśli stwierdzimy, że wywaru jest za dużo w stosunku do warzyw odlejmy trochę, a nie miksujmy całości, w przeciwnym wypadku nasza zupa wyjdzie zbyt rzadka i wodnista, później zawsze możemy dodać cieczy, jeśli okaże się, że krem wyszedł za gęsty. Tak przygotowany krem podajemy z grzankami lub groszkiem ptysiowym, a można zwłaszcza dla tych dbających o linię, podać go w wersji solo bez dodatków.

Filet z kurczaka w sosie z kaparami, pieczarkami i suszonymi pomidorami

Czasami to co najprostsze jest najlepsze. W dzisiejszym przepisie postawiłem na filet z piersi kurczaka w sosie śmietanowym, niby tak zwykłe danie, a w tej odsłonie zupełnie inne. Do naszego przepisu potrzeba dwa filety z kurczaka, łyżkę kaparów, 4 kawałki suszonych pomidorów w oliwie, 20 dag pieczarek, sól, pieprz, pieprz ziołowy, curry, paprykę ostrą i śmietanę 18%. Filety kroimy wzdłuż na połówki by szybciej się później usmażyły, a nie pozostały przesuszone, przyprawiamy curry, pieprzem ziołowym oraz ostrą papryką, dodajemy 3 łyżki oliwy i pozostawiamy na noc w lodówce.
Teraz czas na przygotowanie dania. Pieczarki obieramy i kroimy w dużą kostkę, smażymy na maśle z dodatkiem soli i pieprzu do czasu aż woda całkowicie odparuje. Na drugiej patelni przygotowujemy kurczaka. Filety smażymy na rozgrzanej patelni, na oliwie, w której marynował się dzień wcześniej, następnie dodajemy dwie łyżeczki masła, pokrojone w kostkę pomidory, wrzucamy całe kapary i dalej dusimy, podlewając odrobinę wody. Ponieważ filety mamy przekrojone na cieńsze plastry będą gotowe w ciągu kilku minut, a przy tym pozostaną soczyste. Gdy z pieczarek odparowała woda, dodajemy je do kurczaka, podlewamy jeszcze odrobinę wody i dusimy ze 3 minuty na małym ogniu Na koniec dodajemy 3 łyżki śmietany 18% i jeszcze dusimy ze 2 minuty by sos nabrał jednolitej, kremowej konsystencji. W ciągu 20 minut całe danie będzie gotowe. Na sam koniec dodajemy świeże listki bazylii, pokrojone w cienkie paski. Nadadzą pięknego zielonego akcentu naszemu daniu i cudownego aromatu. Prosty, szybki przepis, a jakże niecodzienny dzięki dodatkom, czyli kaparom i pomidorom suszonym. Tak przygotowanego kurczaka możemy podać z ryżem, kaszą lub klasycznym risotto bez żadnych dodatków. Smakuje wyśmienicie, sami spróbujcie…

Lubelskie bramy i zakamarki

Dzisiaj dalszy ciąg poprzedniego wpisu. Jestem osobą dość zdyscyplinowaną. Nie trzeba było więc długo czekać. W środę po prostu zebrałem się w sobie i zrobiłem wieczorny spacer aż pod zamek. Pogoda była idealna, wszędzie biało, a do tego świeżo padający śnieg tworzył niesamowitą atmosferę i do spaceru i do zdjęć, których udało mi się kilkanaście zrobić. Lubelska starówka zauroczyła mnie w takim samym stopniu, jak podczas pierwszego spaceru. Te wąski uliczki i bramy, które są wszędzie. W mojej ocenie Lublin jest jednym z tych nielicznych miast, w których widziałem tak dużą ilość bram i łuków. Niemal w każdej uliczce, za każdym zakrętem można znaleźć przynajmniej jedną bramę, którą jeśli miniemy, otwiera przed nami kolejne ciekawe zakątki miasta. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć i samemu odkryć te urokliwe zakamarki miasta. Zapraszam więc do mojej galerii zdjęć, które udało mi się zrobić podczas środowego spaceru. Mam nadzieję, że zachęcą Was do odwiedzin Lublina, polecam…

Lubelskie smaki i nie tylko

Ostatnie tygodnie mijają mi w Lublinie. Z uwagi na moją pracę poznałem trochę to miasto, bo jestem już tutaj po raz trzeci. Muszę przyznać, że lubelska starówka jest bardzo urokliwa. Wąskie uliczki, przechodzące w kręte zakamarki to tworzy klimat starego miasta, który uwielbiam. Po raz pierwszy zawitałem tu 4 lata temu, była niesamowicie mroźna zima, jednak nie mogłem sobie darować spaceru na starówkę, mimo niesprzyjającej pogody i mrozu, który pamiętam powodował iż palce nawet w rękawiczkach niemal zamarzały.

Kolejny raz odwiedziłem to miasto wczesną jesienią. Wtedy naprawdę dało się poczuć klimat zabytkowego śródmieścia. Liczne ogródki piwne na starówce, a do tego ciepła, jesienna pogoda, która pozwalała na długie spacery. Teraz odwiedzam to miasto po raz trzeci. Niestety jakoś nie mogłem się zebrać, by choć raz dojść pod zamek, ale nic straconego jestem tu jeszcze kilkanaście dni i muszę tam dotrzeć bezwzględnie.

Patrząc przez pryzmat smaków, jakie tu poznałem, jest jedna rzecz, która zawsze będzie mi się kojarzyć z Lublinem, tzw. cebularz. To taka drożdżowa bułka z farszem z cebuli, coś na wzór małej pizzy, które możemy kupić w piekarniach. W wielu miastach widziałem te mini pizze z pieczarkami czy z salami, ale cebularza mogłem kupić tylko w Lublinie. To jeden ze smaków, który będzie mi się kojarzyć tylko z tym miastem. Teraz w hotelu, którym mieszkam odkryłem jeszcze inny, nowy smak, pieróg lubelski z kaszą gryczaną albo z serem. Z kształtu przypomina keks, a jest to coś w rodzaju ciasta kruchego faszerowanego twarogiem z ryżem na słodko, lub kaszą gryczaną z serem, ale już nie w słodkim wydaniu. Smak ciekawy muszę przyznać. Niestety innych smaków nie popróbowałem, choć jest jeszcze pewnie co najmniej kilka charakterystycznych dla tego miasta i regionu potraw. Polecam, odwiedźcie to miasto bo warto, bez wątpienia pozostaniecie pod urokiem tych wąskich uliczek i zakamarków, które przez kilka dni można odkrywać na starym mieście. Lepiej jest się jednak wybrać letnią porą lub wczesną jesienią, wtedy wrażenia będą o wiele ciekawsze.

Pierś z kurczaka faszerowana pieczarkami i marchewką podana z risotto z kaparami

W weekend mam zawsze trochę więcej czasu by pobawić się w kuchni i wymyślać jakieś ciekawe dania. W tygodniu nie ma na to czasu, tym bardziej, że te ostatnie tygodnie mijają mi w hotelowym pokoju. Skoro zostaje mi tylko sobota i niedziela zawsze staram się przynajmniej w jeden dzień przygotować coś ciekawego na obiad. Tego dania dawno już nie przygotowywałem, a na blogu nie umieszczałem przepisu więc stwierdziłem, że to dobry czas. Zaprezentuję Wam przepis na pierś z kurczaka faszerowaną pieczarkami i marchewką, podawaną z risotto z kaparami. Na porcję dla dwóch osób potrzeba dwa filety z piersi kurczaka, takie grubsze by dało się je naciąć od góry i nafaszerować, jedną średniej wielkości marchew, 20 dag pieczarek, czubatą łyżkę suszonego tymianku, sól i pieprz do smaku. Do risotto potrzeba będzie około 30 dag ryżu do risotto, dwie łyżki kaparów w zalewie, pół litra  wywaru warzywnego lub drobiowego, tarty parmezan,  trochę oleju.

Zaczynamy od farszu, pieczarki obieramy i kroimy w grubą kostkę, marchew obieramy i też kroimy w kostkę. Pieczarki smażymy na maśle aż puszczą nadmiar wody, wtedy dodajemy pokrojoną marchew oraz cały tymianek, sól i pieprz do smaku. Warzywa dusimy do czasu aż pieczarki podrumienią się, a marchew będzie prawie miękka. Filety nakrajamy ostrym nożem od góry tworząc kieszeń, którą wypełnimy przygotowanym farszem. Przed wypełnieniem, mięso lekko oprószamy solą i pieprzem, z zewnątrz i środku. Po wypełnieniu farszem spinamy każdy filet dwoma wykałaczkami by farsz się nie wysypywał. Filety będziemy piec w piekarniku, ale najpierw obsmażamy je od spodu na silnie rozgrzanej patelni z odrobiną oleju. Następnie mięso zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 200°C przez 20 minut w naczyniu żaroodpornym pod przykryciem. Na spód wylewamy tę odrobinę oleju, która pozostała ze smażenia mięsa, a na wierzch kładziemy po łyżeczce masła. W trakcie pieczenia należy z raz lub dwa polać mięso powstałym sosem by zbytnio nie wyschło.

Gdy mięso się piecze przygotowujemy risotto, tyle czasu w sam raz wystarczy. Najpierw podsmażamy na patelni sam ryż z dodatkiem dwóch łyżek oleju. Następnie wlewamy około pół szklanki wywaru i dodajemy kapary. Gotujemy ryż na wolnym ogniu do czasu aż wchłonie całą ciecz. Stopniowo dodajemy resztę wywaru. Zasadniczo gdy ryż wchłonie prawie cały przygotowany wywar, będzie już gotowy. Jeśli stwierdzimy, że ryż jest zbyt twardy, możemy jeszcze potrzymać na ogniu ze dwie minuty. Nie możemy dopuścić by cały wywar odparował, bo risotto wyjdzie za suche. Na koniec dodajemy łyżeczkę masła i czubatą łyżkę startego parmezanu. Całość powinna uzyskać gładką, kremową konsystencję, a ryż nie powinien być rozgotowany.

Mięso podajemy ze świeżą sałatą z dodatkiem octu balsamicznego i przygotowanym risotto. Ja miałem taki ring do „składania” przystawek więc, tak jak widzicie na zdjęciu risotto ma kształt walca. Z pozostałych pieczarek i marchwi możemy zrobić dodatkowy sos do mięsa, dodając trochę masła i śmietanki. Smakuje naprawdę pysznie, choć jest to danie które wymaga już pewnego doświadczenia w gotowaniu, ale nie jest aż tak trudne, jak mogłoby się wydawać.

Zapinaj pasy w taksówce

Ponieważ na tym blogu piszę o różnych smakach życia i otaczającego nas świata, nie tylko o tych związanych z kulinariami i miejscami, które warto odwiedzić ze względu na smaczne jedzenie, nie tylko o tych dotyczących moich pasji jakimi są gotowanie i podróże, ale też o smakach życia związanych z emocjami i naszymi doświadczeniami, dlatego postanowiłem umieścić ten wpis.

Mój przyjaciel Jasiek, na facebook’u, zorganizował społeczną akcję #zapinajpasywtaksówce, która zakończy się czerwcowym koncertem w centrum EXPO w Łodzi. Sprawa niby banalna, ale jednak bardzo ważna i praktycznie dotykająca każdego z nas. On, jadąc taksówką, mimo zapiętych pasów nie miał tyle szczęścia, skończyło się kilkudniowym pobytem na oddziale SOR i blizną, która pozostanie. Z drugiej strony miał to szczęście, że żyje i powrócił do pełni zdrowia, choć traumatyczne wspomnienia, będą z Nim na zawsze. Teraz organizuje społeczną akcję w Łodzi, której celem jest zwrócenie uwagi na tak prozaiczną sprawę, jaką jest zapinanie pasów w taksówce, a jednocześnie tak ważną dla naszego życia, zdrowia i bezpieczeństwa.

Ile razy, czy to jadąc na dworzec, czy wracając z pracy albo ze spotkania ze znajomymi, czasem po kilku piwach lub drinkach, nawet nie zastanawiamy się nad tym by zapiąć pasy w taksówce, zwłaszcza siedząc na tylnym siedzeniu. Przecież nic nam się nie może stać… Żyjemy w przeświadczeniu, że taksówki nie mogą uczestniczyć w wypadkach samochodowych i zawsze bezpiecznie dowiozą nas do domu. Problem zaczyna się gdy dochodzi do wypadku. Potłuczenia, złamania, skutkujące wielomiesięczną rehabilitacją, traumatyczne wspomnienia, a wystarczy wsiadając do taksówki, zapiąć pasy by znacząco ograniczyć te skutki wypadków. Życie jest skarbem danym nam raz, dlatego dbajmy o nie zawsze i wszędzie, drugiego już nie dostaniemy… Odwiedźcie facebook’a i dołączcie do akcji #zapinajpasywtaksówce, ale, co najważniejsze, zapinajcie pasy jeżdżąc taksówkami, byście zawsze bezpiecznie wracali do domu, a nie okazało się, że to ostatnia podróż, która Wam była dana od losu…

Kurczak po grecku

Pomysł na to danie przyszedł mi do głowy, kiedy zastanawiałem się co przygotować na świąteczny obiad. Nie planowałem jakiś mięs z tłustymi i ciężkimi, choć smacznymi sosami więc postawiłem na drób. Chciałem jednak by był w trochę innym wydaniu. A że po grecku tak nazwałem go ze względu iż użyłem dużej ilości przypraw greckich, które przywiozłem sobie z ostatnich wakacji. Do naszego dania potrzeba będzie na 4 osoby, cztery filety z kurczaka (takie grubsze by dało się je nafaszerować), dwa opakowania serka śmietankowego Almette, 5 czerwonych papryk, jedną małą cukinię, jednego pora, jedną cebulę, puszkę pokrojonych pomidorów bez skórki, 3 ząbki czosnku, sól, pieprz i dużą ilość przypraw ziołowych. Kto nie ma takiej greckiej mieszanki przypraw może użyć tymianku, bazylii, oregano i odrobiny majeranku.
Zaczynamy od papryk które musimy pozbawić skóry. Wkładamy je do nagrzanego do 200°C piekarnika i pieczemy około 15 minut. Jeżeli zauważmy, że skóra zacznie się marszczyć i brązowieć, to znaczy że papryki są upieczone. Tak upieczone papryki przykrywamy workiem foliowym by lekko zaparowały i zostawiamy na około 5 minut, tak łatwiej zejdzie z nich skórka. Cebulę kroimy w kostkę, cukinię obieramy ze skórki i też kroimy w kostkę, a pora w pół talarki (wykorzystujemy tylko białą część pora). Warzywa dusimy na maśle z dużą ilością mieszanki ziołowej, aż lekko zmiękną. W międzyczasie oczyszczamy filety i lekko rozcinamy, tworząc wewnątrz kieszonkę. Papryki obieramy ze skórki, czyścimy z nasion, by było łatwiej możemy je opłukać pod bieżącą wodą. Obrane papryki miksujemy na gładki mus. Każdy z filetów faszerujemy serkiem śmietankowym oraz musem z papryki zamykamy i sczepiamy wykałaczkami by nasz farsz nie wydostał się na zewnątrz podczas pieczenia. Resztę musu paprykowego dodajemy do masy warzywnej, dajemy też pomidory z puszki, sól, cukier i pieprz do smaku. Warzywa dusimy kilka minut na wolnym ogniu, w razie potrzeby możemy dodać odrobinę wody. Filety obsmażamy na patelni z niewielką ilością oleju na dużym ogniu, by mięso się lekko zrumieniło i zamknęły pory. Tak obsmażonego kurczaka wkładamy do naczynia żaroodpornego, dodajemy ¼ szklanki wody lub nawet mniej, do tego łyżkę masła, przykrywamy pokrywką i pieczemy w rozgrzanym do 195°C piekarniku około 20 minut. W międzyczasie możemy dokończyć sos warzywny, z którego ostatecznie otrzymamy mus. Uduszone warzywa miksujemy bowiem mikserem na gładką masę, doprawiamy jeszcze ewentualnie do smaku. Kurczaka podajemy z kaszą lub ryżem, pokrojonego w plastry i polanego musem z dodatkiem surówki warzywnej w stylu Colesław, taka będzie najbardziej pasować. Nie jest to może super prosty przepis, ale czasami możemy trochę poczarować w kuchni by otrzymać inne, od zwykłego, codziennego, danie.

Penne ze szpinakiem i kurczakiem

Dzisiaj chciałbym nawiązać do ostatniego wpisu, kiedy podawałem Wam, drodzy Czytelnicy i Kucharze, przepis na makaron ze szpinakiem i łososiem. Makaron ze szpinakiem można również podać z innymi dodatkami. Tym razem zamiast łososia dodałem kurczaka, pozostałe składniki wykorzystałem takie same, jak ostatnio. Potrzeba więc nam będzie na porcję dla dwóch osób, dwa średniej wielkości filety z kurczaka, (raczej większe niż mniejsze), mały kubeczek śmietany 18%, dwa opakowania mrożonego rozdrobnionego szpinaku (polecam ten z Hortexu), 4 ząbki czosnku, mniej więcej połowę opakowania makaronu, sól i pieprz do smaku.

Kurczaka kroimy w małą kostkę i obsmażamy szybko na dużym ogniu by mięso bardzo nie wyschło, a nie pozostało surowe. Mięso smażymy tylko z dodatkiem soli i pieprzu nie wykorzystujemy w tym przypadku innych przypraw do drobiu, by nie zdominowały smaku. Mięso zbieramy z patelni i odstawiamy na bok, teraz możemy już nastawić makaron do gotowania. Makaron gotujemy w osolonej wodzie al dente, czyli tak około 13 minut, tym razem wykorzystałem penne. W międzyczasie zabieramy się za przygotowanie szpinaku. Zamrożony szpinak wykładamy na patelnię i podgrzewamy na dużym ogniu dopóki się całkowicie nie rozmrozi i nie odparuje nadmiar wody. Teraz dodajemy łyżeczkę masła oraz przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku i przesmażamy ze dwie minuty już na mniejszym płomieniu. Na koniec dodajemy kurczaka oraz śmietanę i dusimy jeszcze ze 2 lub 3 minuty na wolnym ogniu by smaki się przemieszały, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Ugotowany makaron wrzucamy do szpinaku i dokładnie mieszamy by szpinak oblepił nam makaron. Tak przygotowany makaron, tak jak i poprzednio podałem że świeżo startym parmezanem.

Ponieważ nie będę już podawać kolejnego przepisu na makaron ze szpinakiem jeszcze kilka słów na zakończenie. Zamiast śmietany możecie tez użyć serka ricotta, wtedy konsystencja sosu będzie bardziej kremowa. Poza tym makaron ze szpinakiem możecie również podać bez żadnych dodatków w postaci kurczaka i łososia. Polecam jednak wtedy zdecydowanie użyć serka ricotta zamiast śmietany oraz trochę pokrojonego w kostkę i przesmażonego boczku, tak przygotowany smakuje wyśmienicie. I jeszcze jedna sprawa, serek kupujcie zawsze dobrej jakości, te produkowane pod sieciowymi markami niestety nie smakują najlepiej, sam już się kiedyś o tym przekonałem i teraz tylko kupuję te znanych marek. Nie wykorzystujcie też gotowych mieszanek tartych serów do spaghetti, tylko oryginalny parmezan.

Spaghetti ze szpinakiem i łososiem

Makaron można podawać na wiele sposobów, z sosami, w formie zapiekanek, z warzywami, z mięsem, na słodko. Niestety nie nauczyłem się jeszcze przygotowywać domowego makaronu, więc w przepisach wykorzystuję ten kupiony w sklepie. Prawdę mówiąc można kupić na tyle dobre makarony, że przygotowywanie własnego jest dla mnie lekką stratą czasu, choć bez wątpienia smakowałby jeszcze lepiej niż taki sklepowy. Tym razem przepis na zielony makaron, czyli ze szpinakiem i łososiem. Do mojego przepisu potrzeba dwa opakowania mrożonego szpinaku rozdrobnionego (najlepszy jest z Hortexu), mały kubeczek śmietany 18% (ja używam zwykle tej z Piatnicy), 3 ząbki czosnku, jedno opakowanie łososia wędzonego (takiego w plastrach, jakie możemy kupić w hipermarketach), kto lubi łososia może użyć nawet podwójną ilość ryby, sól i pieprz do smaku, no i oczywiście makaron, (na dwie osoby połowa takiego standardowego opakowania spaghetti).

Makaron gotujemy w osolonej wodzie zgodnie z przepisem na opakowaniu, jak widzicie ja użyłem spaghetti, ale może też być penne, czy tagliatelle. W międzyczasie przygotowujemy szpinak. Zamrożony szpinak wykładamy na patelnię i trzymamy na ogniu, dopóki się nie rozmrozi, a nadmiar wody nie odparuje. Następnie dodajemy łyżkę masła, 3 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, sól i pierz do smaku i jeszcze chwilę dusimy. Na koniec dodajemy śmietanę i całość chwilę trzymamy na ogniu by wszystkie składniki się połączyły, a masa uzyskała jednolitą konsystencję. Ugotowany makaron dodajemy do szpinaku, wkładamy porozrywane na kawałki płaty łososia i jeszcze ze 2 minuty trzymamy na ogniu, cały czas mieszając by sos szpinakowy oblepił makaron i wymieszał się z kawałkami łososia. Makaron podałem posypany świeżo startym parmezanem, tak smakuje najlepiej, a parmezan dodaje charakterystycznego słonego posmaku. Do tego lampka białego wina i czego chcieć więcej…

Omlet wegetariański, czyli smaczne, zdrowe śniadanie

Dziś prosty przepis na szybkie, zdrowe i pożywne śniadanie. Omlet, to chyba jeden z najpopularniejszych posiłków śniadaniowych, a jednocześnie prosty w wykonaniu. Do mojej wersji wegetariańskiej wykorzystałem pół cebuli czerwonej, oliwki marynowane, paprykę świeżą oraz pomidorki koktajlowe, takie akurat miałem w domu. Dobór dodatków zależy zasadniczo od naszej inwencji kulinarnej i ulubionych smaków. Kto lubi bardziej sycące śniadania może wykorzystać boczek lub kilka plasterków baleronu, czy wędzonki, a także pieczarki, czy paprykę konserwową, kapary. Tak jak wspominałem dobór składników jest ograniczony naszą wyobraźnią.
Przejdźmy jednak do samego wykonania. Połówkę cebuli kroimy w kostkę, podobnie czynimy z połową czerwonej, pozbawionej nasion, papryki. Pokrojone cebulę i paprykę smażymy na maśle by cebula się zeszkliła, a papryka lekko zmiękła. Oliwki kroimy na połówki, pomidorki na ćwiartki, jeśli mamy zwykłego pomidora kilka plastrów kroimy w kostkę, ale wcześniej musimy usunąć gniazda nasienne. Jaja roztrzepujemy z dodatkiem soli, pieprzu i odrobiny mleka i zalewamy nimi przesmażoną cebulę i paprykę. Następnie posypujemy oliwkami, rozkładamy ćwiartki pomidora i przykrywamy pokrywką. Ogień zmniejszamy na minimalny poziom, jajka muszą się również ściąć lekko z góry, jeśli będziemy utrzymywali za duży płomień, spód może się nam za bardzo przyrumienić. Gdy widzimy, że góra już się częściowo ścięła, przy pomocy łopatki składamy na patelni omlet na pół, lekko dociskamy i jeszcze przez chwilę dosmażamy z obu stron. I gotowe, prawda jakie proste, a jak smakuje ehhh… Może dla początkujących kucharzy chwilę zajmie nim nauczycie się osiągać właściwy stopień stężenia masy jajecznej. Jajka nie mogą być maksymalnie ścięte gdyż omlet wyjdzie zbyt twardy i przesuszony, a tak to w środku pozostanie nam lekko kremowa konsystencja. Smacznego…