
Każdy chyba od czasu do czasu ma ochotę na tzw. „chińszczyznę”. Barów z kuchnią chińską jest cała masa, choć takich prawdziwych niewiele. W sklepach możemy dostać mrożonki z chiońskimi daniami lub gotowe dania w słoikach. Może i smakują one tak, jak oczekiwalibyśmy, ale na pewno zawierają w sobie całą masę sztucznych barwników, czy polepszaczy smaku. Korzystając z naturalnych składników możemy sami przygotować takie danie, które na pewno będzie o wiele zdrowsze od tych gotowych, które możemy kupić. Do mojej wersji kurczaka po chińsku potrzeba na porcję dla dwóch osób dwa filety z piersi kurczaka, jedną czerwoną paprykę, jedną większą marchewkę, jednego pora, kilka grzybów mun, puszkę kiełków fasoli, 3 liście kafiru. Dodatkowo sos sojowy, sos rybny, pastę tahini i jedno opakowanie makaronu ryżowego.

Kurczaka kroimy w kostkę i dzień wcześniej możemy zamarynować w kilku łyżkach sosu sojowego i jednej łyżce pasty tahini. Marchew, paprykę i pora kroimy na kawałki długości 5 centymetrów, a następnie w wąskie paseczki, tak by wszystkie składniki były mniej więcej równych rozmiarów. Możemy dodać również kilka grzybów mun, ja o nich tym razem zapomniałem więc nie dodałem do mojego dania. Makaron przygotowujemy zgodnie z opisem na opakowaniu. Zazwyczaj tego makaronu się nie gotuje tylko zalewa na około 3 minuty wrzątkiem i jest gotowy. Przygotowanie dania zaczynamy od smażenia kurczaka, warzywa muszą pozostać chrupkie więc im tyle czasu nie potrzeba. Ja mam patelnię zbliżoną kształtem do woka, taka jest najlepsza lub typowy wok, kto nie ma może użyć zwykłej patelni.

Kurczaka smażymy na oleju kilka minut, do momentu, kiedy widzimy, że nie jest już surowy z dodatkiem jeszcze sosu sojowego, rybnego i łyżki pasty tahini. Uważajmy z ilością sosu sojowego i rybnego, by danie nie wyszło za słone, lepiej później doprawić niż dać za dużo. Od samego początku dodajemy też liście kafiru. Następnie dodajemy marchew, grzyby mun, potem paprykę i pora. Dodawajmy warzywa w takiej kolejności w odstępach około 2-3 minutowych od tych najtwardszych, do najmiększych, te nie potrzebują aż tyle czasu. Jak wyjdą rozgotowane całe danie straci swoją konsystencję, tak jak wspominałem wcześniej, warzywa muszą pozostać lekko chrupiące, a nie rozmiękłe. Do podostrzenia smaku dodałem szczyptę chili, nie używałem za to ani grama soli, sos sojowy i rybny są wystarczająco słone. Na sam koniec dodajemy kiełki fasoli i przygotowany makaron. Całość jeszcze chwilę trzymamy na ogniu mieszając by smaki się połączyły i gotowe. Oto cały sekret chińskiego dania w mojej wersji. Smakuje doskonale i jest na pewno o wiele zdrowsze niż takie z mrożonek lub słoika.

