Zupa krem z dyni

Jesień zbliża się do nas coraz większymi krokami. Za oknami więcej deszczu i chmur niż słońca. W lasach trwa wysyp grzybów, w sklepach pojawiają się kolejne dary jesieni, z których możemy korzystać w kuchni. Ponieważ uwielbiam zupę krem z dyni, w ten weekend u mnie w kuchni królowała zupa dyniowa. Na krem z dyni najlepiej jest kupić dynię hokkaido, ma piękny pomarańczowy kolor, dzięki czemu nasza zupa będzie złocisto-pomarańczowa.  Na zupę w zależności od ilości osób i wielkości dyni potrzeba jednej lub dwóch sztuk. Ja ostatnio kupiłem jedną i wyszedł z tego wielki gar zupy. Do tego wywar rosołowy lub jedna kostka rosołowa warzywna, trochę chili i cukru brązowego oraz ¼ szklanki śmietanki 30%.

Dynię obieramy ze skóry, kroimy w kostkę i dusimy na niewielkiej ilości oleju lub masła z dodatkiem 3 łyżeczek brązowego cukru, na taką ilość. Gdy kawałki dyni się podduszą zalewamy całość wodą i dodajemy jedną kostkę rosołową warzywną. Gotujemy około pół godziny do całkowitej miękkości. Po przestudzeniu kawałki dyni miksujemy z wywarem do uzyskania kremowej konsystencji, dodajemy śmietankę, sól i chili do smaku. Ilość zastosowanego chili będzie się różnić, w zależności od naszej tolerancji na ostrość. Nieco ponad godzinka pracy i otrzymujemy pyszny złocisty krem dyniowy. Gorąco polecam jest bardzo smaczny i ma piękny kolor.

Grecka kuchnia jest pyszna

W Grecji raczej trudno o miejsce, gdzie nie dają dobrze i smacznie zjeść. Owszem w jednej restauracji może być drożej, w innej mniejsze porcje, ale zasadniczo jedzenie jest smaczne i domowe. Grecka sałatka, mousaka, souvlaki, tego na pewno warto spróbować i to nie raz. W miejscach gdzie mają świeże ryby, owoce morza, czy ryba również powinny być ważnym elementem degustacji lokalnych smakołyków. Tutaj wszystko jest świeże, owoce słodsze niż u nas w Polsce bo prosto z lokalnych gospodarstw. A pomidory, tak słodkich u nas nie spotkamy, a one są podstawowym elementem lokalnych sałatek. Ceny posiłków są przystępne za musakę, czy souvlaki zapłacimy do 10 euro. Danie mięsne czy z euroami morza powinno zamknąć się w kwocie 15 euro. I obowiązkowa butelka lokalnego wina 1 L od 6 do 10 euro. Miłą niespodzianką na koniec posiłku jest obowiązkowo serwowana raki, owoce, czy jakiś słodki poczęstunek, za to nie płacimy. To na razie tyle o greckich smakołykach.

Kreta, idealne miejsce na wypoczynek

Kreta, idealne miejsce na wakacyjny wypoczynek dla każdego. Nie za gorąco, nawet przy 30 stopniach na termometrze. Leniwa atmosfera, pyszne jedzenie, nigdzie nikomu się nie spieszy, każdy ma czas na wszystko. Piękne widoki, inna roślinność. Trzeba wykorzystać te dwa tygodnie by naładować baterie przed zimą i jesienią gdyż po powrocie do Polski trzeba się pewnie będzie pożegnać już z letnią aurą. Więcej napiszę po powrocie o ciekawych miejscach i jedzeniu więc jesienią zapraszam do odwiedzin na stronie.

Domowa nalewka wiśniowa

Wczoraj, po miesięcznym leżakowaniu, zlewałem nalewkę wiśniową do butelek. Pomyślałem więc, że wrzucę tutaj przepis na moją nalewkę. Znajomym smakuje, więc liczę,  że Wam też powinna przypaść do gustu, jak zrobicie ją według poniższego przepisu. Do mojej wersji nalewki potrzeba 4 kg wiśni takich ciemnych sokowych, im ciemniejsze tym ładniejszy kolor nalewki uzyskamy, pół litra spirytusu 95% oraz litr wódki, aha zapomniałbym, jeszcze cukier. Wiśnie drylujemy i zasypujemy cukrem by puściły sok. Razem z wiśniami pozostawiamy około garść wydrylowanych pestek, dla nadania smaczku nalewce. Pestki zawierają jednak szkodliwy cyjanek więc nie przesadzajmy z ich ilością, choć niektórzy z tego co wiem, w ogóle nie drylują wiśni. Ja tam wolę nie ryzykować, a nalewka wychodzi wyśmienita. Cukier używamy w proporcji na dwa kilogramy wiśni, jeden kilogram cukru. Do przygotowania wiśniówki korzystam z dużych 5-litrowych słojów więc na każdy daję równo po dwa kilogramy wiśni, wtedy łatwo zachować proporcje. Słoje przykrywamy szczelnie gazą lub papierowym ręcznikiem kuchennym. By wiśnie puściły sok, zajmuje to około dwa do trzech dni, w zależności od temperatury. Przy dużych upałach, jeśli postawimy słój z wiśniami na słonecznym parapecie, cukier powinien się już rozpuścić w ciągu dwóch dni. Ja zazwyczaj zlewam sok na trzeci dzień, licząc jako pierwszy, ten w którym zasypywałem wiśnie cukrem. Oczywiście w trakcie musimy mieszać wisienki, by cukier się rozpuszczał. Ja zamykam wtedy słój pokrywką i obracam na wszystkie strony, taki zabieg powtarzam ze dwa razy dziennie. Z porcji czterech kilogramów wiśni zlewam nieco ponad litr soku, resztę zostawiam do naszej wiśniówki. Sok zagotowujemy i wlewamy do wyparzonych gorących butelek, będzie na zimę w sam raz. Teraz czas na mocne dodatki. Pół litra spirytusu rozlewam równo na dwa słoje i do każdego słoja dolewam jeszcze po pół litra wódki. Jak wiśnie mają dużo soku w sobie i są słodkie, czasem jeszcze rozlewam dodatkowo pół litra wódki na dwa takie słoje. Zalane alkoholem wiśnie szczelnie zamykamy pokrywką i odstawiamy w ciemne miejsce na miesiąc. Raz na tydzień możemy lekko potrząsnąć słojem by nalewka się wymieszała. Po miesiącu leżakowania zlewamy nalewkę do butelek. Ja zlewam nalewkę przez sitko i gazę opatrunkową, by zatrzymać powstający z owoców osad, uzyskamy wtedy piękny, klarowny, ciemnorubinowy kolor. Mnie w tym roku z podanych proporcji wyszło pięć półlitrowych butelek nalewki oraz niecałe półtora litra czystego soku. Polecam spróbujcie przygotować własną domową nalewkę, jest o niebo lepsza od tych, które możemy kupić w sklepach.

Nalewki możemy przygotować również z innych owoców takich jak maliny, truskawki, czy jeżyny. W tym sezonie przygotowywałem jeszcze nalewką malinową. Sposób przygotowania jest taki sam, czyli najpierw uzyskanie soku, potem zalewanie alkoholem pozostałych owoców i leżakowanie. Trochę inne są proporcje owoców i cukru, na około kilogram malin użyłem trochę ponad pół kilograma cukru, wszystko zależy od słodkości owoców, do tych proporcji później ćwiartka spirytusu 95% i pół litra wódki. Pozostałe po nalewce wiśnie proponuję pozostawić, z powodzeniem można je wykorzystać później do deserów lub ciast, maliny, czy jeżyny niestety nie nadają się już do wykorzystania.

Tagliatelle bolognese

Makaron z sosem bolognese to jedno z najpopularniejszych i najprostszych w wykonaniu włoskich dań makaronowych. Do przygotowania sosu (porcja na trzy osoby) potrzeba pół kilograma zmielonego mięsa wołowego, słoiczek koncentratu pomidorowego lub kartonik passaty pomidorowej, jedną cebulę, cztery ząbki czosnku, suszone oregano i bazylię oraz kilka listków świeżej bazylii i tarty parmezan (oryginalny, a nie jakieś mieszanki tartego sera żółtego). Mięso obsmażamy na mocno rozgrzanej patelni z dodatkiem oliwy, cały czas rozdrabniając widelcem by nie zbiło się w duże gumowate kawałki. Gdy mięso całkowicie puściło już wodę i jest lekko przesmażone dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę, suszone oregano i bazylię po łyżeczce każdego, sól, pieprz i dalej smażymy aż dodana cebulka całkowicie się zeszkli. Na koniec, do usmażonego mięsa dodajemy słoiczek koncentratu pomidorowego lub, jak pisałem wcześniej, kartonik passaty pomidorowej, doprawiamy jeszcze solą i cukrem do smaku. Jeżeli używamy koncentratu musimy dodatkowo wlać około pół szklanki wody, by całość nabrała konsystencji sosu (w przypadku passaty nie musimy już dolewać wody). Wyciskamy obrane ząbki czosnku i całość dusimy około 15 minut. Gdy sos jest gotowy dodajemy jeszcze pokrojone świeże liście bazylii, dodadzą niesamowitego aromatu i mieszamy już bez zagotowywania.

Teraz czas na makaron, pamiętajmy makaron gotujemy zawsze tuż przed podaniem w dużej ilości wody z dodatkiem soli. Ja wykorzystałem różnokolorowe tagliatelle, ale najpopularniejsze są chyba nitki spaghetti, choć równie dobrze możemy podać penne. Makaron wykładamy na talerze, polewamy przygotowanym sosem i posypujemy świeżo startym parmezanem, możemy również jeszcze dodać na wierzch porwane na kawałki listki świeżej bazylii. Smacznego…

Sezonowa sałatka z tuńczykiem, ogórkiem małosolnym i chrzanem

Przepis ten wymyśliłem prawie dwadzieścia lat temu, kiedy w czasie studiów przebywałem na wakacyjnym obozie w Ustroniu Morskim i nocowaliśmy w namiotach harcerskich. Trzeba było sobie jakoś radzić, by w spartańskich warunkach przygotować do jedzenia coś w miarę szybkiego i bardzo prostego.

Do sałatki potrzebne będą trzy ogórki małosolne, ze trzy łyżeczki chrzanu (w zależności od indywidualnego gustu można użyć więcej lub mniej, ja zawsze dodaję ciut więcej), puszka groszku konserwowego, jedna cebula i dwie puszki tuńczyka w kawałkach. Ogórki kroimy w kostkę, podobnie cebulę, a następnie łączymy z groszkiem i chrzanem. Polecam do sałatki chrzan śmietankowy, ma lepszą konsystencję i łagodniejszy smak. Rybę odsączamy z oleju, ale nie całkowicie, pozostawmy tak ¼ zalewy, przyda się jako składnik łączący  wszystkie składniki, gdy wymiesza się z chrzanem. Zamiast tuńczyka możemy użyć makreli lub śledzia w oleju, pasuje tak samo jak tuńczyk. Wszystkie składniki musimy dobrze wymieszać, dodajemy sól i pieprz do smaku, oto cały przepis na doskonałą sałatkę śniadaniową.

Koniec lata to jeszcze idealna pora, kiedy możemy taką sałatkę zrobić, gdyż wciąż możemy kupić na bazarze ogórki gruntowe, z których przygotujemy ogórki małosolne. Zimą tę sałatkę trudno raczej zrobić, no chyba, że wykorzystamy ogórki kiszone, jednak wtedy sałatka może wyjść trochę za kwaśna. Ja przygotowuję ją tylko w sezonie letnim, kiedy przygotowuje się ogórki kiszone na zimę i zawsze w kamiennym garnku dodatkowo Mama kisi ogórki do jedzenia na bieżąco. Po dwóch dniach są idealne, jeszcze nie przekwaszone, a już złamany jest ten surowy smak, takie ogórki uwielbiam.

Po włosku, czyli kurczak marengo

Znalazłem ten przepis już dobre kilka lat temu. Nie zmieniałem go specjalnie, ale zrobiłem jak zwykle po swojemu, czyli trochę namieszałem w proporcjach. Do proponowanego dania potrzeba na 4 osoby 4 filetów z kurczaka, słoiczek koncentratu pomidorowego (przy tej ilości mięsa może półtora takiego małego słoiczka), mieszankę suszonych ziół, bazylii, ograno, tymianku i rozmarynu tak 4 łyżki, dwie szklanki białego półsłodkiego wina. Filety z kurczaka kroimy w niezbyt dużej wielkości kostkę, raczej w mniejsze kawałki, gdyż wtedy szybciej mięso się usmaży. Marynujemy w winie z dodatkiem oliwy i połowie mieszanki ziół dzień wcześniej. Mięso będzie bardzo delikatnie i przeniknie niesamowitym aromatem ziół, jeśli spędzi noc w takiej marynacie. Następnego dnia zamarynowane mięso odsączamy z wina i smażymy na mocno rozgrzanej patelni z dodatkiem oliwy. Mięsa jest dość dużo więc dodajemy je stopniowo, żeby zbyt szybko nie puszczało wody pod wpływem temperatury, gdyż wtedy zamiast smażyć zacznie się gotować. Jeśli mamy już obsmażone kawałki kurczaka dodajemy pozostałą marynatę z wina i resztę mieszanki ziołowej, dusimy do odparowania alkoholu, ale nie samego płynu, tak ze 3 do 4 minut. Teraz jest pora na dodanie przecieru pomidorowego, ja używam koncentratu z Pudliszek w słoiczku, nadaje się idealnie, można tez użyć passaty pomidorowej w kartoniku. Polecam jednak koncentrat bo z nim danie zawsze wychodzi i jest sprawdzone. Rodowity Włoch, chyba nie użyłby koncentratu, cóż ja używam i wychodzi pysznie. Dla rozrzedzenia konsystencji dodajemy około pół szklanki wody, żeby dobrze wymieszać koncentrat z ziołami i powstałym przy duszeniu kurczaka sosem. Doprawiamy solą, pieprzem i cukrem do smaku.

Danie powinno mieć dość gęstą konsystencję, sos powinien oblepiać kawałki mięsa, a nie powinniśmy otrzymać gęstości gulaszu, gdyż nie o to chodzi w tym daniu. W zależności od gęstości możemy dodać ciut więcej wody lub bardziej odparować roztwór. Tak przygotowanego kurczaka marengo proponuję podać z czosnkowymi grzankami i sałatką w stylu greckim z oliwkami, ogórkiem, papryką, pomidorkami koktajlowymi, z dodatkiem ziaren słonecznika oraz dyni, skropioną octem balsamicznym (gotowy ocet balsamiczny, czy krem balsamiczny powinniśmy znaleźć w każdym supermarkecie).

Danie jest lekkie, o świeżym ziołowo-pomidorowym smaku, a sałatka i grzanki stanowią idealny dodatek tworzący kompletny posiłek. No dobra, idealnie komponuje się z lampką białego wina, które pozostało nam jeszcze po przygotowaniu marynaty, przecież nie zużyliśmy całej butelki 🙂

Zupa krem z cukinii

Zupa krem to jedno z najprostszych dań, z którym poradzi sobie każdy, nawet początkujący dopiero kucharz. Wystarczy dobry pomysł na podstawowy składnik i mikser. Mamy drugą połowę lata i coraz więcej dostępnych o tej porze roku warzyw. Ja ostatnio postanowiłem przygotować krem z cukinii. Do zupy na 4 osoby potrzeba 4 cukinii, tych mniejszych, nie takich wielkich, które możemy kupić na lokalnych targowiskach, jednego ziemniaka, litr wywaru warzywnego lub drobiowego, sól, biały pieprz i chili do smaku. Cukinie obieramy ze skórki i kroimy w grubą kostkę. Następnie dusimy je przez kilka minut z łyżką masła lub dwoma łyżkami oliwy. Podduszone cukinie zalewamy przygotowanym wcześniej wywarem, dodajemy jednego ziemniaka pokrojonego w kostkę i gotujemy jeszcze około pół godziny. Zamiast wywaru możemy użyć dwóch kostek rosołowych, które rozpuścimy w wodzie, zaoszczędzi nam to czasu spędzonego w kuchni, a efekt jest taki sam. Tak przygotowaną zupę po lekkim przestudzeniu miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy sól i pieprz oraz chili dla nadania lekkiej ostrości, ja jeszcze dodałem pół kubeczka śmietanki 30%.

Prawda jakie proste i do tego smaczne. Całość z przygotowaniem i gotowaniem zajęła nieco ponad godzinę, a do tego otrzymaliśmy pyszną zupę na letni obiad. Cukinie kupimy obecnie bez problemu poza sezonem, więc taką zupę możemy również przygotować późną jesienią lub zimą.

Sernik z białą czekoladą, mascarpone i owocami leśnymi

Jest to jedno z najlepszych, a zarazem najprostszych w wykonaniu ciast, jakie kiedykolwiek jadłem i piekłem. Tak doskonałe i obłędne w smaku jak tiramisu. Do sernika potrzeba 1 kg sera białego mielonego, 0,5 kg mascarpone, 4 tabliczek białej czekolady, dwóch paczek herbatników pełnoziarnistych, 1,5 kostki masła, pół litra jagód, szklanki malin i deserowej żelatyny.

Zaczynamy od spodu naszego sernika. Herbatniki miksujemy w malakserze do uzyskania struktury pudru, masło rozpuszczamy i dodajemy do herbatników. Masę mieszamy łyżką dopóki herbatniki nie wchłoną całego masła i nie uzyskamy jednolitej konsystencji. Na dno tortownicy o średnicy wykładamy masę i dokładnie ugniatamy łyżką, a następnie chłodzimy w lodówce. Masło musi ponownie stężeć i wtedy spód będzie spójny. W mikserze mieszamy kilogram białego sera z pół kilograma mascarpone. Możemy użyć twarogu w kostce, który musimy zemleć w maszynce lub kupić już zmielony twaróg, jednak wtedy kupujemy czysty ser bez żadnych dodatków zapachowych. Z tych mielonych, w kilogramowych opakowaniach polecam twaróg do ciast z Piatnicy lub Włoszczowy. Mascarpone też powinniśmy kupić dobrej jakości by otrzymać właściwa konsystencję i smak. Podczas gdy sery miksują się nam w mikserze, w kąpieli wodnej rozpuszczamy cztery tabliczki białej czekolady, polecam tą z Wedla, najlepiej nadaje się do takiego ciasta. Owoce płuczemy i dokładnie odsączamy na sitku. Żelatynę przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Do ciast warto kupić żelatynę deserową np. Dr. Oetkera, idealnie nadaje się i nie zmienia smaku.

Do wymieszanych serów wlewamy strużką, cały czas miksując, rozpuszczoną czekoladę, a następnie żelatynę. Całość jeszcze chwilę dokładnie miksujemy, by wszystkie składniki dobrze się połączyły. Na koniec dodajemy owoce i mieszamy już łyżką. Masę serową przelewamy na przygotowany wcześniej spód z herbatników i wyrównujemy. Sernik chłodzimy w lodówce około 12 godzin. Po tym czasie możemy się już tylko delektować tym niebiańskim smakiem naszego deseru. Znika w zastraszająco szybkim tempie, jest takie dobre.

Tagliatelle all’arrabbiata

To chyba najprostszy przepis na makaron, no nie samo wykonanie makaronu, ale włoskie danie makaronowe. Do przepisu potrzeba na sos dla dwóch osób dwie puszki pomidorów pelati, dwa ząbki czosnku, jedną lub dwie cebule, suszone oregano i bazylię, kilka listków świeżej bazylii oraz to co nadaje ostrości temu daniu, ja wykorzystałem gotową mieszankę przypraw all’arrabbiata, którą przywiozłem z Włoch (kto nie ma, może użyć mieszanki mielonego chili i ostrej papryki). Makaron w zależności od liczby osób, które zapraszamy na obiad oraz świeżo tarty parmezan, sól i cukier do smaku.

Cebule obieramy i kroimy w kostkę, obsmażamy na oleju aż się zeszkli. Następnie do zeszklonej cebuli dodajemy dwie puszki pomidorów, wyciskamy dwa ząbki czosnku, wsypujemy łyżeczkę suszonego oregano, łyżeczkę bazylii i pół łyżeczki przyprawy do makaronu all’arrabbiata, sól i cukier do smaku. Pamiętajcie, sól wyciąga i podkreśla słodycz pomidorów. Kto nie ma gotowej przyprawy, jak pisałem wcześniej, może użyć chili oraz ostrej papryki, da taki sam efekt. Zarówno gotową przyprawę, jak i chili i ostrą paprykę dodajemy, w zależności od naszej tolerancji na ostre przyprawy. Muszę przyznać, że mieszanka, którą sobie przywiozłem już chyba z 5 lat temu nadal trzyma moc i na dwie puszki pomidorów niecała łyżeczka zupełnie wystarcza nadając i tak dość mocny wyrazisty smak, ale o to chodzi w tym daniu by było ostre. Sos musi mieć gęstą konsystencję więc z pierwotnej ilości powinna nam zostać ciut więcej niż połowa. Na koniec, jak sos już osiągnie właściwą gęstość, dodajemy posiekane listki świeżej bazylii, dodadzą niesamowitego aromatu całemu daniu. Makaron gotujemy al dente tuż przed podaniem, następnie polewamy sosem, posypujemy świeżo startym parmezanem i gotowe. Smaczne danie o włoskim charakterze i dużej mocy, jest ostre, ale takie powinno być. Smacznego…