Toronto, miasto dla każdego…

Kanada, jedno z państw, w których według międzynarodowych rankingów żyje się najlepiej. Bez wątpienia Kanada to jeden z krajów najbardziej przyjaznych dla ludzi bez względu na rasę, wyznanie, orientację seksualną, czy jakąś inną specyficzną cechę. Tam nikt na nikogo krzywo się nie patrzy, każdy się uśmiecha, jest pomocny, nie ocenia drugiego, za to że wygląda tak, czy inaczej. Kanada to również przepiękny pod względem krajobrazowo-turystycznym kraj. I o tym Wam właśnie chciałem napisać dzisiaj. Prawdę mówiąc opowieści o moim pobycie w Kanadzie nie da się zamknąć w jednym wpisie więc będzie to cykl kilku wspomnień, mam nadzieję pomocnych dla tych, którzy planują spędzić wakacje na wschodnim wybrzeżu Kanady lub zaciekawi tych, którzy lubią podróżować. Tegoroczny urlop spędziłem po rozważeniu kilku destynacji, właśnie w Kanadzie. Było kilka pomysłów na dalszą lub bliższą podróż, ale ostatecznie padło na wyprawę za ocean. Ostatnio w Kanadzie byłem 12 lat temu więc była to podróż po trosze sentymentalna i łatwiejsza w zorganizowaniu.  

Naszą wycieczkę zaczęliśmy od Toronto. Do Toronto przylecieliśmy bezpośrednim lotem z Warszawy. Podróż zajęła ponad 9 godzin i jak to zwykle bywa w tak długich lotach, była trochę męcząca. Do Toronto są bezpośrednie loty z Warszawy lub z przesiadką w Niemczech.

Przed wyprawą do Kanady musimy się zaopatrzyć w eTA to taka elektroniczna autoryzacja, która kosztuje 7 dolarów. To zwykła formalność, którą załatwimy w ciągu kilku godzin.

Nathan Philips Square

Przenieśmy się już jednak za ocean. Toronto to miasto światowego formatu, multikulturowe, pełne kontrastów architektonicznych, kulinarnych i krajobrazowych. Miasto, w którym chce się spędzać czas, mieszkać, żyć. Ale co warto zobaczyć w Toronto i czym można się zachwycić. Trudno w ciągu trzech dni zwiedzić całe miasto, ale najważniejsze i najciekawsze atrakcje z pewnością uda się odwiedzić. Jednym z najpopularniejszych miejsc jest Nathan Philips Square. Tu znajduje się ratusz miejski, Osgoode Hall, oraz fontanna ze słynnym napisem TORONTO 3D. W sezonie odbywają się tam różnorodne eventy, jarmarki, koncerty. Warto to miejsce odwiedzić w ciągu dnia, jak i po zmroku, kiedy napis TORONTO mieni się wszystkimi kolorami tęczy.

Kensington Market

Od Nathan Philips Square przejdziemy spacerem w ciągu kilkunastu minut do chińskiej dzielnicy, pełnej drobnych sklepików z różnorodnymi, mniej lub bardziej potrzebnymi drobiazgami i warzywniaków z egzotycznymi warzywami i owocami. Dzielnica ta ciągnie się wzdłuż ulicy Spadina, a stamtąd już kilka kroków do Kensington Market. To magiczny, tajemniczy, specyficzny kwartał ulic pełnych małych sklepików z bibelotami, meblami, awangardową modą, a w koło ten zapach, hmmm chyba każdy wie, o czym myślę. Jest tam masa wszelkiego rodzaju knajpek, restauracyjek, barów, kawiarni dla każdego. Na mnie trochę przytłaczająco działał tłum turystów przemieszczających się od knajpy do knajpy w tych wąskich uliczkach. Powiem nawet, to było po pewnym czasie lekko męczące. Idąc jednak dalej doszliśmy do spokojnej dzielnicy Little Italy. Ta Mała Italia trochę mnie rozczarowała. Myślałem, że będzie tam bardziej włosko, a nie było. Na szczęście trafiliśmy do typowej włoskiej pizzerii, w której serwowali doskonałą pizzę, taką, jakiej próbowałem będąc we Włoszech. Udając się w kierunku północnym warto odwiedzić Casa Loma. To okazały zamek w stylu Harrego Pottera z pięknymi sezonowymi ogrodami. Zamek znajduje się na wzgórzu, z którego widać całą panoramę miasta. Najlepiej dojechać tam metrem do stacji Dupont i stamtąd udać się spacerem w kierunku zamku.

Gooderham Building

Nad samym brzegiem jeziora Ontario rozciąga się nowoczesne downtown pełne przeszklonych drapaczy chmur. W każdym miejscu nowoczesność miesza się z dawną architekturą. To co mnie zadziwiło, to kilkudziesięciopiętrowe apartamentowce. Na wielu ulicach znajdziecie miejsca, gdzie nowoczesne apartamentowce wyrastają niemal ze starych zabytkowych budynków lub stanowią dla nich tło. W bezpośrednim sąsiedztwie downtown znajduje się Old Toronto, to takie ichnie stare miasto, położone w sąsiedztwie St Lawrence Market między ulicami Front i King. Znajdziecie tam niesamowitą fontannę z posągami kotów i psów i ciekawy mural. Zakochani w Nowym Jorku znajdą tam również namiastkę tego miasta w postaci Gooderham Building, to taki kanadyjski mini Flatiron Building. Punktem obowiązkowej wizyty w tej okolicy jest hala targowa St. Lawrence Market. Po przerwie na kawę czy lunch, w jednej z okolicznych restauracji, warto się udać w kierunku ulicy Church. Mniej więcej w środkowej części Church Street znajduje się tęczowa dzielnica. Nikt tam do nikogo nie ma o nic pretensji, każdy żyje sobie tak, jak chce i tak powinno być pod warunkiem, że się innych nie krzywdzi. Zabudowa w stylu wiktoriańskim, tworzy też charakterystyczny klimat do spacerów. Ten typ zabudowy znajdziemy zresztą w wielu punktach miasta.

Będąc w downtown nie sposób nie zauważyć CN Tower, to najbardziej charakterystyczny symbol miasta. Na samą górę możemy wjechać szybkobieżną windą. Na szczycie znajduje się taras widokowy i szklana podłoga. Kto ma lęk wysokości będzie miał problem by postawić tam nawet jeden krok, ale doświadczenie samo w sobie jest niesamowite. Dla miłośników ekstremalnych atrakcji jest dostępny spacer po zewnętrznej części tarasu widokowego. Ja aż tak odważny nie jestem i nie skorzystałem, ale odważni mogą próbować. Z CN Tower rozciąga się niesamowity widok na całą panoramę miasta i jezioro Ontario. Wjazd na wieżę nie należy do najtańszych, około 40 dolarów, ale będąc w Toronto nie sposób nie odwiedzić tego miejsca, w którym całe miasto jest u naszych stóp. W pobliżu CN Tower znajduje się jeszcze Ripley’s Aquarium of Canada i dla miłośników sportu stadion Rogers Centre. 

Toronto Islands

Wartym polecenia w Toronto jest również rejs na jedną z wysp znajdujących się na jeziorze Ontario na wprost downtown. My popłynęliśmy tam późnym popołudniem przed zachodem słońca. Wszyscy turyści pobiegli w głąb wyspy nie wiedzieć czemu, gdyż największą atrakcją przynajmniej dla mnie było usiąść na samym brzegu i napawać się cudowną panoramą downtown, które z minuty na minutę zatapiało się w mroku nocy i jednocześnie skrzyło milionami świateł z kilkudziesięciu drapaczy chmur tworzących downtown. Owszem w ciągu dnia warto jest udać się na plażę od strony jeziora, ale o zmroku najlepiej jest napawać się niesamowitą panoramą miasta.

Idealnym środkiem transportu po Toronto jest metro, miejskie autobusy i tramwaje. Na środki komunikacji miejskiej można kupić jeden wspólny bilet. Całodzienny bilet kosztuje 13 dolarów, a możemy przemieszczać się po całym mieście, co jest bardzo wygodne. 

Rozmach i multikulturowość tego miasta nie pozwoli Wam się nudzić, nawet gdy postanowicie spędzić tu cały tydzień. My spędziliśmy tylko 3 dni, gdyż plan wyjazdu był mocno napięty. Tyle o Toronto, w kolejnych wpisach o Montrealu, francuskim Quebecu i urokliwej Nowej Szkocji. Już wkrótce kolejne wspomnienia i ciekawostki dla podróżujących. Zapraszam….

Wrocław – miasto do zakochania, czyli sentymentalna podróż z krasnalami w tle

Wrocław to jedno z najpiękniejszych, najbardziej urokliwych i najbardziej pociągających polskich miast. Moja historia z tym miastem rozpoczęła się od wyjazdu służbowego w 2004 r. Do dzisiaj pamiętam te osiem tygodni spędzonych w tym cudownym mieście. Minęło piętnaście lat i Wrocław wzbudza we mnie tyle samo emocji co wtedy. Już wtedy to miasto porażało rozmachem, piękną architekturą, wyjątkową atmosferą, której nie da się poczuć w innym mieście i powiewem „świata zachodniego”. Teraz miasto nabrało jeszcze większego rozmachu, przybyło dużo nowoczesnych budynków biurowych, wiele starych kamienic i zaniedbanych ulic w centrum zostało zrewitalizowanych.

Dworzec kolejowy został wyremontowany kilka lat temu i odzyskał dawny blask, a jego okolice uległy diametralnej zmianie. W bezpośrednim sąsiedztwie powstała nowoczesna dzielnica biurowa, w miejscu dawnego dworca PKS powstał nowoczesny na miarę XXI-wieku, z przylegającą do niego futurystyczną galerią handlową. To takie miasto w mieście.  

Kamienice w rynku wyglądają niesamowicie, z charakterystycznymi stożkowatymi fasadami. W sezonie letnim rynek jest szczelnie wypełniony ogródkami restauracyjnymi, przyległymi do kamienic. W tym miejscu można się poczuć jak na wakacjach daleko od domu. Kawiarniane stoliki zachęcają by przysiąść na chwilę, zamówić kawę i oglądać te setki ludzi przemieszczających się we wszystkich kierunkach.

Największą perełką turystyczną w mojej ocenie są wysepki na Odrze, do których dotrzemy idąc od Rynku ulicą Odrzańską. Skręcając nad Odrą w prawo w ulicę Grodzką, a następnie w lewo na Most Uniwersytecki dotrzemy na Marinę Topacz, gdzie powstały nowoczesne budynki mieszkalne w stylu holenderskim z restauracjami zlokalizowanymi na poziomie parteru. Warto zatrzymać się w tym miejscu, wypić piwo i podziwiać panoramę okolicy nadbrzeża. Idąc dalej Mostem Uniwersyteckim i Kładką Sodową dojdziemy do Wyspy Słodowej, gdzie można aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. W bezpośrednim sąsiedztwie jest Wyspa Bielarska, Wyspa Młyńska, Wyspa Piasek i Wyspa Daliowa z niesamowitą metaliczną konstrukcją, nazwaną Nawa. Kiedy byłem we Wrocławiu w 2004 r. wyspy te były jeszcze dość zaniedbane, a teraz zachwycają infrastrukturą spacerowo-wypoczynkową, uwierzcie mi, można tam spędzić cały dzień i się nie znudzić. Przy wyspach przycumowane są barki z pubami i restauracjami, każdy tam znajdzie coś dla siebie. Będąc w tej okolicy nie można zapomnieć o słynnym Ostrowie Tumskim i nie skierować tam kroków. Obecnie Most Tumski jest w remoncie i możemy się tam dostać przez Most Młyński lub Most Pokoju. Ciekawym pomysłem jest labirynt z płyt kamiennych na trawniku w bezpośrednim sąsiedztwie Mostu Tumskiego.

Nowego blasku i życia nabrał też Bulwar nad Odrą, szczególnie od strony centrum w pobliżu Mostu Pokoju. Na nabrzeżu powstały betonowe stopnie, na których można usiąść. Część została piętrowo obsadzona wysoką trawą i można poczuć się zupełnie odizolowanym od innych osób spędzających tam czas.

To, co bez wątpienia było, jest i będzie związane z miastem, to krasnale. Krasnali we Wrocławiu jest dużo, sam nie wiem ile. Spacerując dziś po mieście udało mi się upolować 27 sztuk, ale wydaje mi się, że jest ich trochę więcej.

We Wrocławiu jest jeszcze wiele ciekawych miejsc, wartych odwiedzin, ja napisałem dzisiaj o tych najważniejszych, zlokalizowanych w ścisłym centrum więc jeszcze wrócę tu z wrocławskimi wspomnieniami i opowieściami, zaglądajcie więc systematycznie.

Możecie pomyśleć, że jestem nieobiektywny bo mam wielki sentyment do tego miasta, ale nie sposób nie zakochać się we Wrocławiu i to od pierwszego wejrzenia. Jeśli jeszcze tam nie byliście wybierzcie się choć na weekend, a nie pożałujecie…

Budapeszt w dwa dni, praktyczne wskazówki

Opisałem Wam już najciekawsze miejsca w Budapeszcie, które powinniście zobaczyć w czasie kilkudniowego pobytu w stolicy Węgier. Dzisiaj kilka wskazówek jak ułatwić sobie podróżowanie po mieście, gdzie można się zatrzymać, co warto kupić, czy zjeść. Najpopularniejszym i najszybszym środkiem transportu jest metro. Metro to jest najstarszym w Europie, otwarto je w 1896 r. W Budapeszcie działają 4 linie metra (najstarsza jest żółta M1 z zabytkowymi starodawnymi stacjami), a koszt biletu dobowego jest niewielki, to 1650 forintów, czyli około 24 zł. Z biletu możemy korzystać w metrze, tramwaju, autobusie i trolejbusie w granicach miasta. Najlepszym rozwiązaniem jest więc pozostawienie auta na parkingu hotelowym i przemieszczanie się po mieście z wykorzystaniem publicznych środków transportu. Metrem przemieścicie się zarówno pod Wzgórze Gellerta, w okolice Parlamentu, czy do Placu Bohaterów. Ciekawym doświadczeniem będzie też przejażdżka tramwajem wzdłuż Dunaju. Linia tramwajowa biegnie po obu stronach rzeki, bezpośrednio na nadbrzeżu. Metro działa do 23:30, ale w nocy możemy skorzystać z nocnych autobusów. To chyba wszystko, co powinniście wiedzieć o transporcie miejskim.

Wieczorową porą warto udać się nad Dunaj i posiedzieć tam aż do zmroku, przy lampce wina, delektując wzrok pięknymi zabytkami rozlokowanymi wzdłuż brzegu, które prezentują się niesamowicie zwłaszcza po zmroku, kiedy włączana jest iluminacja budynków Parlamentu, Zamku, czy okolicznych kościołów, podświetlone też są wszystkie mosty. Polecam zatrzymać się w restauracji Andante na lampkę wina, no może dwie, koniecznie wybierając stolik na zewnątrz. Widok z tego miejsca na znajdujący się na przeciwległym brzegu Parlament jest niesamowity, a my możemy sobie wygodnie siedzieć, popijać wino i próbować pysznych serów, które w menu ma ta restauracja, można tam też zamówić i inne przekąski, idealnie nadające się do wina. Najlepsze jednak zdjęcia Parlamentu po zmroku, zrobicie po przejściu jeszcze kilkuset metrów dalej do stacji metra Batthyány. Warto jest zejść nad sam brzeg rzeki, tam nic nam nie zasłoni panoramy, a zdjęcia wyjdą oszałamiająco.

Podświetloną bryłę zamku natomiast najlepiej jest podziwiać z ławek na przeciwległym brzegu rzeki, w bezpośrednim sąsiedztwie mostu łańcuchowego. Jest tam też niewielki bar o nazwie Raqpart z leżakami i stolikami, iście letnia atmosfera panowała w tym miejscu podczas naszego pobytu. Jeśli miniecie most łańcuchowy, idąc w stronę Parlamentu, zrobicie ciekawe zdjęcia łączące w jednym ujęciu cały most, a miedzy jego przęsłami Wzgórze Zamkowe. Ciekawe zdjęcia możecie też zrobić schodząc ze Wzgórza Gellerta z miejsca gdzie znajduje się pomnik Świętego Gellerta, z Parlamentem w tle. To miejsce jednak polecam do zdjęć za dnia, a nie po zmroku.

Tyle o doznaniach artystycznych, jeszcze kilka słów na koniec  o kuchni węgierskiej. Będąc na Węgrzech nie sposób nie spróbować zupy gulaszowej. Jest ona nieco tłuściejsza, rzadsza i ostrzejsza od tych, do której my Polacy jesteśmy przyzwyczajeni, ale jest to obowiązkowy obiad w stolicy Budapesztu. W samym centrum miasta w restauracjach będzie drożej, więc lepiej jest poszukać czegoś jedną, czy dwie przecznice dalej. My trafiliśmy do bistro Why not cafe and bar, położonego nad brzegiem Dunaju było tanio i pysznie, czego więcej potrzeba. Stamtąd udaliśmy się bezpośrednio do hali targowej, obowiązkowego punktu odwiedzin, dla każdego kto nie tylko lubi jeść, ale i gotować. Będąc na Węgrzech nie sposób nie kupić tokaju, chyba najpopularniejszego węgierskiego wina oraz papryki, z której wykorzystania kuchnia węgierska słynie. Świeżą paprykę ciężko może być nam przewieźć, ale warto kupić paprykę sproszkowaną lub suszoną, smak będzie nieporównywalny do tego, który znajdujemy w naszych sklepach. Warto też zaopatrzyć się w paprykowe pasty marki UNIVER, idealnie nadają się jako dodatek do gulaszu, czy zimnych przekąsek. Pasty te możecie już również kupić w Polsce w niektórych sklepach.

Stolica Węgier zauroczyła mnie pięknem zabytków i niesamowitą atmosferą, którą szczególnie można poczuć spacerując brzegiem Dunaju. Iście letnia pogoda, która towarzyszyła nam podczas całego pobytu tylko potęgowała wszystkie wrażenia. Jeśli, tak jak ja, jeszcze nie byliście nigdy w Budapeszcie koniecznie się tam wybierzcie. Niestety droga samochodem z Polski nie należy do najprzyjemniejszych, ale zawsze można wybrać połączenie samolotowe. No cóż, narzekamy na nasze drogi, ale po odwiedzeniu Węgier uwierzcie, nie mamy się czego wstydzić i na co narzekać. Dodatkowo musimy pamiętać o zakupie winiet węgierskiej i słowackiej, koszt to 115 złotych, na przejściu granicznym w Chyżne. Więc, pakujcie walizki i w drogę do Budapesztu, przy najbliższym dłuższym weekendzie.

Budapeszt – miasto idealne na krótki wyjazd urlopowy

Tegoroczny długi weekend majowy postanowiłem częściowo wykorzystać na odwiedziny tego nieznanego dotąd dla mnie miasta. Była to również moja pierwsza wycieczka na Węgry. Prawdę mówiąc z południa Polski szybciej można dojechać do Budapesztu, niż nad nasz Bałtyk. Prognozy pogody zachęcały jedynie do odwiedzin tej uroczej europejskiej stolicy, niestety w innych miejscach miało padać i być zimno, momentami deszczowo i śnieżnie. Faktycznie pogoda zdała egzamin i miasto też, przy słonecznej, letniej pogodzie prezentowało się niesamowicie i wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Co więc warto odwiedzić w Budapeszcie. Turystyczne centrum Budapesztu i największej atrakcje miasta ulokowane są nad Dunajem. Sam Dunaj to potężna rzeka, porównując ją z naszą rodzimą Wisłą i Odrą, Dunaj jest ze trzy razy szerszy niż największe polskie rzeki. Wróćmy jednak do samego miasta. Najbardziej znanym i chyba najbardziej obfotografowanym zabytkiem miasta jest budynek parlamentu węgierskiego. Umieszczony jest on nad samym brzegiem Dunaju w lekkim oddaleniu od centrum, na wschodnim brzegu rzeki. Budynek można zwiedzać w środku, jednak ja nie skorzystałem z tej okazji, a ponadto nie mieliśmy na tyle czasu, gdyż chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej miasta. Bryła budynku jest majstersztykiem architektonicznym, który najokazalej prezentuje się o zmroku, kiedy słońce zajdzie za horyzont i rozbłyśnie nocna iluminacja, w której parlament wygląda jakby był wykuty w złocie. Sam zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć o różnych porach dnia i po zmroku, licząc, że następne ujęcie będzie jeszcze lepsze od poprzedniego.

Kolejną atrakcją turystyczną miasta jest Wzgórze Gellerta. Wzgórze znajduje się na przeciwległym brzegu rzeki, nieco niżej na południe od opisywanego wcześniej parlamentu. U podnóża wzgórza znajduje się wykuty w skale kościół, który jest również wart odwiedzin. Wejście od tej strony zajmuje około 20 minut tempem spacerowym. Podejście jest trudniejsze niż od strony Wzgórza Zamkowego, ale za to zajmuje mniej czasu i idąc tym szlakiem można podziwiać niesamowitą panoramę miasta z najbliżej położonym  Mostem Wolności. Następnym razem również wybrałbym to podejście. Na szczycie wzgórza znajduje się Cytadela i Statua Wolności. Widoki na panoramę miasta są urzekające, można tam spędzić kilka godzin wpatrując się w centrum znajdujące się na drugim brzegu rzeki. My jednak nie mieliśmy na tyle czasu i po zrobieniu kolejnych kilkudziesięciu zdjęć udaliśmy się, schodząc ze Wzgórza Gellerta, w kierunku Wzgórza Zamkowego. Na zamek spacerem dojdziemy w ciągu pół godziny.  Podejście na zamek znajdujący się na szczycie wzgórza tarasami ogrodowymi jest chyba najlepszym sposobem na dotarcie na samą górę i zarazem najprzyjemniejszym. Widoki na panoramę miasta są równie piękne jak ze Wzgórza Gellerta, a spacer idealnie zadbanymi tarasami ogrodowymi, jest przyjemnością samą w sobie. Od strony północnej można dostać się na zamek za pomocą kolejki linowej. Jest to może dodatkową atrakcją, ale sama kolejka turystów do kolejki zachęca tylko do spaceru na górę. Niestety nie wszedłem do muzeum znajdującego się w zamku, raz że nie było na tyle czasu, a poza tym chyba wolę oglądać zabytki z zewnątrz, podziwiać niesamowitą architekturę i włóczyć się urokliwymi uliczkami, niż oglądać obrazy, czy inne dzieła sztuki. Na tarasie zamkowym znajduje się niewielka restauracja, można tam zamówić drinka, czy coś zjeść i odpocząć chwilę, po raz kolejny podziwiając panoramę miasta, jeśli uda nam się znaleźć stolik z odpowiednią ekspozycją widokową. Na wzgórzu zamkowym znajduje się również Baszta Rybacka i Kościół Macieja, jednak tam już nie dotarliśmy. To są główne atrakcje miasta zlokalizowane nad Dunajem na obu brzegach rzeki.

Nad rzeką znajdują się liczne knajpki, bary i restauracje, zarówno w kamienicach, jak i na przycumowanych do brzegu barkach. Warto usiąść tu na dłuższą chwilę, zamówić kieliszek wina, jakieś przekąski, chłonąć tę atmosferę miasta i podziwiać niesamowite zabytki, a zwłaszcza podświetloną po zmroku bryłę zamku, czy parlamentu. Ogromne wrażenie sprawiają również mosty, a każdy z nich jest podświetlony po zmroku.

Jednak nie tylko sam okolica Dunaju kusi pięknymi zabytkami. Koniecznie musicie zapuścić się w labirynt uliczek na wschodnim brzegu rzeki. Głównym deptakiem miasta jest ulica Váci. Ulica pełna jest butików najpopularniejszych światowych marek oraz wszelkiego rodzaju restauracji i barów. Miejscem wartym odwiedzin jest bez wątpienia Bazylika św. Stefana, niestety trzeba wykupić bilet wstępu do środka i odstać swoje w kolejce, na co nie mieliśmy tez czasu. Podczas tego pobytu udało się nam natomiast odwiedzić miejską halę targową i zrobić drobne zakupy. Budynek hali jest zabytkowy, a wnętrze robi wrażenie. Warto przejść się alejami ze stoiskami spożywczymi, gdzie króluje papryka w każdym wydaniu, od świeżej, poprzez suszoną, sproszkowaną i w postaci past. Jeśli nawet niczego nie kupicie, niestety ceny na hali są wyższe niż w zwykłym hipermarkecie, polecam zrobić zdjęcia tych niesamowitych produktów. Ciekawym miejscem w centrum jest również Park Erzsébet przy kole młyńskim, gdzie znajduje się duże skupisko barów i restauracyjek.

W odległości kilku stacji metra od centrum znajduje się Plac Bohaterów z charakterystycznym Pomnikiem Tysiąclecia i Park Városliget. Trafiliśmy tam jeszcze w dniu przyjazdu, kiedy odbywał się wielki festyn z okazji święta 1-go maja, tak ten dzień na Węgrzech też jest świętem i dniem wolnym od pracy. Park wypełniony był dziesiątkami straganów z jedzeniem, karuzelami i tłumami mieszkańców oraz turystów. Przez ten ogromny tłum ludzi miejsce straciło na uroku i zniechęcało do dłuższego pobytu. Bez wątpienia jednak warto jest się tam wybrać na spokojny spacer. Znajdujący się w parku Zamek Vajdahunyad wygląda niczym wyjęty z serii filmów o Harrym Potterze.

To są miejsca, które ja odwiedziłem i które Wam polecam z czystym sumieniem. Patrząc z perspektywy czasu na moją wycieczkę do Budapesztu nie wyobrażam sobie pobytu w tym mieście bez odwiedzenia miejsc, które Wam opisałem. Gwarantuję, że podczas dwu lub trzydniowej wycieczki do stolicy Węgier uda się Wam odwiedzić te wszystkie atrakcje. Jest to optymalny plan na przedłużony weekend, w tym jakże urokliwym mieście.

W kolejnym wpisie umieszczę jeszcze kilka praktycznych informacji, użytecznych podczas krótkiej indywidualnej wycieczki do Budapesztu. Ja na przygotowanie  i pozyskanie odpowiednich informacji miałem tylko jeden wieczór, ale sam wyjazd mogę ocenić jako w pełni udany i pozwalający poczuć atmosferę miasta. Chciałbym, by odwiedzając Budapeszt, również i Wy mogli odkryć wszystkie uroki i poczuć tę niesamowitą atmosferę, którą mnie udało się w pełni zasmakować…