Ponte Luis, Ribeira, niebieskie azulejos i palmy, czyli niedziela w Porto

Ribeira

Niedziela była trzecim, a zarazem ostatnim dniem naszego pobytu w porto. Spędzaliśmy ją, każdy na swój sposób, niektórzy pojechali na plażę, a inni wybrali zwiedzanie miasta. Uwielbiam opalać się, ale tym postanowiłem na miasto. Pewnie szybko do Porto nie polecę więc postanowiłem jeszcze zobaczyć trochę miasta. Kocham takie włóczenie się po wąskich uliczkach, krótkie przerwy na kawę, czy winko i dalej w drogę. Wychodząc z hotelu tym razem wybraliśmy inną drogę do centrum. Poszliśmy w kierunku stacji metra Trindade, a następnie Rua da Trindade doszliśmy do Urzędu Miasta, czyli Camara Municipal do Porto. Przed urzędem znajduje się wielki plac, czy aleja Avenida Dos Aliados. Spod ratusza rozpościera się widok na cały plac i okoliczne kamienice ciągnące się wzdłuż alei. Idąc do końca placu dojdziemy do Praça da Liberdade, po którego lewym narożniku, przy końcu, idąc od urzędu miasta, znajduje się budynek dworca kolejowego. O tym już Wam ostatnio pisałem. Tutaj jest również kolejny kościół z niebieską fasadą, Igreja de Santo António dos Congregados. 

Ponieważ tędy szliśmy pierwszego dnia na przystanek tramwajowy, z którego odjeżdżaliśmy na plażę, tym razem skręciliśmy w połowie Avenida Dos Aliados w prawo w Rua da Fábrica, by zwiedzić inną część miasta. Rua da Fábrica przechodzi w Rua de Santa Teresa. Skręcając z niej w lewo w Praça de Guilherme Gomes Fernandes, dojdziemy do kolejnego placu Praça de Gomes Teixeira. Przy placu znajduje się kolejny kościół z niebieskimi azulejos na fasadzie, to Igreja do Carmo. Na placu rosną przepiękne wielkie palmy. Czytałem wcześniej, że  palmy i kościół z taką niebieską fasadą to typowe dla Porto obrazki, udało mi się więc zrobić takie ujęcie, na którym była owa palma, a w tle budynek kościoła. Idąc dalej Praça de Parada Leitão mijamy po lewej stronie Muzeum Historii Naturalnej i dochodzimy do Praça de Lisboa. Pełen zieleni plac, z potężnymi drzewami oliwnymi. Chcieliśmy tam w ogródku usiąść na kawę, niestety wszytko było pozamykane, chyba przez obostrzenia. 

Tutaj też znajduje się kościół kleryków, czyli Igreja dos Clérigos, z górującą nad miastem wieżą.  Widać ją chyba niemal z każdego punktu miasta, widok też jest raczej niesamowity, ale niestety odpuściliśmy sobie wejście do środka. Przy Rua de São Filipe de Nery znajduje się charakterystyczny sklep głównie z sardynkami, z popularną zieloną fasadą, znaną z licznych zdjęć, czyli Casa Oriental, oczywiście ja też zrobiłem tu zdjęcie. Idąc Rua da Assunção, kierujemy się w stronę dworca kolejowego. Tą ulicą jedzie też taki stary tramwaj. Idąc dalej Rua dos Clérigos, kierujemy się w stronę dworca kolejowego. Tymi ulicami jedzie też taki stary tramwaj. Przy placu dworcowym, po przeciwnej stronie budynku dworca znajduje się miła kawiarenka, w której udało się nam wreszcie usiąść by wypić kawę i zjeść słynne portugalskie ciastko, oczywiście za mniejszą cenę niż w Majestic Cafe. Niestety nie pamiętam nazwy tej kafejki. Warto się przejść dalej ulicą Rua Das Flores i pobuszować w licznych sklepach z pamiątkami. Uliczka jest deptakiem przeznaczonym tylko dla pieszych. 

Mniej więcej od tego miejsca, aż do rzeki rozciąga się dzielnica Ribeira, pełna starych uroczych kamienic i wąskich uliczek, w których możemy poczuć  klimat miasta. My poszliśmy główną ulicą Avenida Dom Alfonso Henriques, w kierunku mostu Luisa. Po prawej stronie na wzgórzu znajduje się monumentalna katedra  Sé do Porto. Oczywiście nie weszliśmy do środka tylko porobiliśmy zdjęcia z zewnątrz i na panoramę miasta. Widoki są cudowne. Jeśli natomiast zboczymy w lewo od głównej ulicy dojdziemy do kościoła Igreja de Santa Clara. Kościół bogato zdobiony złotem, jeden z najładniejszych w Porto, podczas naszego pobytu znajdował się w renowacji. Avenida Dom Alfonso Henriques, przechodzi na końcu w Avenida Vimara Peres. Z miejsca, gdzie tramwaj wyjeżdża spod ziemi, rozciąga się niesamowity widok na most i drugą stronę rzeki. Tym sposobem doszliśmy do Ponte Luis. Spacer mostem na drugi brzeg rzeki jest obowiązkowy. Panorama Ribeiry i całego Porto z górującą Wieżą Kleryków jest niesamowita. Perspektywa w obu kierunkach rzeki również robi wrażenie. Na drugim brzegu rzeki Duoro znajduje się park oraz miejscowość Vila Nova de Gaia, ośrodek produkcji porto z magazynami, gdzie przechowywane jest winoo. Tutaj można spędzić wiele godzin na degustacjach i odwiedzinach tych winiarni, jednak my nie mieliśmy na to specjalnie czasu. Warto natomiast zatrzymać się na chwilę w parku, tuż przy moście. Z Jardim do Morro cudownie widać całe miasto. My wróciliśmy tam jeszcze wieczorem by podziwiać zachód słońca i tonące w blasku zachodzącego słońca Porto, z którym musieliśmy się w niedzielny wieczór już żegnać. 

Do wieczora pozostało jeszcze kilka godzin, które wykorzystaliśmy dość intensywnie. Tak dla informacji, przy moście znajduje się również stacja kolejki, którą możemy zjechać na dół do promenady Ribeira de Gaia. My jednak wróciliśmy mostem do Ribeiry. Po tej stronie też jest kolejka, którą możemy zjechać na sam dół. My wybraliśmy schody i zejście wąskimi uliczkami, niemal wyjętymi z Paryża, ale to też jest charakterystyczne dla Porto, te wąski, urocze uliczki, choć czasami zaniedbane. Po tej stronie rzeki znajduje się promenada Cais da Ribeira, pełna turystów, mimo czasu pandemii i obostrzeń. Znajduje się tu cała masa restauracji i kafejek, jednak z uwagi na popularność miejsca, lokale te należą do droższych w mieście. Przeszliśmy się promenadą do końca po drodze zatrzymując na schłodzone piwo i słynną kanapkę z Porto, ale o tym jeszcze nie teraz. 

W planie mieliśmy jeszcze zwiedzanie ogrodów przy Super Bock Arena. Najlepiej dojechać tam tym zabytkowym tramwajem z przystanku Infante, którym dojedziemy do plaży. Przy przystanku znajduje się kościół Sw. Franciszka, Igreja Monumento de São Francisco, również bogato zdobiony wewnątrz. Chcąc dostać się do ogrodów, o których wspomniałem, musimy wysiąść na przystanku Alfândega i kierować się ku górze w stronę parku, tymi wąskimi uroczymi uliczkami. Z parkowego wzgórza rozciąga się panoramiczny widok na most Ponte da Arrábida i całą rzeką. Można tu w cieniu drzew odpocząć po całodziennym zwiedzaniu miasta. Bezpośrednio przy wyjściu z parku  przy ulicy Rua de Dom Manuel II znajdował się przystanek autobusowy. Stąd dojechaliśmy do metra Trindade, a następnie spacerkiem już po kilku minutach byliśmy w hotelu. Musieliśmy sobie trochę odpocząć po kilkugodzinnej pieszej wycieczce po mieście. Wieczorem czekał nas jeszcze spacer na most Luisa, do Jardim do Morro, skąd obserwowaliśmy cudowny zachód słońca. Dzień zakończył się kolacją w jednej z restauracji położonych w Ribeirze. Niestety na jazdę do dzielnicy portowej nie było już czasu. Następnego dnia o 5 rano mieliśmy autobus na lotnisko. Wszystko co dobre kończy się szybko. Ale na pocieszenie będzie jeszcze jeden wpis o smakołykach z Porto i jeśli coś mi się jeszcze przypomni, co warto zobaczyć, to też jeszcze napiszę.

Wrocław – miasto do zakochania, czyli sentymentalna podróż z krasnalami w tle

Wrocław to jedno z najpiękniejszych, najbardziej urokliwych i najbardziej pociągających polskich miast. Moja historia z tym miastem rozpoczęła się od wyjazdu służbowego w 2004 r. Do dzisiaj pamiętam te osiem tygodni spędzonych w tym cudownym mieście. Minęło piętnaście lat i Wrocław wzbudza we mnie tyle samo emocji co wtedy. Już wtedy to miasto porażało rozmachem, piękną architekturą, wyjątkową atmosferą, której nie da się poczuć w innym mieście i powiewem „świata zachodniego”. Teraz miasto nabrało jeszcze większego rozmachu, przybyło dużo nowoczesnych budynków biurowych, wiele starych kamienic i zaniedbanych ulic w centrum zostało zrewitalizowanych.

Dworzec kolejowy został wyremontowany kilka lat temu i odzyskał dawny blask, a jego okolice uległy diametralnej zmianie. W bezpośrednim sąsiedztwie powstała nowoczesna dzielnica biurowa, w miejscu dawnego dworca PKS powstał nowoczesny na miarę XXI-wieku, z przylegającą do niego futurystyczną galerią handlową. To takie miasto w mieście.  

Kamienice w rynku wyglądają niesamowicie, z charakterystycznymi stożkowatymi fasadami. W sezonie letnim rynek jest szczelnie wypełniony ogródkami restauracyjnymi, przyległymi do kamienic. W tym miejscu można się poczuć jak na wakacjach daleko od domu. Kawiarniane stoliki zachęcają by przysiąść na chwilę, zamówić kawę i oglądać te setki ludzi przemieszczających się we wszystkich kierunkach.

Największą perełką turystyczną w mojej ocenie są wysepki na Odrze, do których dotrzemy idąc od Rynku ulicą Odrzańską. Skręcając nad Odrą w prawo w ulicę Grodzką, a następnie w lewo na Most Uniwersytecki dotrzemy na Marinę Topacz, gdzie powstały nowoczesne budynki mieszkalne w stylu holenderskim z restauracjami zlokalizowanymi na poziomie parteru. Warto zatrzymać się w tym miejscu, wypić piwo i podziwiać panoramę okolicy nadbrzeża. Idąc dalej Mostem Uniwersyteckim i Kładką Sodową dojdziemy do Wyspy Słodowej, gdzie można aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. W bezpośrednim sąsiedztwie jest Wyspa Bielarska, Wyspa Młyńska, Wyspa Piasek i Wyspa Daliowa z niesamowitą metaliczną konstrukcją, nazwaną Nawa. Kiedy byłem we Wrocławiu w 2004 r. wyspy te były jeszcze dość zaniedbane, a teraz zachwycają infrastrukturą spacerowo-wypoczynkową, uwierzcie mi, można tam spędzić cały dzień i się nie znudzić. Przy wyspach przycumowane są barki z pubami i restauracjami, każdy tam znajdzie coś dla siebie. Będąc w tej okolicy nie można zapomnieć o słynnym Ostrowie Tumskim i nie skierować tam kroków. Obecnie Most Tumski jest w remoncie i możemy się tam dostać przez Most Młyński lub Most Pokoju. Ciekawym pomysłem jest labirynt z płyt kamiennych na trawniku w bezpośrednim sąsiedztwie Mostu Tumskiego.

Nowego blasku i życia nabrał też Bulwar nad Odrą, szczególnie od strony centrum w pobliżu Mostu Pokoju. Na nabrzeżu powstały betonowe stopnie, na których można usiąść. Część została piętrowo obsadzona wysoką trawą i można poczuć się zupełnie odizolowanym od innych osób spędzających tam czas.

To, co bez wątpienia było, jest i będzie związane z miastem, to krasnale. Krasnali we Wrocławiu jest dużo, sam nie wiem ile. Spacerując dziś po mieście udało mi się upolować 27 sztuk, ale wydaje mi się, że jest ich trochę więcej.

We Wrocławiu jest jeszcze wiele ciekawych miejsc, wartych odwiedzin, ja napisałem dzisiaj o tych najważniejszych, zlokalizowanych w ścisłym centrum więc jeszcze wrócę tu z wrocławskimi wspomnieniami i opowieściami, zaglądajcie więc systematycznie.

Możecie pomyśleć, że jestem nieobiektywny bo mam wielki sentyment do tego miasta, ale nie sposób nie zakochać się we Wrocławiu i to od pierwszego wejrzenia. Jeśli jeszcze tam nie byliście wybierzcie się choć na weekend, a nie pożałujecie…