Opisałem Wam już najciekawsze miejsca w Budapeszcie, które powinniście zobaczyć w czasie kilkudniowego pobytu w stolicy Węgier. Dzisiaj kilka wskazówek jak ułatwić sobie podróżowanie po mieście, gdzie można się zatrzymać, co warto kupić, czy zjeść. Najpopularniejszym i najszybszym środkiem transportu jest metro. Metro to jest najstarszym w Europie, otwarto je w 1896 r. W Budapeszcie działają 4 linie metra (najstarsza jest żółta M1 z zabytkowymi starodawnymi stacjami), a koszt biletu dobowego jest niewielki, to 1650 forintów, czyli około 24 zł. Z biletu możemy korzystać w metrze, tramwaju, autobusie i trolejbusie w granicach miasta. Najlepszym rozwiązaniem jest więc pozostawienie auta na parkingu hotelowym i przemieszczanie się po mieście z wykorzystaniem publicznych środków transportu. Metrem przemieścicie się zarówno pod Wzgórze Gellerta, w okolice Parlamentu, czy do Placu Bohaterów. Ciekawym doświadczeniem będzie też przejażdżka tramwajem wzdłuż Dunaju. Linia tramwajowa biegnie po obu stronach rzeki, bezpośrednio na nadbrzeżu. Metro działa do 23:30, ale w nocy możemy skorzystać z nocnych autobusów. To chyba wszystko, co powinniście wiedzieć o transporcie miejskim.
Wieczorową porą warto udać się nad Dunaj i posiedzieć tam aż do zmroku, przy lampce wina, delektując wzrok pięknymi zabytkami rozlokowanymi wzdłuż brzegu, które prezentują się niesamowicie zwłaszcza po zmroku, kiedy włączana jest iluminacja budynków Parlamentu, Zamku, czy okolicznych kościołów, podświetlone też są wszystkie mosty. Polecam zatrzymać się w restauracji Andante na lampkę wina, no może dwie, koniecznie wybierając stolik na zewnątrz. Widok z tego miejsca na znajdujący się na przeciwległym brzegu Parlament jest niesamowity, a my możemy sobie wygodnie siedzieć, popijać wino i próbować pysznych serów, które w menu ma ta restauracja, można tam też zamówić i inne przekąski, idealnie nadające się do wina. Najlepsze jednak zdjęcia Parlamentu po zmroku, zrobicie po przejściu jeszcze kilkuset metrów dalej do stacji metra Batthyány. Warto jest zejść nad sam brzeg rzeki, tam nic nam nie zasłoni panoramy, a zdjęcia wyjdą oszałamiająco.
Podświetloną bryłę zamku natomiast najlepiej jest podziwiać z ławek na przeciwległym brzegu rzeki, w bezpośrednim sąsiedztwie mostu łańcuchowego. Jest tam też niewielki bar o nazwie Raqpart z leżakami i stolikami, iście letnia atmosfera panowała w tym miejscu podczas naszego pobytu. Jeśli miniecie most łańcuchowy, idąc w stronę Parlamentu, zrobicie ciekawe zdjęcia łączące w jednym ujęciu cały most, a miedzy jego przęsłami Wzgórze Zamkowe. Ciekawe zdjęcia możecie też zrobić schodząc ze Wzgórza Gellerta z miejsca gdzie znajduje się pomnik Świętego Gellerta, z Parlamentem w tle. To miejsce jednak polecam do zdjęć za dnia, a nie po zmroku.
Tyle o doznaniach artystycznych, jeszcze kilka słów na koniec o kuchni węgierskiej. Będąc na Węgrzech nie sposób nie spróbować zupy gulaszowej. Jest ona nieco tłuściejsza, rzadsza i ostrzejsza od tych, do której my Polacy jesteśmy przyzwyczajeni, ale jest to obowiązkowy obiad w stolicy Budapesztu. W samym centrum miasta w restauracjach będzie drożej, więc lepiej jest poszukać czegoś jedną, czy dwie przecznice dalej. My trafiliśmy do bistro Why not cafe and bar, położonego nad brzegiem Dunaju było tanio i pysznie, czego więcej potrzeba. Stamtąd udaliśmy się bezpośrednio do hali targowej, obowiązkowego punktu odwiedzin, dla każdego kto nie tylko lubi jeść, ale i gotować. Będąc na Węgrzech nie sposób nie kupić tokaju, chyba najpopularniejszego węgierskiego wina oraz papryki, z której wykorzystania kuchnia węgierska słynie. Świeżą paprykę ciężko może być nam przewieźć, ale warto kupić paprykę sproszkowaną lub suszoną, smak będzie nieporównywalny do tego, który znajdujemy w naszych sklepach. Warto też zaopatrzyć się w paprykowe pasty marki UNIVER, idealnie nadają się jako dodatek do gulaszu, czy zimnych przekąsek. Pasty te możecie już również kupić w Polsce w niektórych sklepach.
Stolica Węgier zauroczyła mnie pięknem zabytków i niesamowitą atmosferą, którą szczególnie można poczuć spacerując brzegiem Dunaju. Iście letnia pogoda, która towarzyszyła nam podczas całego pobytu tylko potęgowała wszystkie wrażenia. Jeśli, tak jak ja, jeszcze nie byliście nigdy w Budapeszcie koniecznie się tam wybierzcie. Niestety droga samochodem z Polski nie należy do najprzyjemniejszych, ale zawsze można wybrać połączenie samolotowe. No cóż, narzekamy na nasze drogi, ale po odwiedzeniu Węgier uwierzcie, nie mamy się czego wstydzić i na co narzekać. Dodatkowo musimy pamiętać o zakupie winiet węgierskiej i słowackiej, koszt to 115 złotych, na przejściu granicznym w Chyżne. Więc, pakujcie walizki i w drogę do Budapesztu, przy najbliższym dłuższym weekendzie.















