Placek królewski, zwany także miodownikiem

Przed Bożym Narodzeniem postanowiłem, że tym razem upiekę placek królewski, czyli inaczej miodownik. Zawsze makowiec lub sernik więc postawiłem na coś innego i nowego. Nigdy nie robiłem tego ciasta i prawdę mówiąc byłem lekko  przerażony, bo wydawało mi się z opisu w Internecie, bardzo trudne w przygotowaniu. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Ciasto jest w miarę proste w wykonaniu w skali na 10 to 5 punktów, ale wymaga trochę czasu, około dwóch godzin na samo przygotowanie. Na moją wersję miodownika potrzeba na ciasto 0,5 kg mąki, 2 jaja, jeden cukier waniliowy, szczyptę soli, dwie łyżki miodu, dwie łyżki mleka, 200 g masła i 200 g cukru pudru, jedną łyżkę sody oczyszczonej. Na krem, ja zrobiłem budyniowy, a nie grysikowy, choć z takim też można znaleźć przepisy na to ciasto, 600 ml mleka, dwa opakowania budyniu waniliowego niesłodzonego, 300 g masła, 120 g cukru pudru. Na wierzchnią warstwę orzechową dwie łyżki miodu, 120 g masła, 100 g cukru, 200 g siekanych orzechów włoskich. Dodatkowo 600 g powideł śliwkowych. To są proporcje na standardową brytfannę na ciasto o wymiarach 24 na 40 cm.

Zaczynamy od przygotowania ciasta. Mąkę przesiewamy z sodą oczyszczoną, dodajemy cukier i mieszamy, w międzyczasie na małym ogniu rozpuszczamy mleko z miodem, musimy poczekać by wystygło przed dodaniem do reszty składników. Do składników sypkich dodajemy masło o temperaturze pokojowej i siekamy razem z mąką nożem. Teraz jest pora na dodanie jaj i lekkie wyrobienie ciasta, a na końcu dodajemy mleko z miodem. Wyrabiamy gładkie ciasto i dzielimy na 3 części. Ciasto jest dość plastyczne i ciężko się rozwałkowuje więc można lekko tylko rozwałkować, a resztę pracy wykonać już palcami wygniatając ciastem spód blachy. Polecam też schłodzenie ciasta w lodówce zamiast rozwałkowywania od razu po zagnieceniu, schłodzone nie będzie się tak rozpadać przy rozwałkowywaniu. Nie przejmujmy się jednak tym, gdyż jak pisałem można ciastem po prostu wygnieść palcami blachę bez specjalnego rozwałkowywania. Nasz placek składać się będzie z trzech warstw ciasta więc dlatego mamy trzy porcje. Każdy blat pieczemy oddzielnie w temperaturze 180°C z włączonym termo obiegiem 12 minut. Pieczenie trzeciego blatu tzw. wierzchniego wygląda trochę inaczej. Najpierw przygotowujemy masę orzechową. Masło roztapiamy z cukrem i miodem, następnie dodajemy posiekane orzechy i ze dwie minuty smażymy na patelni aż cukier całkowicie się rozpuści i całość zacznie gęstnieć. Masę wykładamy na trzeci blat i pieczemy również 12 minut w 180°C.

Po wyjęciu z piekarnika blaty szybko twardnieją, ale ten z warstwą orzechową pozostaje dosyć „plastyczny” i jak dwa pozostałe możemy łatwo obracać, z tym, tego nie da się zrobić. Po przestudzeniu na drabince z piekarnika blat z masą orzechową włożyłem do lodówki, po schłodzeniu masy również stwardniał i można go już było łatwo przenosić (to schłodzenie w lodówce bardzo pomaga). Gdy blaty stygną przygotowujemy krem budyniowy. Pierwotnie znalazłem przepis, że wystarczy jeden budyń, jednak to trochę za mało na taką brytfankę, dlatego podałem Wam inne trochę proporcje. Budynie przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu, ale z tą ilością mleka, którą ja podałem. Masło ubijamy mikserem z cukrem na puszystą masę. Gdy budyń całkowicie wystygnie dodajemy go do masła miksując na niskich obrotach. Pamiętajmy by podczas stygnięcia budyniu przemieszać go co jakiś czas, w przeciwnym razie na powierzchni stworzy się charakterystyczna skórka.

Mamy gotowe blaty i krem więc przystępujemy do składania ciasta. Brytfannę w której piekliśmy blaty wykładamy papierem do pieczenia i kładziemy pierwszy blat na spód. Następnie smarujemy go powidłami, na tę wielkość wykorzystamy praktycznie cały słoiczek o pojemności 290 g. Na powidłach rozsmarowujemy połowę kremu budyniowego i przykrywamy drugim blatem ciasta i powtarzamy czynność, najpierw powidła, potem reszta kremu, na wierzch kładziemy trzeci blat z masą orzechową i lekko dociskamy.

Wigilia była w niedzielę, a ja ciasto piekłem w czwartek po południu. Ciasto to należy wykonać wcześniej przed planowanym podaniem aby blaty zmiękły. Prawdę mówiąc nie byłem pewien jakie wyjdzie moje ciasto, ale przyznam bez chwalenia się, że wyszło przepyszne, jak na pierwszy raz. Dwa dni ciasto leżakowało w lodówce i blaty zrobiły się idealnie miękkie. Co mogę powiedzieć, jeszcze nie raz zrobię to ciasto bez wątpienia bo jest przepyszne, choć dość sycące. Kolejnym razem zamiast masy orzechowej może na wierzchu dam polewę czekoladową, bo o takich wersjach też czytałem. Można również zamiast kremu maślano budyniowego przygotować krem grysikowy, może też dokonam takiej zamiany.

Spróbujcie sami, to naprawdę przepyszne i nie tak trudne ciasto, jak by się mogło wydawać.