Nashville, miasto tętniące muzyką i życiem

Nashville było przedostatnim zaplanowanym punktem naszej podróży. Podobnie, jak w innych dużych miastach spędziliśmy tam dwa dni. Wybierając jeden nocleg trudniej byłoby cokolwiek zobaczyć. Nashville to stolica stanu Tennessee, położone jest nad rzeką Cumberland. Miasto to nazywane jest stolicą muzyki country. Do Nashville przyjechaliśmy z Memphis. Oba miasta to kolebki różnych stylów muzycznych, także mieliśmy bezpośrednie porównanie. Droga z Memphis do Nashville zajmuje około 4 godzin jazdy samochodem więc nie jest to aż tak daleko, jeśli zaplanujemy odwiedzić oba miasta.

Nashville jest miastem muzyki, co daje odczuć się na każdym kroku. Na przeciwko Walk of Fame Park, przy Demonbreun Street znajduje się imponujący gmach Country Music Hall of Fame and Museum, z fasadą wyglądającą jak gigantyczna klawiatura fortepianu. Zaraz obok znajduje się Music City Center. My postanowiliśmy tylko odwiedzić Country Music Hall of Fame and Museum. Nowoczesne, multimedialne muzeum robi ogromne wrażenie. W środku zgromadzono setki pamiątek po mniej i bardziej znanych gwiazdach muzyki country. Jest tam również słynny pozłacany cadillac Elvisa Presleya. Miłośnik muzyki country bez wątpienia spędzi w tym miejscu wiele godzin. Przy wyjściu wrażenie robi ogromna ściana z setkami złotych i platynowych płyt gwiazd tego gatunku muzyki. Jest też tam sala z Galerią Sław Muzyki Country. I ciekawostka w Country Music Hall of Fame and Museum znajduje się również centrum edukacyjne Taylor Swift.

Przecznicę dalej w stronę downtown ciągnie się słynna ulica Broadway, gdzie impreza trwa od rana do wieczora. Jest to niesamowite, kiedy idziesz w południe przez miasto, a wkoło dobiega tak głośna muzyka jakby był środek sobotniej nocy, a to kolejny dzień tygodnia tylko. Ulica Broadway pełna jest barów, gdzie grana jest muzyka na żywo, restauracji i sklepów z różnego rodzaju pamiątkami. Wyczytałem w internecie, że te bary nazywają się honky tonky. Tam na prawdę muzyka gra przez cały dzień na okrągło. Chyba na każdym zrobi to wrażenie, gdy w tle masz przeszklone wysokościowce downtown, a wokół niskie kamienice starej zabudowy, a w każdej z nich bar lub restauracja. O zmroku ulica rozbłyska setkami świateł neonów, będących reklamami tych wszystkich przybytków muzycznej rozrywki, a setki turystów i miłośników muzyki przepływają we wszystkich kierunkach. Ulica nie jest zamknięta dla ruchu kołowego, jak to było w przypadku Beale Street w Memphis. 

Warto jest też wybrać się na spacer mostem Johna Seigenthalera, z którego rozpościera się widok na całą panoramę Nashville. Szczególnie efektownie panorama miasta prezentuje się po zmroku, kiedy wszystkie budynki rozświetlone są tysiącami świateł, wygląda to bajecznie. Udało się nam odbyć spacer tym mostem po zmroku. Będąc w centrum nie mogłem tam nie dojść, wiedziałem, że zdjęcia będą niesamowite.

Drugiego dnia pobytu w Nashville odwiedziliśmy jeszcze replikę ateńskiego Partenonu, w rzeczywistym rozmiarze. Budynek Partenonu znajduje się w Parku Stulecia, położonym na południowy-zachód od centrum. Miejsce idealne dla tych, którzy chcą odpocząć od zgiełku Broadway Street. W środku znajduje się muzeum sztuki,  którego niestety nie odwiedziliśmy.

Uczciwie przyznam, że nie jestem miłośnikiem muzyki country, ale Nashville zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Jest to miasto pełne życia i radości, gdzie muzyka wyznacza rytm dnia. Wszędzie widać dziesiątki turystów, nie tylko na głównej ulicy, jak to było w przypadku Memphis. Jest to drugie miasto po Nowym Orleanie, które najbardziej zapamiętam z tego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Niestety, motel jaki wybraliśmy na pobyt w Nashville był bardzo złej jakości i praktycznie nie powinien być oferowany jako miejsce noclegowe, ale o złych rzeczach nie chcę pisać. Dobrze sprawdzajcie opinie, choć nie zawsze mogą one oddać rzeczywistość, na jaką natraficie po otwarciu drzwi motelowego pokoju. W Nashville zakończyliśmy etap zwiedzania tej części Ameryki. Przed nami była jeszcze droga powrotna droga do Miami i kilkudniowy odpoczynek na plaży nad oceanem, przed powrotem do Polski. 

Od bluesa po rock and roll, moje wspomnienie z Memphis

Dallas było naszym najdalej wysuniętym na zachód punktem podróży po  południowo-wschodnich stanach USA. Stąd zaczęliśmy zataczać powrotną pętlę w kierunku Miami. Przed nami były muzyczne stolice świata, czyli Memphis i Nashville. Droga z Dallas do Memphis była najdłuższym etapem jednorazowej podróży samochodem, co było dość męczące. Przejazd między tymi miastami, z przerwami na tankowanie i jedzenie zajmuje około ośmiu godzin. Po drodze przejeżdżaliśmy przez kolejny amerykański stan, czyli Arkansas, jednak nie zaplanowaliśmy tam żadnego postoju na zwiedzanie czegokolwiek. 

Po ośmiu godzinach jazdy dotarliśmy szczęśliwie do Memphis. Ku naszemu zadowoleniu, nie było tam tak gorąco, jak w Houston i Dallas. Memphis położone jest nad rzeką Missisipi w stanie Tennessee. Jest to największy ośrodek populacji afroamerykańskiej w tym stanie. Memphis nazywane jest ojczyzną bluesa. Ci którzy lubią ten gatunek muzyki, poczują się tam jak u siebie. 

Najpopularniejszym turystycznie miejscem w Memphis jest ulica Beale. Najatrakcyjniejszą częścią Beale Street jest odcinek między South 4 Street, a S. Second Street, który wyznaczają charakterystyczne banery z nazwą Beale Street nad jezdnią, gdzie znajduje się masa knajp i barów z muzyką graną na żywo. Miłośnicy bluesa bez wątpienia spędzą tam wiele godzin, zmieniając co kilka drinków lokale, w których grany jest blues na żywo. Często można spotkać nawet osoby śpiewające na chodniku przed jakimś barem. Po zmroku ulica rozbłyska dziesiątkami kolorowych neonów reklamujących miejscowe bary i restauracje. Beale Street ciągnie się aż do rzeki Missisipi, a cała jej długość ma około 3 kilometry. Szczególnie warto zrobić sobie spacer do samej rzeki o zachodzie słońca i obserwować, jak zachodzące słońce zanurza się w nurcie rzeki Missisipi. Przy Beale Street, między S Second Street, a S Main Street, znajduje się jeden z wielu pomników Elvisa. Beale Street znajduje się praktycznie w downtown, lecz samo downtown mnie nie zauroczyło jakoś. W pobliskim hotelu Peabody odbywa się codziennie przemarsz kaczek po czerwonym dywanie, do fontanny znajdującej się w hotelowym lobby. My jednak nie zaliczyliśmy tej atrakcji turystycznej. Nie odwiedziliśmy również muzeów muzycznych znajdujących się w pobliżu Beale Street, te gatunki muzyki nie należą do moich ulubionych więc nie miałem specjalnej potrzeby zwiedzania tych muzeów.

Będąc w okolicach downtown i Beale Street warto wybrać się na półwysep pośrodku Missisipi, do którego możemy dostać się po kładce, pod którą kiedyś kursowała kolejka linowa. Na półwyspie tym znajduje się rzeźba rzeki Missisipi, przedstawiająca jej cały bieg od źródeł, aż do ujścia do Zatoki Meksykańskiej. 

Oczywiście Memphis to nie tylko ojczyzna bluesa, ale i miejsce pielgrzymek fanów Elvisa. Przy  Elvis Presley Boulevard znajduje się rezydencja króla rock and rolla, czyli Graceland, do którego zjeżdżają tysiące wielbicieli Elvisa. Obok rezydencji znajduje się wielkie muzeum, w którym eksponowane są pamiątki związane z Elvisem, czyli stroje koncertowe, gitary, złote płyty, nagrody muzyczne, samochody, których był właścicielem, a także dwa samoloty, również będące jego własnością. Biorąc pod uwagę, że szczyt popularności Elvisa przypadał na lata  50 i 60-te XX wieku, to majątek który zgromadził i przepych oraz fantazja, z jaką zostało urządzone Graceland, robią wrażenie nawet w dzisiejszych czasach. Co ciekawe, jego grób znajduje się na terenie posiadłości Graceland, w Ogrodzie Medytacji.

W Memphis dokonano również zamachu na  Martina Lutera Kinga, działacza na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów i zniesienia dyskryminacji rasowej,  podczas jego pobytu w motelu Lorraine. Obecnie w motelu znajduje się Narodowe Muzeum Praw Obywatelskich. My tylko z zewnętrz zobaczyliśmy to miejsce. Na balkonie, na którym M.L.King został postrzelony wisi biały wieniec, przypominający o tym smutnym wydarzeniu.

Dla miłośników muzyki bluesowej i fanów Elvisa Memphis jest bez wątpienia obowiązkowym punktem podczas podróży przez stan Tennessee. Mnie trochę to miasto rozczarowało. Szczególnie pustki na ulicach były dość przygnębiające. Owszem, odległości w amerykańskich miastach powodują, że turyści, czy mieszkańcy poruszają się głównie samochodami poza ścisłym centrum,  ale w Memphis ja czułem jakąś totalną pustkę prawie wszędzie. Do miasta przyjechaliśmy w sobotę, ale praktycznie tylko na tym centralnym odcinku Beale Street było tłoczno. Idąc w stronę rzeki ulica, zaraz za charakterystycznym banerem, robiła się prawie pusta, nie wspominając o bocznych przecznicach. Wystarczyło kilkaset metrów i czułem się niemal jak w wyludnionym mieście. Okolica motelu, w którym mieszkaliśmy, położona ze 2 kilometry od Beale Street była niemal wymarła, przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Moje wrażenia z pobytu w Memphis są więc mieszane. Co jeszcze ciekawe na koniec, z Memphis związani są m.in. Aretha Franklin, Justin Timberlake, tu zaczynali karierę B.B. King, czy Johny Cash.

Zupełnym przeciwieństwem Memphis było natomiast Nashville, ale o tym już w kolejnym wpisie, wkrótce…