
Dallas było naszym najdalej wysuniętym na zachód punktem podróży po południowo-wschodnich stanach USA. Stąd zaczęliśmy zataczać powrotną pętlę w kierunku Miami. Przed nami były muzyczne stolice świata, czyli Memphis i Nashville. Droga z Dallas do Memphis była najdłuższym etapem jednorazowej podróży samochodem, co było dość męczące. Przejazd między tymi miastami, z przerwami na tankowanie i jedzenie zajmuje około ośmiu godzin. Po drodze przejeżdżaliśmy przez kolejny amerykański stan, czyli Arkansas, jednak nie zaplanowaliśmy tam żadnego postoju na zwiedzanie czegokolwiek.
Po ośmiu godzinach jazdy dotarliśmy szczęśliwie do Memphis. Ku naszemu zadowoleniu, nie było tam tak gorąco, jak w Houston i Dallas. Memphis położone jest nad rzeką Missisipi w stanie Tennessee. Jest to największy ośrodek populacji afroamerykańskiej w tym stanie. Memphis nazywane jest ojczyzną bluesa. Ci którzy lubią ten gatunek muzyki, poczują się tam jak u siebie.

Najpopularniejszym turystycznie miejscem w Memphis jest ulica Beale. Najatrakcyjniejszą częścią Beale Street jest odcinek między South 4 Street, a S. Second Street, który wyznaczają charakterystyczne banery z nazwą Beale Street nad jezdnią, gdzie znajduje się masa knajp i barów z muzyką graną na żywo. Miłośnicy bluesa bez wątpienia spędzą tam wiele godzin, zmieniając co kilka drinków lokale, w których grany jest blues na żywo. Często można spotkać nawet osoby śpiewające na chodniku przed jakimś barem. Po zmroku ulica rozbłyska dziesiątkami kolorowych neonów reklamujących miejscowe bary i restauracje. Beale Street ciągnie się aż do rzeki Missisipi, a cała jej długość ma około 3 kilometry. Szczególnie warto zrobić sobie spacer do samej rzeki o zachodzie słońca i obserwować, jak zachodzące słońce zanurza się w nurcie rzeki Missisipi. Przy Beale Street, między S Second Street, a S Main Street, znajduje się jeden z wielu pomników Elvisa. Beale Street znajduje się praktycznie w downtown, lecz samo downtown mnie nie zauroczyło jakoś. W pobliskim hotelu Peabody odbywa się codziennie przemarsz kaczek po czerwonym dywanie, do fontanny znajdującej się w hotelowym lobby. My jednak nie zaliczyliśmy tej atrakcji turystycznej. Nie odwiedziliśmy również muzeów muzycznych znajdujących się w pobliżu Beale Street, te gatunki muzyki nie należą do moich ulubionych więc nie miałem specjalnej potrzeby zwiedzania tych muzeów.
Będąc w okolicach downtown i Beale Street warto wybrać się na półwysep pośrodku Missisipi, do którego możemy dostać się po kładce, pod którą kiedyś kursowała kolejka linowa. Na półwyspie tym znajduje się rzeźba rzeki Missisipi, przedstawiająca jej cały bieg od źródeł, aż do ujścia do Zatoki Meksykańskiej.

Oczywiście Memphis to nie tylko ojczyzna bluesa, ale i miejsce pielgrzymek fanów Elvisa. Przy Elvis Presley Boulevard znajduje się rezydencja króla rock and rolla, czyli Graceland, do którego zjeżdżają tysiące wielbicieli Elvisa. Obok rezydencji znajduje się wielkie muzeum, w którym eksponowane są pamiątki związane z Elvisem, czyli stroje koncertowe, gitary, złote płyty, nagrody muzyczne, samochody, których był właścicielem, a także dwa samoloty, również będące jego własnością. Biorąc pod uwagę, że szczyt popularności Elvisa przypadał na lata 50 i 60-te XX wieku, to majątek który zgromadził i przepych oraz fantazja, z jaką zostało urządzone Graceland, robią wrażenie nawet w dzisiejszych czasach. Co ciekawe, jego grób znajduje się na terenie posiadłości Graceland, w Ogrodzie Medytacji.

W Memphis dokonano również zamachu na Martina Lutera Kinga, działacza na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów i zniesienia dyskryminacji rasowej, podczas jego pobytu w motelu Lorraine. Obecnie w motelu znajduje się Narodowe Muzeum Praw Obywatelskich. My tylko z zewnętrz zobaczyliśmy to miejsce. Na balkonie, na którym M.L.King został postrzelony wisi biały wieniec, przypominający o tym smutnym wydarzeniu.
Dla miłośników muzyki bluesowej i fanów Elvisa Memphis jest bez wątpienia obowiązkowym punktem podczas podróży przez stan Tennessee. Mnie trochę to miasto rozczarowało. Szczególnie pustki na ulicach były dość przygnębiające. Owszem, odległości w amerykańskich miastach powodują, że turyści, czy mieszkańcy poruszają się głównie samochodami poza ścisłym centrum, ale w Memphis ja czułem jakąś totalną pustkę prawie wszędzie. Do miasta przyjechaliśmy w sobotę, ale praktycznie tylko na tym centralnym odcinku Beale Street było tłoczno. Idąc w stronę rzeki ulica, zaraz za charakterystycznym banerem, robiła się prawie pusta, nie wspominając o bocznych przecznicach. Wystarczyło kilkaset metrów i czułem się niemal jak w wyludnionym mieście. Okolica motelu, w którym mieszkaliśmy, położona ze 2 kilometry od Beale Street była niemal wymarła, przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Moje wrażenia z pobytu w Memphis są więc mieszane. Co jeszcze ciekawe na koniec, z Memphis związani są m.in. Aretha Franklin, Justin Timberlake, tu zaczynali karierę B.B. King, czy Johny Cash.
Zupełnym przeciwieństwem Memphis było natomiast Nashville, ale o tym już w kolejnym wpisie, wkrótce…













