Prażene lignje i crni rižot obowiązkowe smaki Chorwacji

Jak to zwykle bywa we wspomnieniach z moich podróży opisuję Wam to co warto zobaczyć, gdzie się warto zatrzymać, ale też o lokalnych smakach. Testowanie lokalnych przysmaków, zawsze może później stanowić inspirację we własnej kuchni. Poza tym, często w ośrodkach turystycznych te najpopularniejsze miejsca nie są najsmaczniejsze i warto poszukać miejscówek gdzie stołują się lokalsi, tam zawsze będzie smacznie. W dzisiejszym wpisie trochę kulinarnych wspomnień z moich wakacji na Pagu, jako uzupełnienie poprzedniego wpisu. W Chorwacji zazwyczaj ciężko trafić na miejsce gdzie nie będzie smacznego jedzenia, choć pewnie i takie sytuacje mogą się nam zdarzyć. Na szczęście na Pagu nie trafiłem w takie miejsca. Wszędzie gdzie się stołowaliśmy było pysznie.

Moim kulinarnym hitem wyjazdu były prażene lignje w barze Vidal znajdującym w niewielkim zagajniku przy plaży w Vidalići. Tak jak pisałem w poprzednim wpisie, nocowaliśmy w Vidalići, więc trafiliśmy idealnie. Jakby ktoś nie wiedział, lignje to są kalmary. Świeże kalmary przywożone przez właściciela około 19 wieczorem i od razu przygotowywane na bieżąco. Mógłbym się nimi zajadać codziennie, mimo, iż ta przekąska nie należała do bardzo zdrowych. Kalmary smażone w głębokim oleju dodadzą nam trochę kalorii, ale co tam na wakacjach można dać sobie trochę luzu. Ten smak, do tego kieliszek białego wina, czego chcieć więcej w takim miejscu. W tym samym barze można było również spróbować smażonych sardynek (w menu była to mala riba), tak samo pyszne, chyba to były sardynki, przynajmniej tak wyglądały. Ja byłem zdecydowanie zwolennikiem kalmarów, aż mi ślinka cieknie jak sobie o nich przypomnę. 

Przepysznej pizzy i czarnego risotto, jeśli spędzacie urlop w Vidalići, możecie spróbować w restauracji, która znajdowała się zaraz obok naszego apartamentu, to Barbati. Zdecydowanie przodowali w pizzy prosto z pieca, risotto również było smaczne, choć trochę lepsze jadłem w innej miejscowości. Te dwie miejscówki jedzeniowe z Vidalići zdecydowanie polecam.

Kolejną moją kulinarną fascynacją były obiady w restauracji Sidro w miejscowości Gajac. Gajac znajduje się w pobliżu słynnej plaży Zrce. Byliśmy tam dwa razy i za każdym razem było przepysznie. Oczywiście wybór był znacznie większy, gdyż Sidro to typowa restauracja, a nie bar. Próbowaliśmy tam czarnego risotto, kalmarów, ćevapčići, pljeskavicy i makaronu bolognese. W porównaniu z pozostałymi daniami makaron wypadł najsłabiej, ale risotto było idealne, smaczniejsze niż w Barbati. Ćevapčići to takie kotleciki z mięsa mielonego, a pljeskavica to płaski kotlet grillowany z grubo siekanego mięsa. Plusem tego miejsca była zadaszona część restauracji na otwartym powietrzu, latem ciężko jest wytrzymać w zamkniętych pomieszczeniach.

Oczywiście największe miasto w sąsiedztwie oferuje dostęp do największej liczby restauracji i barów.  W Novalji rzadko się jednak stołowaliśmy, tak jak wcześniej wspominałem tłumy turystów robią swoje i restauracje często są bardziej nastawione na szybką obsługę niż jakość. W jednym tylko miejscu zjedliśmy tam obiad. Restauracja  Pecenjara Kod Marka z dala od centrum,  znaleziona na mapie Google, ale strzał w 10. Typowy bar dla lokalsów, stołowała się tam chyba większość policjantów z lokalnego posterunku. W restauracji były w karcie głównie dania grillowane. Świeżo przygotowane, bo czekaliśmy ponad pół godziny, choć obłożenie nie było wielkie. Mięso nie przesuszone, ale i nie przekombinowane, taki typowo domowy posiłek, to miejsce również mogę uczciwie polecić poszukującym lokalnych smaków za tańsze pieniądze, w urokliwym ogrodzie z dala od gwarnego centrum miasta. 

Ciekawostką, z którą spotkałem się pierwszy raz na Pagu były pizzę rolowane w formie tortilli, które możemy kupić praktycznie w każdej piekarni. Na szybką przekąskę gdy zwiedzamy jakieś miasto idealne rozwiązanie, kiedy dopadnie głód.

Jadąc na wycieczkę do samego miasta Pag odwiedziliśmy też lokalną fabrykę serów Sirana Gligora Ltd. Hmm…, co tu dużo mówić ceny nie należały do najniższych, ale za jakość się płaci, a smak sera był doskonały. Jest w czym wybierać, bo w sprzedaży jest kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt rodzajów sera, nagradzanych w wielu konkursach w tym słynny paški sir.

Oczywiście w Chorwacji obowiązkowym punktem każdego dnia jest kawa. Może to się wydawać dziwne, ale Chorwaci piją bardzo dużo kawy. A czas przy kawie ze znajomymi zawsze upływa przyjemnie, zwłaszcza, gdy mamy taką piękną pogodę i cudowne widoki wkoło.

Kulinarna Chorwacja urzekła mnie nie po raz pierwszy. Doskonałych przysmaków próbowałem już w Splicie, ale o tym kiedyś pisałem we wcześniejszych wpisach. Dostęp do świeżych ryb i owoców morza, doskonałe wino, piękne widoki, gwarantowana pogoda, marzenie każdego urlopowicza. Jeśli będziecie na Pagu, w tych miejscach zjecie smacznie i bez wątpienia wrócicie z dobrymi wspomnieniami z urlopu. Ja wciąż wspominam prażene lignje, warto dla nich tam pojechać…

Pag, Vidalići i 16 godzinna podróż samochodem, czyli moje wakacje w Chorwacji

Vidalići

Wakacje już dawno minęły, ale ciągle jakoś brakowało czasu by coś napisać o moich kolejnych podróżach. Piszę tutaj również o moich wyprawach więc i tym razem postanowiłem się podzielić z Wami wspomnieniami, tym co warto zobaczyć lub posmakować w miejscach, które odwiedzam, temu w sumie poświęcony jest mój blog. 

Cudowny widok z okna

W tym roku urlop spędziłem w ulubionej przez Polaków Chorwacji. Co można powiedzieć o Chorwacji, to zawsze mamy zagwarantowaną słoneczną pogodę, choć woda jak dla mnie była ciut za zimna. No dobra, jeden dzień lał deszcz i przez jedną noc wiał tak silny wiatr, że nie dało się spać, ale potem nad ranem były tak niesamowite chmury przed wschodem słońca, że o 5 rano poszedłem nad morze robić zdjęcia. Zresztą sami możecie zobaczyć na załączonych zdjęciach, że były cudowne. Naszą destynacją była wyspa Pag, a dokładniej miejscowość Vidalići. Największym problemem jest czasochłonny dojazd, który zajmuje około 12 godzin, ale widoki i lokalne jedzenie, wynagradzają trudy podróży. Można oczywiście wybrać krótszą opcję podróży, czyli  samolot do Zadaru i stamtąd wypożyczyć samochód. Jednak w czasach pandemii najlepszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest własne auto. Niestety przez 4-godzinny, nieplanowany postój na granicy węgiersko-chorwackiej w Letenye,  nasza droga wydłużyła się do 16 godzin, czym byliśmy dosyć mocno poirytowani. Wyjechaliśmy z domu w piątek wieczorem więc na granicy byliśmy w sobotę nad ranem i to był największy błąd, zdecydowanie mniejszy ruch jest w ciągu tygodnia, a nie w weekendy. Droga przez Węgry chyba jest najszybszą, a przynajmniej mniej ruchliwą i zakorkowaną trasą. Na wyspę Pag można dostać się promem, jadąc na Rijekę, a następnie malowniczą trasą wzdłuż wybrzeża do Prizny lub przeprawą mostową jadąc drogą E71 na Zadar. Jadąc w tamtą stronę wybraliśmy prom, a wracaliśmy lądem przez Paski Most. Prom odpływał w godzinnych odstępach czasu, a oczekiwanie w kolejce samochodowej w 40-stopniowym upale było nie lada wyzwaniem po tylu godzinach jazdy.

Pag jest kosmiczną wyspą, pełną głazów i kamieni, zwłaszcza od strony stałego lądu. Jadąc od przystani promowej w Žigljen, czujemy się jakbyśmy wylądowali na księżycu. Tylko skały i gruzowiska, nic więcej. Krajobraz zmienia się dopiero od środka wyspy, jest bardziej przyjazny i zielony. Samo Vidalići to mała, typowo turystyczna, urokliwa miejscowość. Nie ma tam nawet sklepu. Tylko apartamenty wypoczynkowe, kilka knajpek i jedna piekarnia. Nie szukaliśmy wielkiego kurortu, ale ciszy i spokoju, więc miejsce było idealnym wyborem. Miejscówkę poleciła nam koleżanka, która od lat tam spędza urlop. Zreszta, czego potrzeba więcej jak masz dobre towarzystwo, cudowną pogodę i doskonałe jedzenie. 

Najbliższym dużym miastem jest Novalja, gdzie znajduje się kilka marketów spożywczych, cała masa drobnych sklepików i restauracji. Droga do Novalji jest bardzo prosta więc bez problemu dojedziemy autem z Vidalići, dojazd zajmuje około 15 minut, a markety znajdują się na obrzeżach miasta. Apartament mieliśmy bezpośrednio nad morzem, więc zejście na plażę nie było problemem. W każdej chwili mogliśmy wrócić do apartamentu. Vidalići, nie jest położone od otwartego morza, ale nad zatoką, więc nie mamy co liczyć na większe fale. Po drugiej stronie zatoki znajduje się Zrce Beach, to taka chorwacka Ibiza. Miejscówka z plażą, barami i dyskotekami oraz miejscami noclegowymi, idealna dla chętnych imprezowych wrażeń i tańca. Tam dyskoteka trwa prawie 24 godziny na dobę, a muzykę a raczej basowe umca umca słychać było u nas do 3 nad ranem. 

W Vidalići można odpocząć i zrelaksować się, ale jeśli chcemy coś więcej zobaczyć polecam wybrać się do Novalji, Pagu, czy Zadaru. Przez pandemię my odwiedziliśmy tylko Novalję i Pag, do Zadaru już się nie udaliśmy, było zbyt dużo zachorować. Tak na marginesie Pag to wyspa, ale i miasto.

Novalja to już znacznie większy kurort turystyczny. W okolicy nadbrzeża jest cała masa restauracji, knajp i sklepików z pamiątkami. Jeśli wybieramy się tam autem, polecam pozostawić samochód na parkingu przy ulicy  Obala Petra Krešimira IV i zrobić sobie spacer promenadą, zatrzymać się na kawę w kafejce na nadbrzeżu, patrzyć w morze i cieszyć chwilą. Kto wybiera się na urlop camperem, może skorzystać z Campingu Straško, nasi znajomi tam nocowali, muszę przyznać, że bardzo dobre warunki.

Most Katine

Zdecydowanie bardziej zabytkowym miastem jest Pag, te wąskie uliczki, kamienne białe chodniki i jasne elewacje, to typowe dla chorwackich starych miast. Uwielbiam ten klimat. Do Pagu dojazd zajmie nam około 40 minut z Vidalići. Miasto Pag znane jest też z pozyskiwania soli z wody morskiej. Można odwiedzić muzeum soli, niestety przez pandemię odpuściliśmy sobie wchodzenie do środka. Jadąc od ulicy Lokunja, proponuję zatrzymać się na jednym z pobliskich parkingów i rozpocząć zwiedzanie miasta na własnych nogach. Niesamowity jest Most Katine, przeniesiony niczym z Wenecji. A te uliczki, co tu dużo mówić po prostu trzeba się w nich zagubić i spokojnie przemierzać jedną po drugiej, niemal każda ma jakiś urokliwy zakątek. Jadąc do Pagu warto się też zatrzymać w punkcie widokowym na górze, skąd rozpościera się cudowna panorama na miasto i zatokę. Zresztą wzdłuż całej drogi z Vidalići do Pagu jest wiele punktów widokowych, w których można zrobić cudowne zdjęcia.

Niestety o Zadarze Wam nic nie napiszę, bo nie odwiedziliśmy tego miasta. Zadar nie znajduje się bezpośrednio na Pagu, ale spędzając wakacje na wyspie możemy tam się wybrać, gdyż nie jest aż tak daleko. 

Tyle udało się nam zobaczyć podczas 10-dniowego pobytu na wyspie Pag. Jest to bez wątpienia idealna chorwacka destynacja na spokojny urlop z dala od zgiełku i tłumu turystów. Kto jednak szuka rozrywkowych wrażeń znajdzie je bez problemu w Zrce Beach, tam impreza trwa cały czas, a po nocy pełnej szaleństw będzie mógł odpocząć nad brzegiem morza.