
Jadąc w kierunku wybrzeża kolejnym punktem, a zarazem najbliższym ciekawym miastem po Montrealu na trasie, jest Quebec. My jednak celowo minęliśmy Quebec w drodze do Nowego Brunszwiku i Nowej Szkocji, gdyż pobyt w tej miniaturze francuskiego miasteczka, zaplanowaliśmy w drodze powrotnej do Toronto. Dla nas kolejnym celem podróży było Moncton. Niestety droga do Halifaxu byłaby zbyt męcząca jak na jeden dzień więc najpierw postanowiliśmy się zatrzymać w Nowym Brunszwiku. Tu również znajduje się wiele ciekawych miejsc, którym warto poświęcić chociaż kilka godzin, podróżując po tej części Kanady. Nie mówię tu o całym Nowym Brunszwiku, gdyż dla poznania tej kanadyjskiej prowincji bez wątpienia potrzeba przynajmniej kilku dni, jednak dla nas ważniejszym celem była Nowa Szkocja, stąd piszę o kilku godzinach, a raczej o jednym dniu podróży przez Nowy Brunszwik i tych miejscach, które nam udało się zobaczyć, a należących do jednych z ciekawszych na wschodnim wybrzeżu. Podróż samochodem z Montrealu do Moncton zajmuje około 10 godzin. Samo Moncton nie jest jakąś wielką atrakcją turystyczną, my zaplanowaliśmy tam tylko nocleg.

W odległości około 25 kilometrów znajduje się o wiele ciekawsze Shediac, z największym pomnikiem homara na świecie. No cóż tu ukrywać, Nowy Brunszwik słynie z połowów największych homarów na świecie. Do Shediac trafiliśmy niemal przed zmrokiem. Na szczęście udało nam się jeszcze zrobić kilka zdjęć pod tym homarowym pomnikiem, nim zrobiło się całkiem ciemno. Pomnik znajduje przy wjeździe do Shediac od strony zachodniej, tam gdzie rzeka Scoudouc wpływa do oceanu. W okolicach pomnika znajduje się biuro informacji turystycznej i urocze kolorowe domki, w których znajdują się sklepiki z pamiątkami. Niestety dotarliśmy tam na tyle późno, że wszystko było już pozamykane, a szkoda, bo te domki wyglądały niezwykle bajkowo. Na chwilę jeszcze pojechaliśmy do samego Shediac. Na spacery było już późno, ale samo centrum miasteczka zasługuje bez wątpienia na krótki spacer. Z uwagi iż było już ciemno i dość zimno nie chciało się już nam spacerować, tylko przejechaliśmy autem przez całe Shediac w poszukiwaniu jakiejś homarowej restauracji. Dużo knajpek było już pozamykanych, ale udało się nam trafić do japońskiej restauracji Pink Sushi&Grill Bar in Shediac. Tutaj spróbowałem mojego pierwszego sushi na ciepło i pierwszego homara, choć homara były w tym daniu dosłownie małe kawałeczki. Uwielbiam tradycyjne sushi, ale to też było przepyszne, choć specyficzne bo podane z ciepłym sosem warzywnym. Spokojnie mogę polecić to miejsce, przemiła obsługa i smaczna kuchnia, czego więcej potrzeba i do tego ciekawie urządzone wnętrza. Po pysznej kolacji pojechaliśmy prosto do motelu w Moncton, gdyż plany na kolejny dzień były dość intensywne.

Moncton położone jest nad rzeką Petitcodiac, która wpada do Zatoki Fundy. W tej zatoce możemy obserwować największe odpływy i przypływy na świecie, sięgające kilkunastu metrów. Odpływ i przypływ możemy obserwować nawet w samym Montcon, ale zdecydowanie lepiej wybrać nie nad samą zatokę. Lustro rzeki obniża się o kilka metrów, a woda przybiera brunatnego koloru, od mułu stąd jej druga nazwa Chocolate River. Idealnym miejscem do obserwacji jest przylądek Hopewell. Największy odpływ jest między godziną 10 a 11, w tych godzinach przypadał przynajmniej około 20 września, czyli podczas naszego pobytu w Nowym Brunszwiku. Miejscem gdzie możemy obserwować to zjawisko jest Hopewell Rocks Park. Wstęp na teren parku, jeśli dobrze pamiętam kosztował 10 CAD na osobę. Odpływ i przypływ koniecznie trzeba zobaczyć zarówno z góry klifu, jak i z brzegu. Na sam dół zejdziemy schodami przy Low Tide Canteen. Gdy trwa odpływ możemy spokojnie spacerować między skałami, które podczas przypływu są zalane do wysokości kilku metrów. Po „dnie” zatoki możemy spacerować na odcinku około 1 kilometra, dochodząc do drugiego punktu widokowego przy High Tide Cafe. W tym miejscu jednak nie wejdziemy na górę. Znajduje się tu tylko platforma ratunkowa, w sytuacji kiedy byłoby już za późno na powrót do schodów prowadzących na górę. Możemy się tu ratować ucieczką, aż do kolejnego odpływu. Jeśli ktoś ma na tyle czasu, że może poświęcić cały dzień na Hopewell Rocks, może tu spędzić kilka godzin i obserwować najpierw odpływ, a potem przyglądać się jak stopniowo woda zalewa obszar, który wcześniej oddała lądowi. My nie mieliśmy na tyle czasu więc po spacerze po dnie zatoki pojechaliśmy w dalszą drogę na zachód, by jeszcze coś innego zobaczyć, a wróciliśmy tu już popołudniem, kiedy przypływ był najwyższy. Zobaczenia tego miejsca zarówno podczas przypływu, jak i odpływu robi ogromne wrażenie. Na szczęście to niesamowite zjawisko możemy zaobserwować w ciągu jednego dnia. Bez wątpienia to obowiązkowy punkt na mapie podróży przez Nowy Brunszwik.

W ciągu dnia między odpływem i przypływem udało się nam jeszcze odwiedzić rezerwat przyrody Cape Enrage z malutką latarnią morską na końcu klifu. Widok spod latarni na zatokę robi wrażenie, a latarnia z daleka wygląda jak domek dla lalek. Niestety wjazd na parking jest płatny 6 CAD od osoby, z uwagi iż jest to obszar rezerwatu przyrody. Ciekawostką jest, że przy latarni znajduje się dom, w którym restaurację prowadzi Polak. My jednak postawiliśmy na piknik na świeżym powietrzu, z cudowną panoramą zatoki z latarnią morską w tle. Po krótkim pikniku nad zatoką udaliśmy się z powrotem do Hopewell Rocks, by zobaczyć przypływ. Do Hopewell dotarliśmy około 17-tej, gdyż o tej porze był najwyższy przypływ. Przypływ obserwowaliśmy już z punktów widokowych na szczycie klifu w Hopewell. Oglądając zdjęcia trudno to sobie wyobrazić, ale w rzeczywistości to wygląda niesamowicie. Najpierw spacerujesz między skałami wzdłuż brzegu, a po kilku godzinach nie ma śladu plaży i głazów, a woda sięga kilku metrów zalewając najniższy poziom schodów.

Stąd pojechaliśmy już prosto do Halifaxu, przed nami były jeszcze ponad 3 godziny jazdy. Do Halifaxu dotarliśmy około 21-ej, kiedy było już zupełnie ciemno. Do tego wystrój hotelu, który wybraliśmy, przypominający wnętrze Tytanica, przywołał wspomnienie jednej z największych katastrof morskich w historii. W Halifaxie znajduje się cmentarz ofiar z Tytanica i muzeum poświecone temu transatlantykowi. Żeby Was nie zanudzić jednorazowo zbyt długimi wspomnieniami, dalszą część opowieści o pobycie w Halifaxie, cudownym homarze i podróży po Nowej Szkocji znajdziecie w kolejnym wpisie, do którego już wkrótce zapraszam. Zbyt dużo było ciekawych miejsc w Nowej Szkocji i pisania o tym by umieścić te opowieści w jednym wpisie z odpływami z Hopewell Rocks i pomnikiem gigantycznego homara.








