Palcem po Naxos, czyli co warto zobaczyć na tej grackiej wyspie

Czas na kolejne wakacyjne wspomnienia z Naxos. Wyspa Naxos jest na tyle mała, że spędzając tam kilkanaście dni nie sposób jest siedzieć tylko w jednym miejscu, odwiedzając najbliższą plażę i nie wybrać się na wycieczkę autem, czy skuterem po wyspie. Jest kilka miejsc, które bez wątpienia warto odwiedzić. My zaplanowaliśmy dwie wycieczki. Jedna trasa obejmowała wyjazd do lasu cedrowego. Las ten znajduje się na południowo-zachodnim krańcu wyspy w Alyko. Jadąc wzdłuż zachodniego wybrzeża dojedziemy samochodem na sam koniec półwyspu. Mieszkaliśmy w Stelidzie więc była to jedyna właściwa droga na południe wyspy.  Nad samym morzem znajdują się ruiny, a raczej niedokończona budowa jakiegoś wielkiego ośrodka wypoczynkowego, tak mi się wydaje, ale nie jestem pewien po czym pozostały te ruiny. Trochę to przypomina też pozostałości po powojennych bunkrach. Atrakcją miejsca są oryginalne graffiti, które możemy podziwiać w środku ruin. Wzdłuż wybrzeży półwyspu Alyko ciągną się urokliwe zatoczki z lazurową wodą, w których można się schłodzić w trakcie wycieczki do lasu cedrowego.

Wracając z powrotem na północ wyspy warto zatrzymać się na jednej z kilku urokliwych plaż, które mijamy po drodze, takich jak Mikri Vigla, Plaka, Agia Anna, czy Agios Prokopios. Pisałem o nich w poprzednim wpisie. My na dłuższy wypoczynek, tym razem,  zatrzymaliśmy się na Mikri Vigla. Przy plaży znajduje się nieduża knajpka, w której serwują doskonałe frytki z lokalnych ziemniaków i wielkie porcje tzatziki. Naxos słynie z ziemniaków. Kierując się dalej na północ nie sposób nie zatrzymać się przy północnej części Mikri Vigla, usytuowanej za półwyspem, jadąc od południowej strony wyspy, gdzie znajduje się szkoła kite-surferów. Widoki są niesamowite, a my zatrzymaliśmy się tam dwukrotnie, jadąc na południe i wracając przed zachodem słońca. Tak jak pisałem w poprzednim wpisie, atmosfera do zdjęć jest o wiele lepsza w godzinach przedpołudniowych.

Kolejna wycieczka skierowała nas na północno-wschodni kraniec wyspy i do części centralnej, zataczając krąg by wrócić do domu w Stelidzie. Ta wycieczka była dość męcząca, niestety większość czasu spędza się w samochodzie, a droga nie jest łatwa, kręta, wąska i prowadzi przez góry. Za to widoki jakie możemy zobaczyć wynagradzają cały ten trud. Panoramy wyspy z zarysem morza na horyzoncie zapierają dech w piersiach i to nie jest przesada, czy jakieś koloryzowanie z mojej strony. Pierwszym celem tej wycieczki było Apollonas, gdzie znajdują się jedna z rzeźb olbrzymów, tzw. kouros. Samo Apollonas jest urokliwym miasteczkiem, gdzie w samym centrum, nad niewielką plażą ulokowanych jest kilkanaście knajpek i restauracji. Warto jest zatrzymać się tam na chwilę na kawę i poobserwować w spokoju morze. Stamtąd pojechaliśmy do samego środka wyspy, a kolejnym przystankiem było urokliwe Apiranthos. Jest to stare, historyczne miasteczko, gdzie niemal wszystko zbudowane jest z marmuru, domy, ulice i schody. Apiranthos jest wyjątkowe samo w sobie. Mimo iż żar lał się z nieba wybraliśmy się na spacer po starej części miasta. Nie jest to łatwa wycieczka, gdyż schody są wszędzie, prowadzą nas albo pod górę, albo w dół. Nie wyobrażam sobie by ktoś będąc w Apiranthos nie odbył takiej wycieczki przez miasto. Ten otaczający nas ze wszystkich stron marmur, działający oślepiająco w promieniach słonecznych robi duże wrażenie. Niedaleko Apiranthos, po drodze w kierunku Chora Naxos znajduje się magiczne, jedyne w swoim rodzaju miejsce. To restauracja Rotonda, położona nad przepaścią z niesamowitą panoramą na środkową część wyspy aż po morze. Tak, tak na horyzoncie widać zarys morza gdyż wyspa jest nieduża. Widoki z tarasu restauracji zapierają dech w piersiach. Posiłek w takim miejscu jest wydarzeniem samym w sobie. Amatorzy fotografii poczują się tam jak w raju. W pobliżu restauracji znajduje się stary młyn, warto podejść bliżej i zrobić kilka ciekawych zdjęć. Te młyny są charakterystyczne dla greckich wysp. Wracając jeszcze do restauracji, dania, których próbowaliśmy były przepyszne, doskonałe risotto z grzybami i truflami, talerz mięs dla dwojga, czy mięso a’la gulasz. Niestety odpuściliśmy sobie jaskinię Zeusa, ale po Rotondzie nie spodziewałem się już czegoś bardziej spektakularnego, a niestety czas nas gonił już do domu. Powrót do Stelidy był nadspodziewanie szybki, z tego co pamiętam w niecałą godzinę byliśmy już w Chora Naxos.

Ze zorganizowanych samodzielnie wypraw pozostała jeszcze wycieczka na Mykonos, ale o tym w kolejnym wpisie, soon…